Długo myślałam nad tym lakierem i w samą porę przyszła mi z pomocą promocja w SuperPharm -40% na kolorówkę. I mam! Idealny lakier do paznokci w kolorze czerwonym, zwyczajnie MÓJ. Długo nie mogłam się przekonać do czerwieni, a teraz noszę ją z przyjemnością i dobrze się w niej czuje. A wszystko to kryje się w buteleczce Essie o nazwie lacquered up. Piękna, żywa czerwień - na początku wydawała mi się mocno oczojebna, ale z czasem się przyzwyczaiłam i teraz w pełni cieszy moje oko :) Świetnie się nakłada, dwie warstwy dały dobre krycie, chociaż nie wiem jak będzie z dłuższymi paznokciami i prześwitywaniem białych końcówek. Na krótkich wygląda praktycznie idealnie. Trwałość jakaś wyjątkowa nie jest, chociaż nie użyłam podkładu i tutaj widzę część winy. Zobaczymy jak będzie przy kolejnych użyciach. Na paznokciach są dwie surowe warstwy lakieru, bez podkładu i topu. Plus za ładny błysk już na takim etapie :) Lakiery Essie w SP kosztują ok. 35zł, w promocji około 20zł.


W mojej kosmetyczce pojawia się coraz więcej pewniaków i czerwony lakier Essie mogę śmiało do niej dorzucić. Mam nadzieję, że Essie lacquered Wam się spodobał, a może nawet znajdzie miejsce w Waszych lakierowych zbiorach :) Macie swoją ulubioną  czerwień, czy wcale po nią nie sięgacie? Czekam na Wasze komentarze.

pozdrawiam, A




Kilka dni do świąt i czasu coraz mniej na... wszystko :) Ale na malowanie paznokci chwilę znalazłam i tak w iście świątecznym stylu na paznokcie wkroczył lakier Wibo z serii wow sand effect. Numer cztery to ciemna, winna czerwień z drobinkami, które niestety w matowym wykończeniu lakieru nie są widoczne. Jeśli chcielibyście ożywić nieco ten efekt - polecam nabłyszczający lakier nawierzchniowy :)


W kwestii trwałości lakieru jestem pod dużym wrażeniem - przetrwał nawet mycie okien, a to już niemały sukces. Całkiem nieźle się zmywał i nie pofarbował skórek, co jest kolejnym plusem. Co jeszcze? Dobry pędzelek, odpowiednia konsystencja, szybkie wysychanie i niewielka cena (około 8zł chyba). Nie miałam problemu z zalewaniem skórek, czy złym rozprowadzaniem lakieru. Do tego Wibo nr 4 ma bardzo ciekawy kolor. Co prawda przekonałam się do niego dopiero po kilku godzinach od pomalowania, ale przekonałam :D Kolejne podejście będzie bardziej błyszczące. Polecam!

Czy w okresie świątecznym wybieracie jakieś specjalne kolory na paznokciach?
pozdrawiam, A


Bardzo spóźnione podsumowanie mojej walki z kosmetycznymi zapasami :) W poprzednim poście pokazywałam Was, że w tym miesiącu z zakupami nie było tak najgorzej i mam nadzieję, że grudzień będzie jeszcze lepszy. Co do zużyć... no nie popisałam się niestety. Zupełnie opuściła mnie wena na kosmetyczne zabiegi i niestety to mocno odbiło się na mojej skórze. Więc jutro będzie wieczór łazienkowego dopieszczania :) Zapraszam na comiesięczne podsumowanie Kosmetycznego Związku Zapaśniczego.


WŁOSY

a) odżywki i maski
- Balea, maska z mlekiem i morelą (mini)
- Pilomwax, henna wax, maska do włosów ciemnych
- Pettenon Cosmetici, Kallos latte maska do włosów
- Schauma, odżywka bez spłukiwania z kokosem i masłem shea (recenzja)
- Planeta Organica, tybetański balsam do włosów objętość i siła
- Balea, odżywka do włosów mango&aloes
b) szampony
- Natura Siberica, szampon neutralny
- Babydream, dla dzieci (do mycia pędzli, ale czasem też zmywania olejów)
- Balea, szampon z melisą i rozmarynem
- Balea, szampon mango&aloes
Mixa Baby, delikatny szampon micelarny 
- Lumene, Angdy Birds, ekstrakt z arktycznej maliny
- Batiste, suchy szampon medium-brunette
c) olejki
- Marion, kuracja z olejkiem arganowym (na końcówki)
- olejek kokosowy
- olejek arganowy
- Hesh, Bhringraj
- Alverde, olejek do włosów migdał i argan

TWARZ
a) kremy do twarzy i pod oczy
- Phenome, krem nawilżająco-regulujący zapobiegający niedoskonałościom skóry
- Phenome, krem nawilżająco-matujący do cery tłustej i mieszanej (mini)
- Phenome, serum głęboko nawilżające (mini)
- Olay, krem na dzień do cery normalnej i suchej
- Olay, krem na noc do cery normalnej i suchej
- Clinique, krem do twarzy moisture surge (mini)
- Clinique, krem all about eyes rich (mini)
- Dermedic Normacne, matujący krem na dzień
- Dermedic Normacne, matujący krem na noc
- Pharmaceris T, intensywnie matująca emulsja do twarzy
b) żele/mydła
Dermedic Normacne, antybakteryjny żel do mycia
- Pharmaceris T, pianka głęboko oczyszczająca do mycia twarzy
- Himalaya Herbals, żel do skóry tłustej
c) peelingi
- Organic Therapy, brylantowy peeling do twarzy
- Korund
d) toniki/płyny micelarne
- Baikal Herbals, ziołowy oczyszczający tonik do twarzy
- BeBeauty, płyn micelarny
- Dabur, woda różana
- Avene, woda termalna
e) maseczki
- Organique, błoto
- Organique, glinka biała
- Organique, glinka ghassoul (mini)
- Organique, glinka zielona (mini)
- Organique, maseczka algowa z dynią
- Spirulina
- Balea, maseczka z ekstraktem z brzoskwini
- Balea, maseczka z ekstraktem z wanilii
- Balea, maseczka z ekstraktem z aloesu
- Kolagen naturalny, maseczka last minute
- Dermo pharma+, maseczka kompres - intensywne nawilżenie i dotlenienie
- Dermo pharma+, maseczka kompres - intensywne nawilżenie i dotlenienie
- Dermedic, Normativ - maseczka aktywnie matująca
- Marion spa, hydrożelowe płatki pod oczy
f) sera, olejki, kremy punktowe, inne
- Alverde, różany olejek do twarzy
- Dermedic Normacne, preparat punktowy na wypryski
- L'Oreal chusteczki oczyszczające

CIAŁO - OCZYSZCZANIE
a) żele pod prysznic
- Balea, fiji passionfruit
- Balea, Glucks Rausch
- Isana, papaja i wanilia
- Original Source, kokos
- Original Source, malina i kakao
- Organique, pianka od prysznic o zapachu pomarańczowym
- Phenome, migdałowy kremowy żel pod prysznic (mini)
b) peelingi
- Joanna, wygładzający peeling do ciała z ekstraktem z bzu
c) kąpiel
- BeBeauty, sól do kąpieli bursztynowa
- Kneipp, olejek do kąpieli cytryna (mini)
- Kneipp, olejek do kąpieli eukaliptus (mini)
- Organique, puder do kąpieli białe piżmo
- Różana kula do kąpieli z Bierdonki

CIAŁO - PIELĘGNACJA
a) balsamy/masła do ciała
- Tołpa, spa eco relax, odprężający krem-serum do masażu
- Alverde, masło do ciała makadamia
- Balea Young, masło do ciała cytrynowa beza
- Organique, grecki balsam z masłem shea (mini) (recenzja)
- Balea, balsam do ciała brazil mango
- Lumene, Angdy birds, ekstrakt z arktycznej żurawiny
b) olejki
- Green Pharmacy, antycellulitowy olejek do masażu
c) wyszczuplanie, ujędrnianie
- Biocol, Drenafast - żel antycellulitowo-ujędrniający
- Nivea good-bye cellulite, serum
- Nivea, ujędrniający żel antycellilitowy z Q10
- Nivea, ujędrniający żel antycellilitowy z Q10

CIAŁO - PIELĘGNACJA SPECJALNA
a) biust
- Eveline, superskoncentrowane serum do biustu push-up
b) depilacja
- Bielenda Vanity, krem do depilacji avocado (recenzja)
- Venus, pianka do golenia z melonem i grejpfrutem
- Isana, pianka do golenia z aloesem
c) ochrona przed potem
- Adidas for Women, soften cool&care (roll-on)
- Rexona, antyperpirant w kulce
- Nivea, stress protect (deo) mini
- Garnier mineral, ultra dry 48h (deo)
d) higiena intymna
- Lactacyd, emulsja do higieny intymnej

ZAPACH
- Avon, Sensuelle
- Lolita Lempicka
- Calven Klein, Obsession
- Elizabeth Arden, Green Tea
- Playboy, Play it spicy...
- Mexx, summer edition
- Balea, mgiełka do ciała brazil mango
- LC, Be4me (Biedronka)
- Heidi Klum, Shine

DŁONIE
- BeBeauty, wygładzające serum do rąk
- Cztery Pory Roku, rozgrzewający krem imborowy
- Kamil, krem do rąk i paznokci
- Oriflame, olejek do masażu i kąpieli dłoni
- Iwoniczanka, krem do szorstkiej skóry dłoni, łokci, pięt
- Bułgarska róża, krem do rąk
- Beauty Formulas, odżywczo-kojąca maska na dłonie
- Lumene, Angdy birds, z ekstraktem z arktycznej jagody
- Cztery Pory Roku, rozgrzewający peeling imbirowy

STOPY
- Oriflame, Feet up - krem do stóp
- Paloma, peeling do stóp (recenzja)
- Beauty Formulas, relaksująco-odżywcza maska na stopy

MAKIJAŻ
a) pomadki i kredki do ust
- Wibo Eliksir, nawilżająca pomadka do ust nr 06
- L'Oreal Balm, 318 heavenky berry
- Maybelline, Baby Lips
- L'Oreal Caresse, 102 mauve cherie
- Bourjois Rouge edition, 04 rose tweed
- Maybeline Moisture extreme, 210 that's mauvie
- Maybelline, Color Whisper, 130 pink possibilities
- Maybelline, Color Whisper, 160 rose of attraction
- Maybelline, Color Whisper, 220 lust for blush
- MAC, cremesheen w kolorze hot gossip
- Rimmel Kate, 101
- Revlon Colorburst, 025 peach parfait
- Manhattan Soft mat lipcream, 56k
- Catrice Colour infusion longlasting lipstain, 030 meet mrs rosevelt
- Sleek, paletka w kolorze teass (recenzja)
- Bourjois Color Boost, 01 red sunrise
- Bourjois Color Boost, 03 orange punch
- Catrice Precision lip liner, 040 berry&sally
- Catrice Precision lip liner, 080 read my lips!
- Joko, kredka do ust z pędzelkiem w korze 458
b) błyszczyki
- Kiko Super gloss, 127
- Bourjois 3D effect, 52 coral idyllic
c) pomadki/balsamy ochronne
- Nivea Lip butter, makadamia i wanilia
- Alverde, pomadka vanilia-mandarynka
- Burt's Bees, naturalny balsam do ust
- Catrice, peeling do ust
d) kredki do oczu i linery 
- Joko, wodoodporny liner w kolorze czarnym
- Catrice, liner w płynie, czarny
- Catrice, kredka pod łuk brwiowy
- Basic, cielista kredka na linię wodną
- Lancome, czarna kredka do oczu
- Joko, czarna kredka do oczu z gąbeczką
e) tusze do rzęs
- Benecos, tusz do rzęs
- Max Factor, 2000 kalorii (recenzja)
f) kosmetyki do brwi
- Eveline, brązowy korektor do brwi art scenic
- Catrice, plaetka cieni do brwi
- Catrice, kredka do brwi w kolorze 020 date with ash-ton
g) cienie do powiek i bazy pod cienie
- Elf, baza pod cienie
- Everyday minerals, monsoon
- Everyday minerals, first love
- Kobo, cień pojedynczy 114 aubergine
- Kobo, pigment 402 hot orange
- Essence, cień pojedynczy wild craft (?)
- Maybelline, color tattoo permanent taupe
- Maybelline, color tattoo turquoise forever
- Urban Decay Naked 2, paleta cieni + błyszczyk
- Sleek, paletka au naturel
- Sleek, paletka ultra matts v2
- Sleek, paletka oh so special
- Catrice, cień pojedynczy 410 c'mon chameleon!
- Catrice, cień pojedynczy 570 plum up the jam
h) podkłady/korektory
- Bourjois, Healthy mix, w kolorze 51
- Collection (2000), korektor w kolorze 01 fair
i) pudry do twarzy
- Ben Nye, banana (mini)
- Essence, All about matt! fiksujący puder w kompakcie
- Max Factor, Creme Puff
- L'Oreal True Match
j) róże/bronzery
- The Body Shop, róż w kolorze 01 shade petal
- Joko, podwójny róż w kolorze J2
- Catrice, róż z limitowanej edycji Revoltaire
- Kobo, róż/cień w kolorze 307 misty rose
- Bourjois, róż/bronser z kolorze 85 sienne
- Inglot, róż nr 99
k) odżywki do rzęs
- L'biotica, aktywne serum do rzęs

PAZNOKCIE
a) lakiery kolorowe
- 156 buteleczki + 4 nowe
- Sephora, naklejany lakier na paznokcie (dłonie+stopy) w kolorze 02 fluo coral
b) odżywki do paznokci/ top&base coaty
- Poshe
- Essie, Good to go
- Paese, diamentowy utwardzacz
- Bene nails, odżywka dotleniająca
- Wibo, nawilżający mus do paznokci z ekstraktem z truskawki
- Wibo, eliksir z jedwabiem
- Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci
c) pielęgnacja skórek
- Sally Hansen, cuticle remover
- Avon, różany krem do skórek
- oliwka do skórek i paznokci
d) zmywacze
- Donegal, zmywacz do paznokci w żelu
- BeBeauty, zmywacz do paznokci z olejem kokosowym i gliceryną

* reszta pustych opakowań wylądowała w śmietniku... szaleństwo świątecznych porządków :)


Podsumowując:
18 opakowań poszło do kosza
12 plus 4 lakiery przybyło

W porównaniu z poprzednim miesiącem klik! odpowiednio zużycia i zakupy są mniejsze - o ile pierwsze mnie nie cieszą, tak drugie już bardzo :) Oby tak dalej.

Pewnie już jesteście zaprawione w bojach denka grudniowego. Jak Wam idzie zużywanie w tym miesiącu? 
Pozdrawiam, A




Przyszedł czas na przedstawicieli zimowej kostki Essie, którzy wzbudzali we mnie i nie tylko, największe emocje :) Toggle to the top od samego początku wpadł mi w oko, podobnie jak Shearling darling - uwielbiam takie ciemne, wiśniowe kolory! I tak jak w pierwszym przypadku czuję się w pełni usatysfakcjonowana, tak drugi to duże rozczarowanie... Ale zacznijmy od rzeczy przyjemnych :)

Toggle to the top to według mnie lakier o ciemnej, winnej bazie, z zatopioną dużą ilością drobinek. Całość na paznokciach prezentuje się dość odświętnie, chociaż ja lubię taki rodzaj błyskotek :) Po dwóch warstwach uzyskałam pełne krycie, lakier nakładał się bezproblemowo. Szybkie wysychanie to kolejny plus, chociaż przy następnym malowaniu dodam wyrównujący top - sam lakier nie daje takiego gładkiego wykończenia, a ja mam manię "skubania" wszelkich nierówności. No i z topem lakier z pewnością będzie ładniej błyszczał :) Podsumowując - jestem nim mocno oczarowana.


Shearling darling miał być TYM kolorem  - ciemną wiśnią, idealną na jesienno-zimowy czas. Niestety, już na próbniku wydawał mi się dość ciemny i płaski, a na paznokciach tylko potwierdziły się moje obawy. Kolor mocno wpada w czekoladowy brąz, czego nie znoszę. Nakładał się dobrze, dzięki swojej mocno kremowej konsystencji - prześwit, który widzicie powstał z mojej nieuwagi. Pięknie błyszczy nawet bez topu, chociaż wysychał już nieco dłużej. Gdyby nie to, że bliżej mu do brązu niż wiśni - byłby kolejnym plusem tej kostki. 


I tak słaczowanki zimowej kostki dobiegły końca :) Poprzednie kolory znajdziecie tutaj: sable collar i mind your mittens. Tę część zimowej kolekcji oceniam bardzo wysoko - trzy lakiery na plus (w czym TTTT jest ulubieńcem) i tylko jeden lakier okazał się sporym rozczarowaniem. Jestem bardzo ciekawa, kiedy pojawi się następna kolekcja, bo pomału uzależniam się od systematycznych dostaw mini lakierów Essie :) A jak wiadomo swoje uzależnienia należy pielęgnować, więc 'cuda, wianki, słaczowanki' na pewno się jeszcze na blogu pojawią...

A który z lakierów spodobał się Wam najbardziej? Macie wśród nich swojego zimowego ulubieńca?

pozdrawiam, A




Przyszedł czas na drugi lakier z zimowej kolekcji Essie :) Sable collar spotkał się z ciepłym przyjęciem, więc dziś trochę bardziej mroźny klimat pod postacią mind your mittens. Na początku wydawał mi się strasznie nudny, ale po pomalowaniu paznokci po raz drugi już przy tek kolekcji zmieniłam zdanie. Ciemna, bardzo ciekawa zieleń, trochę w stylu teal - dla mnie długo poszukiwany kolor idealny. Pięknie wygląda na paznokciach, będzie się dobrze łączyć ze srebrnymi dodatkami. Do tego świetne krycie, połysk i tafla koloru, która na stałe zagości w moim lakierowym pudełku. Jeśli jesteście miłośniczkami ciemnych zieleni na paznokciach, to pozycja obowiązkowa! Na paznokciach mam dwie warstwy lakieru na bazie, bez topu.


Jak Wam się podoba ten przedstawiciel zimowej kostki? Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczona!

pozdrawiam, A




Słaczowanki zimowej kolekcji Essie zacznę od lakieru, który wydawał mi się najmniej ciekawy z całej czwórki. Widziałam go już na kilku blogach i zupełnie do mnie nie trafił, był jakiś taki przekombinowany i w sumie nijaki... Ani brąz, ani fiolet, ani szary - jednym słowem nie dla mnie :) Ale! Pomalowałam nim paznokcie i moja niechęć do niego mocno osłabła. Same oceńcie, dlaczego:


Kolor kojarzy mi się z roztopioną, deserową czekoladą :) Lekko przykurzony, ale przyjemny brąz z domieszką bardzo drobnego shimmeru w czerwonym, może winnym odcieniu. Całość na paznokciach tworzy przyjemny efekt. Co do malowania nie mam zastrzeżeń - powoli zaczynam wsiąkać w "essiactwo" i kiedy sięgam po inny lakier, czuję rozczarowanie :) Jakościowo idealny pod każdym względem - bezproblemowy pędzelek, po dwóch warstwach uzyskujemy pełne krycie. Pięknie błyszczy i szybko wysycha. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona kolorem, a jakości właśnie takiej się spodziewałam :) To bardzo dobry początek i mam nadzieję, że pozostałe lakiery mnie nie rozczarują. 

Macie już swojego ulubieńca z tej kolekcji? A może zimą używacie lżejszych kolorów?
pozdrawiam, A



No i wpadłam w zimowy sen... Przespałam dobre dwa tygodnie i wraca mi się naprawdę ciężko :) Ale mam nadzieję, że teraz znajdę już czas na regularne zaglądanie i komentowanie Waszych blogów. Sporo się zapewne działo w kosmetycznym świecie przez ten czas, jestem bardzo ciekawa Waszych świątecznych list prezentów. 
U mnie listopadowe zakupy przeszły w miarę spokojnie - nawet promocja w Rossmannie nie zachwiała stanu portfela :) Rzeczy z listy oczywiście w koszyku znalazły swoje miejsce oprócz jednej, która zostanie w najbliższych dniach uzupełniona. Poza listą oczywiście same potrzebne rzeczy! Zapraszam na post.


Kolejna kostka lakierów Essie, tym razem z zimowej edycji Shearling Darling. Pewnie pojawią się w najbliższym czasie na blogu, więc mogę powiedzieć tylko tyle, że to bardzo fajny zestaw dla dziewczyn, które lubię ciemne lakiery (allegro ok. 55zł). W końcu udało mi się dorwać w szafie Essie top Good to go (SuperPharm, 36,99zł). Kabuki z Essence to zakup oglądany od chwili pojawienia się nowości w Naturze (17,99zł). Na razie jestem zadowolona, chociaż zobaczymy jak będzie po kolejnych praniach. 
Puder True Match od L'Oreal to jedyny zakup promocyjny - już jakiś czas temu zwrócił moją uwagę, ale skutecznie blokowała mnie cena. Na razie czeka na swoją kolej :) Nie mam pojęcia ile kosztował, ale 35zł chodzi mi po głowie... Możecie mnie poprawić :) Do koszyka powędrowały również: Maybelline i długo oczekiwana pomadka Baby Lips w różowym kolorze (SuperPharm,9,99zł) oraz zmywacz do paznokci z Biedronki - około 6zł.


Zestaw Pharmaceris kupiłam w jednej z aptek za 35zł - matująca emulsja do twarzy i oczyszczająca pianka to moje pierwsze kosmetyki z tej serii. Jestem bardzo ciekawa działania :) Kolejna rzecz to antyperspirant Rexona w kulce - Adidas chyba zaczął mnie uczulać... (Rossmann, 9zł). W aptece DOZ znalazłam żel do twarzy Himalaya Herbals za niecałe 17zł i kupiłam na spróbowanie - używałam go prawie cały listopad, więc za jakiś czas coś o nim napiszę. Różana kula do kąpieli z Biedronki to czysty przypadek - ładnie pachnie, ale jeszcze nie wiem, czy będzie z tego miłość (ok. 3zł). Zarzekałam się, że nowych żeli pod prysznic Original Source nie kupię, bo moja skóra za nimi nie szaleje. I tak mam wersję z malinami i kakaem oraz kokos, który zniknął z butelki w tempie ekspresowym (Rossmann, 8,99zł za sztukę). Szukałam peelingu do rąk i wróciłam z Natury z zestawem Cztery Pory Roku kremu i peelingu rozgrzewającego z imbirem (9,99zł). Pachnie pięknie, zobaczymy jak będzie z działaniem.

I to by było na tyle :) Zakupów grudniowych żadnych większych nie planuję - jeśli zajdzie taka potrzeba będę musiała pomyśleć nad ochronnym kremem zimowym do twarzy. Macie swoje typy? Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach :) 

pozdrawiam, A



Do tej recenzji zbierałam się wyjątkowo długo. Być może dlatego, że w kwestii kremów bardzo ciężko mojej skórze dogodzić :) I tak było również z kremem nawilżająco-regulującym zapobiegającym niedoskonałościom skóry marki Phenome, który miałam okazję testować w ramach HexxBoxa klik!Kremu używałam przez okres 2 miesięcy i po tym czasie moja skóra potrzebowała odmiany. Mam skórę tłustą, w zależności od pory roku względnie mieszaną, ze skłonnością do przesuszonych policzków. Zaskórniki, rozszerzone pory i wszelkiego rodzaju niespodzianki się pojawiają, moja skóra ma skłonności do zapychania. Jak widzicie kosmetyk Phenome nie miał łatwego zadania. 


Krem pojawił się u mnie w estetycznym, kartonowym opakowaniu. W środku znalazłam 50ml słoiczek z ciemnego szkła w podobnej stylistyce, który pod nakrętką miał jeszcze dodatkowe zabezpieczenie w postaci plastikowej nakładki. Na papierowym opakowaniu znalazły się wszystkie niezbędne informacje, które w języku polskim znajdziecie również na stronie producenta klik! 

Nawilżający krem-żel o lekkiej, nietłustej konsystencji, przeznaczony do kompleksowej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej z nasilonymi niedoskonałościami. Dzięki łagodnym, specjalnie wyselekcjonowanym, naturalnym wyciągom roślinnym krem skutecznie redukuje zmiany zapalne skóry, objawiające się w postaci krostek i grudek. Składniki złuszczające zawarte w kremie eliminują martwe komórki naskórka odpowiedzialne za zatykanie porów oraz powstawanie zaskórników. Preparat doskonale nawilża, jednocześnie matując cerę i poprawiając jej koloryt. Jest delikatny, odpowiedni nawet dla skóry skłonnej do podrażnień. Długotrwale stosowany, przywraca skórze równowagę i nadaje jej zdrowy wygląd. 



Głównym zadaniem kremu jest optymalne nawilżenie, wygładzenie i zmatowienie skóry, dzięki czemu skóra odzyskuje naturalną równowagę i zdrowy wygląd. Brzmi bardzo obiecująco, chociaż niestety nie mogę się z tymi zapewnieniami do końca zgodzić. Mają w tym pomóc następujące składniki:

wody roślinne: z zielonej herbaty, cytrynowa - dostarczają skórze niezbędnych witamin i minerałów
olejek szałwiowy - działa antyseptycznie, odkażająco, przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie
sok aloesowy - nawilża i chroni skórę
ekstrakty: z papai, ananasa - wykazują właściwości nawilżające i kondycjonujące, działają antyseptycznie, pobudzają do regeneracji
ekstrakt z wierzbownicy - działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, zmniejsza wydzielanie łoju
ekstrakt z cedru - działa bakteriobójczo i oczyszczająco
wyciąg z mięty pieprzowej - działa łagodząco, odświeżająco, antyseptycznie
ekstrakt z owoców maliny moroszka - wykazuje działanie przeciwzapalne, ściągające, przeciwutleniające
wyciąg z nagietka - działa nawilżająco, odbudowująco, gojąco i przeciwzapalnie
ekstrakty: z grejpfruta i skórki cytryny - pobudzają, odświeżają i tonizują

Kosmetyk ma lekką, żelową konsystencję, która szybko się wchłania i pozostawia skórę gładką i matową. Ale nie jest to taki trupi mat, tylko zdrowo wyglądająca cera. Chociaż jest to krem przeznaczony do stosowania rano i wieczorem, dla mojej skóry było tego za wiele - skupiłam się na porannej pielęgnacji, a wieczorem przecierałam jedynie twarz wodą różaną, dla uspokojenia cery po demakijażu i oczyszczaniu żelem. Od czasu do czasu, kiedy czułam potrzebę wieczornego nawilżenia, sięgałam po krem. W innym wypadku rano moja skóra była tłusta, ale plus jest taki, że nie wyskakiwały na niej żadne krostki :) No i kolejny plus - na początku używania nie pojawił się żaden wysyp, czy chwilowy, gorszy stan cery. Cała "reakcja" na nową pielęgnacje przebiegała bardzo spokojnie. Zapach jest dość neutralny - ziołowy, można w nim wyczuć nutkę zielonej herbaty.


Najważniejsze jest jednak działanie kremu, które oceniam połowicznie. Z jednej strony krem świetnie uspokoił moją skórę i regularnie używany pozytywnie wpłynął na stany zapalne, w postaci krostek, czy grudek. Od czasu do czasu coś tam wyskoczyło, ale nie był to wysyp czy reakcja na zapychający kosmetyk. Skóra wyglądała naprawdę dobrze :) W kwestii matowienia już tak wesoło nie było, chociaż początkowo efekt był idealny. Niestety, trwał tylko 1,5 tygodnia, po czym powrócił tryb "tłuściocha". Na wielki plus można temu kosmetykowi policzyć właściwości złuszczające. W kwestii nawilżenia również nie mam zastrzeżeń - gdyby krem lepiej matowił moją skórę, byłabym w stanie przyznać wysoką ocenę. Składu nie jestem  w stanie analizować, więc musicie mi to wybaczyć ;)


Krem możecie kupić na stronie producenta lub w sklepach firmowych za 129zł/50ml. Czy jest to cena adekwatna do działania? Tak, jeśli nie zależy Wam bardzo na zmatowieniu skóry, tylko na walce z niedoskonałościami. Krem ma ogromną zaletę - jest bardzo wydajny! Ja polecam go połowicznie, bo tak też u mnie się sprawdził :)
Dziękuję Hexxanie za możliwość przetestowania kremu i serdecznie zapraszam Was na jej bloga! Znajdziecie tam mnóstwo inspiracji i ciekawych recenzji :) http://www.1001pasji.com/


Przepraszam za tak długą przerwę w nadawaniu. Ostatnio jakoś ciężko mi znaleźć chwilę na spokojne włączenie komputera :) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. 

pozdrawiam, A



Ostatni z tegorocznej, letniej kostki lakierów Essie :) Ostatni i chyba najmniej przeze mnie lubiany, chociaż z pewnością wpada w oko. Typowy koral, o bardzo ładnie wyważonej proporcji różu, pomarańczu i czerwieni. Na zdjęciu jest dużo ostrzejszy niż w rzeczywistości - ma w sobie taką nutkę kremowości. Nakłada się już nieco gorzej niż poprzednicy, momentami mogą tworzyć się lekkie prześwity. Mnie to mocno zniechęca do koralowych lakierów. Ładnie błyszczy i podobnie do dwóch poprzednich kolorów tej kolekcji ma w sobie srebrne drobinki. Do krycia potrzebne są dwie warstwy, czasami przydaje się trzecia. Do wysychania nie mogę się przyczepić, trwałość również niezła.


Koral na paznokciach miał swoje długie pięć minut w zeszłorocznym sezonie wakacyjnym. 
Jest dla Was uniwersalnym kolorem na co dzień?

pozdrawiam, A



Mój ulubieniec letniej kolekcji Essie - naughty nautical, czyli soczysta i połyskująca morska zieleń :) Ma w sobie bardzo delikatne, srebrne drobinki, które dodają bez wątpienia uroku zarówno w słońcu, jak i w cieniu. Ładnie błyszczy, bezproblemowo się nakłada i z pewnością latem wyląduje na stopach - będzie się świetnie komponował z sandałkami :) Szukam, szukam... i chyba nie mogę o nim złego słowa powiedzieć. To z pewnością ciekawy, oryginalny i mega letni kolor.


Czy ten przedstawiciel letniej rodzinki Essie przypadł Wam do gustu? :)

pozdrawiam, A


To drugi po bardzo intensywnym the more the merrier lakier Essie z kolekcji letniej. Wiem, że nie czas na takie kolory... ale jak teraz ich Wam nie pokarzę, to do lata wszystko może się zdarzyć :) Także ze świeżym wspomnieniem lata w pamięci, zapraszam Was do oglądania full steam ahead.


Nie byłam przekonana do tego koloru, dopóki nie pomalowałam nim paznokci :) Bardzo delikatny, taki "mglisty" dzięki srebrnym drobinkom, pastelowy fiolet. Dwie warstwy dały fajne krycie, chociaż gdzieniegdzie widać delikatne prześwity i przydałaby się trzecia. Szybko schnie, dobrze się nakłada, ładnie błyszczy - aż za ładnie i chwilami ciężko było uchwycić sam kolor :) Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, w przeciwieństwie do poprzedniego Shreka, ten delikatny pastel ze mną zostanie. 

Lubicie takie kolory? Pastele goszczą na Waszych paznokciach również zimą? :)
pozdrawiam, A



Chciałam Was przeprosić za przerwę w nadawaniu, ale czasami taki oddech się przydaje. Na pewno sporo rzeczy mnie przez te kilka dni ominęło, więc dzielę się moim dzisiejszym cudakiem i zaczynam odwiedziny u Was :) Jeśli ktoś jeszcze nie zna magicznego, białego proszku - czas nadrobić zaległości! Dziś przedstawię Wam korund, który podbił moją pielęgnację już jakiś czas temu.


Co można przeczytać o nim na zróbsobiekrem.pl?

Znajduje zastosowanie w profesjonalnych gabinetach kosmetycznych a także w domowych peelingach. Systematyczne stosowanie peelingów zwiększa wchłanianie substancji czynnych przez skórę, pobudza mikro-krążenie, oczyszcza i wzmaga odnawianie skóry. Efektem regularnego stosowania peelingów jest pogrubienie się warstw żywych komórek skóry, natomiast cieńsza staje się warstwa rogowa. Peeling mechaniczny pobudza mikrokrążenie skórne i dotlenia skórę. Wyrównuje się koloryt skóry. Skóra staje się bardziej elastyczna i gładsza. Za pomocą korundu usuwamy mechanicznie - ścieramy wierzchnią warstwę skóry, głównie obumarły naskórek. Usunięcie tej warstwy skóry powoduje pobudzenie do szybszego wzrostu i odnowy warstwy naskórka, oraz pobudza do wzrostu komórki warstw głębszych.
Peeling powinien być stosowany regularnie 1-2 razy w tygodniu. Oprócz dobroczynnych skutków peelingu opisanego powyżej bardzo ważną rolą tych zabiegów jest przygotowanie do dalszych zabiegów. Usunięcie obumarłego naskórka i odblokowanie porów znacznie poprawia wchłanianie aktywnych substancji zawartych w preparatach kosmetycznych i zwiększa skuteczność ich działania.


Od lat używam peelingów do twarzy i mogę śmiało powiedzieć, że żaden z nich nie równa się z korundem. Moja skóra jest mało delikatna i potrzebuje regularnego wygładzania i ścierania martwego naskórka. Na początku korundu używałam raz w tygodniu lub rzadziej. Teraz sięgam po niego co 4-5 dni, uzupełniając codziennie ścieranie gąbką Calypso, o której już pisałam klik! Jak widzicie na zdjęciu wyżej, korund to po prostu biały, drobnoziarnisty piasek, który w połączeniu z żelem do mycia twarzy działa cuda :) Stosunek żelu i korundu zależny jest od efektu, jak chcę uzyskać. Po kilkuminutowym masażu moja skóra jest odświeżona, wygładzona i jakby... lżejsza? To bardzo przyjemne uczucie. Do tego przy regularnym użyciu wygląd skóry się poprawia, kremy lepiej wchłaniają, a pory są wyraźnie zmniejszone. Na pewno nie ma na to wpływu jedynie korund, ale idealnie uzupełnia pielęgnację. Można go łączyć zarówno z żelem do twarzy, jak i z olejkiem (czego nie próbowałam, ale moja skóra nie przepada za olejkami).
Korundu używam również raz na jakiś czas do peelingu dłoni i skórek - w tym przypadku łączę go zazwyczaj z mydłem w płynie. Świetnie sobie radzi z wygładzeniem skóry dłoni, wygładza skórki wokół paznokci jak i samą płytkę :)
W kwestii ceny nie ma sobie równych - za opakowanie widoczne na zdjęciu zapłaciłam ok. 10zł z przesyłką (allegro). Wydajność jest ogromna, więc warto zaryzykować nawet jeśli obawiacie się, że dla Waszej skóry będzie za mocny. Wykorzystanie go w roli peelingu do ciała również przyniesie korzyść :)

Podsumowując - korund jest dla Was, jeśli szukacie dobrze wygładzającego peelingu w przyzwoitej cenie. Ja jestem z niego bardzo zadowolona i po kolejnym, nieudanym z resztą spotkaniu z drogeryjnym peelingiem do twarzy (o którym napiszę za jakiś czas), dochodzę do jednego wniosku. Po co wydawać pieniądze i szukać, skoro można za kilka złotych mieć korund? :)

Jakie są Wasze doświadczenia z tym kosmetykiem? A może macie swoje peelingowe hity?

pozdrawiam, A



Może nie jest to najlepsza pora na letnią edycję lakierów, ale z pewnością taka dawka koloru niektórym się przyda - mnie również :) Zaczynam słaczowanki kostki Essie z kolekcji Naughty Nautical od koloru The more the merrier


Shrekowa zieleń już od dawna mi po głowie chodziła, za sprawą lakieru My Secret i Softer, który przewijał się na wielu blogach. Coś jednak czułam, że to będzie raczej duże rozczarowanie, niż wielka miłość... Nie do końca dobrze się z tym kolorem czuje, jest tak "dziki", że aż nie mój :) W opakowaniu i z resztą nawet na paznokciach jest bardzo intensywny, energetyczny i idealny na lato, ale... No właśnie dla mnie za bardzo ALE.
Aplikacja bezproblemowa, dwie warstwy dają pełne krycie i ładny połysk. Te nierówności są winą stanu mojej płytki... jakiś koszmar. Wspieram się Regenerum i poprawa na szczęście jakaś delikatna jest, ale jeszcze długa droga przede mną :)  

Lubicie nosić takie kolory jesienią? Czy stawiacie na bezpieczniejsze lakiery? :)

pozdrawiam, A



W tym miesiącu wykończyłam kilka naprawdę dobrych kosmetyków. Czarne mydło oliwne savon noir z Organique, o którym pisałam już tutaj, oraz mydło Aleppo, o którym jeszcze napiszę :) Do ulubieńców zaliczyć mogę również zapach, który na pewno pojawi się jeszcze w mojej kosmetyczce - Cacharel, Amor Amor kojarzy mi się z bardzo przyjemnymi momentami. Ale dzisiejsza równie udana czwórka prezentuje się tak:


Masełko do ust Nivea
Karmelowa miłość od pierwszego użycia :) Świetnie nawilża, pięknie pachnie i nieźle smakuje, dobrze wygląda i ma przystępną cenę. Teraz na tapetę weszła wersja wanilia&makadamia, której jestem bardzo ciekawa. Postaram się coś więcej o niej napisać w sezonie zimowym, kiedy takie produkty idą u mnie jak woda :)

Tusz do rzęs Essence, multi action mascara
Dobra, tania maskara :) Na początku mocno skleja mi rzęsy i jest bardzo mokra, ale jak trochę podeschnie jest moim ideałem zaraz po MF 2000 kalorii.Klasyczna szczoteczka, dobra trwałość, mocny kolor czerni - nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. 

Balsam do ust Bioderma z serii Atoderm
Każdej jesieni i zimy zmagam się z tym samym problemem - pękaniem skóry wokół ust... I nie chodzi o same wargi, tylko spękaną skórę wokół nich... Kremy anty-mrozowe, nawilżające, natłuszczające i wszelkiej innej generacji już przerabiałam - nie pomaga absolutnie nic. Aż natknęłam się w pełnej desperacji na ten balsam do ust i co? I cudu nie było, ale ogromna ulga :) Kilka dni sumiennego smarowania i mogłam uśmiechać się bez bólu. W tym roku już nie będę testować i na pewno ten balsam kupię. Może z nowym opakowaniem więcej o nim napisze :)

Alverde, krem do rąk z nagietkiem
Kremowa legenda można powiedzieć. Kto miał okazję być w DM z ciekawością kierował kroki w jego stronę :) Mnie nie uwiódł tak totalnie, ale trzeba mu oddać długotrwałe działanie. Mam raczej normalną skórę dłoni, nie przesusza się jakoś wyjątkowo, chociaż po sobotnich porządkach i dużej dawce chemii taki nagietkowy opatrunek był idealnym zakończeniem dnia :) Krem jest dość gęsty, ale dobrze wsmarowuje się w skórę i całkiem szybko wysycha. Zostawia dłonie gładkie, nawilżone - wyczuwalny jest delikatny film. Jak będę miała okazję, pewnie jeszcze do niego wrócę, chociaż jestem zdania, że nie zasługuje na "specjalne gimnastyki" celem jego zdobycia. 

Macie swój top wśród zużytych produktów? A może znacie powyższe? 
Czekam na Wasze komentarze :)

pozdrawiam, A


Witam serdecznie :) Długi weekend mocno mnie rozleniwił i dlatego wyniki rozdania pojawiają się z małym opóźnieniem. Mam nadzieję, że mi to mimo wszystko wybaczycie :) Mała informacja organizacyjna - niestety paczki będę mogła wysłać dopiero w czwartek, więc do godzin porannych tego dnia będę czekać na odzew ze strony dziewczyn. Proszę o dane do wysyłki na adres: rogaczki.kosmetyczne@gmail.com

Ale do rzeczy! Tym razem szczęście uśmiechnęło się do:





Moje gratulacje! I tak jak pisałam wyżej - czekam na Wasze dane do wysyłki do czwartku.
Dziękuję za wszystkie zgłoszenia i życzenia z okazji blogowego roczku - mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej :)

***

Nie miałam okazji pochwalić się moją halloweenową dynią, więc... nadrabiam zaległości :)


pozdrawiam, A


O moich kosmetycznych zapasach mówiłam Wam już w poście rozpoczynającym Kosmetyczny Związek Zapaśniczy klik. Jest to nowy sposób dla mnie, na ogarnięcie tematu denka i zużywania zalegających w szafkach kosmetyków. W pierwszej "edycji" moich zużyć było niewiele więcej, niż nowych kosmetyków. A jak jest tym razem? Zapraszam na post :)
Dla przypomnienia: przybyło, zużyte, zmieniło właściciela/wyrzutek.

WŁOSY
a) odżywki i maski
- Balea, maska z mlekiem i morelą (mini)
- Pilomwax, henna wax, maska do włosów ciemnych
- Pettenon Cosmetici, Kallos latte maska do włosów
- Bingo spa, maska do włosów z masłem shea i 5 algami
- Schauma, odżywka bez spłukiwania z kokosem i masłem shea (recenzja)
- Joanna, odżywka bez spłukiwania z lnem i rumiankiem
- Planeta Organica, tybetański balsam do włosów objętość i siła
- Balea, odżywka do włosów mango&aloes
- Elisse, odżywka regenerująca (fioletowa)
b) szampony
- Natura Siberica, szampon neutralny
- Planeta Organica, marokański oczyszczający (recenzja)
- Babydream, dla dzieci (do mycia pędzli, ale czasem też zmywania olejów)
- Balea, szampon z melisą i rozmarynem
- Balea, szampon mango&aloes
- Mixa Baby, delikatny szampon micelarny 
- Isana, szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych
- Lumene, Angdy Birds, ekstrakt z arktycznej maliny
- Batiste, suchy szampon medium-brunette
c) olejki
- Marion, kuracja z olejkiem arganowym (na końcówki)
- olejek kokosowy
- olejek arganowy
- Hesh, Bhringraj
- Alverde, olejek do włosów migdał i argan

TWARZ
a) kremy do twarzy i pod oczy
- Phenome, krem nawilżająco-regulujący zapobiegający niedoskonałościom skóry
- Phenome, krem nawilżająco-regulujący zapobiegający niedoskonałościom skóry (mini)
- Phenome, krem nawilżająco-matujący do cery tłustej i mieszanej (mini)
- Phenome, serum głęboko nawilżające (mini)
- Olay, krem na dzień do cery normalnej i suchej
- Olay, krem na noc do cery normalnej i suchej
- Clinique, krem do twarzy moisture surge (mini)
- Clinique, krem all about eyes rich (mini)
- Dermedic Normacne, matujący krem na dzień
- Dermedic Normacne, matujący krem na noc
b) żele/mydła
- Aleppo z 15% zawartością oleju laurowego, 1/3 kostki
- Organique, mydło Savon Noir
- Soraya, matująco-oczyszczający żel do twarzy z witaminami (recenzja)
- Dermedic Normacne, antybakteryjny żel do mycia
c) peelingi
- Kruidvat, z olejkiem z drzewa herbacianego (recenzja)
- Organic Therapy, brylantowy peeling do twarzy
- Korund
d) toniki/płyny micelarne
- Baikal Herbals, ziołowy oczyszczający tonik do twarzy
- BeBeauty, płyn micelarny
- Dabur, woda różana
- Avene, woda termalna
- L'Oreal chusteczki oczyszczające 
e) maseczki
- Organique, błoto
- Organique, glinka biała
- Organique, glinka ghassoul (mini)
- Organique, glinka zielona (mini)
- Organique, maseczka algowa z dynią
- Spirulina
- Balea, maseczka z ekstraktem z brzoskwini
- Balea, maseczka z ekstraktem z wanilii
- Balea, maseczka z ekstraktem z aloesu
- Ziaja, maska anty-stres z glinką żółtą
- Ziaja, maska oczyszczające z glinką szarą
- Kolagen naturalny, maseczka last minute
- Dermo pharma+, maseczka kompres - intensywne nawilżenie i dotlenienie
- Dermo pharma+, maseczka kompres - intensywne nawilżenie i dotlenienie
- Dermedic, Normativ - maseczka aktywnie matująca
- Marion spa, hydrożelowe płatki pod oczy
f) sera, olejki, kremy punktowe
- Alverde, różany olejek do twarzy
- Ziaja kuracja antybakteryjna, punktowy reduktor trądziku
- Dermedic Normacne, preparat punktowy na wypryski

CIAŁO - OCZYSZCZANIE
a) żele pod prysznic
- Balea, grejpfrut
- Balea, fiji passionfruit
- Balea, hawai pineapple
- Balea, Glucks Rausch
- Isana, papaja i wanilia
- Organique, pianka od prysznic o zapachu pomarańczowym
- Phenome, migdałowy kremowy żel pod prysznic (mini)
- Lumene, Angdy Birds, ekstrakt z arktycznej maliny moroszki
b) peelingi
- Joanna, wygładzający peeling do ciała z ekstraktem z bzu
c) kąpiel
- BeBeauty, sól do kąpieli bursztynowa
- Kneipp, olejek do kąpieli cytryna (mini)
- Kneipp, olejek do kąpieli eukaliptus (mini)
- Organique, puder do kąpieli białe piżmo
- Organique, pół kuli do kąpieli białe piżmo
- Balea, puder do kąpieli

CIAŁO - PIELĘGNACJA
a) balsamy/masła do ciała
- Tołpa, spa eco relax, odprężający krem-serum do masażu
- Alverde, masło do ciała makadamia
- The Body Shop, masło do ciała satsuma
- Balea Young, masło do ciała cytrynowa beza
- Organique, grecki balsam z masłem shea (mini) (recenzja)
- Balea, balsam do ciała brazil mango
- Nivea, balsam pod prysznic do skóry suchej i normalnej (recenzja)
- Lumene, Angdy birds, ekstrakt z arktycznej żurawiny
b) olejki
- Green Pharmacy, antycellulitowy olejek do masażu
c) wyszczuplanie, ujędrnianie
- Biocol, Drenafast - żel antycellulitowo-ujędrniający
- Nivea good-bye cellulite, serum
- Nivea, ujędrniający żel antycellilitowy z Q10
- Nivea, ujędrniający żel antycellilitowy z Q10

CIAŁO - PIELĘGNACJA SPECJALNA
a) biust
- Eveline, superskoncentrowane serum do biustu push-up
b) depilacja
- Bielenda Vanity, krem do depilacji avocado (recenzja)
- Bielenda Vanity, krem do depilacji avocado
- Venus, pianka do golenia z melonem i grejpfrutem
- Isana, pianka do golenia z aloesem
c) ochrona przed potem
- Adidas for Women, soften cool&care (roll-on)
- Nivea, stress protect (deo)
- Garnier mineral, ultra dry 48h (deo)
d) higiena intymna
- Lactacyd, emulsja do higieny intymnej

ZAPACH
- Avon, Sensuelle
- Lolita Lempicka
- Calven Klein, Obsession
- Elizabeth Arden, Green Tea
- Playboy, Play it spicy...
- Mexx, summer edition
- Balea, mgiełka do ciała brazil mango
- LC, Be4me (Biedronka)
- Heidi Klum, Shine
- Moschino, I love love (mini)
- Cacharel, Amor Amor (mini)

DŁONIE
- BeBeauty, wygładzające serum do rąk
- Alverde, krem do rąk z rumiankiem
- Kamil, krem do rąk i paznokci
- Oriflame, olejek do masażu i kąpieli dłoni
- Iwoniczanka, krem do szorstkiej skóry dłoni, łokci, pięt
- Bułgarska róża, krem do rąk
- Beauty Formulas, odżywczo-kojąca maska na dłonie
- Lumene, Angdy birds, z ekstraktem z arktycznej jagody

STOPY
- Oriflame, Feet up - krem do stóp
- Paloma, peeling do stóp (recenzja)
- Beauty Formulas, relaksująco-odżywcza maska na stopy

MAKIJAŻ
a) pomadki i kredki do ust
- Wibo Eliksir, nawilżająca pomadka do ust nr 06
- L'Oreal Balm, 318 heavenky berry
- L'Oreal Caresse, 102 mauve cherie
- Bourjois Rouge edition, 04 rose tweed
- Maybeline Moisture extreme, 210 that's mauvie
- Maybelline, Color Whisper, 130 pink possibilities
- Maybelline, Color Whisper, 160 rose of attraction
- Maybelline, Color Whisper, 220 lust for blush
- MAC, cremesheen w kolorze hot gossip
- Rimmel Kate, 101
- Revlon Colorburst, 025 peach parfait
- Manhattan Soft mat lipcream, 56k
- Catrice Colour infusion longlasting lipstain, 030 meet mrs rosevelt
- Sleek, paletka w kolorze teass (recenzja)
- Bourjois Color Boost, 01 red sunrise
- Bourjois Color Boost, 03 orange punch
- Catrice Precision lip liner, 040 berry&sally
- Catrice Precision lip liner, 080 read my lips!
- Joko, kredka do ust z pędzelkiem w korze 458
b) błyszczyki
- Kiko Super gloss, 127
- Bourjois 3D effect, 52 coral idyllic
c) pomadki/balsamy ochronne
- Nivea Lip butter, karmel
- Nivea Lip butter, makadamia i wanilia
- Bioderma Atoderm, odżywczo-regenerującego balsamu do ust
- Figs&Rouge, organiczny balsam sweet geranium (recenzja)
- Palmer's, miętowo-czekoladowy balsam do ust z witaminą E
- Lip Smacker, Sprite (edycja biedronkowa)
- Alverde, pomadka vanilia-mandarynka
- Burt's Bees, naturalny balsam do ust
- Catrice, peeling do ust
d) kredki do oczu i linery 
- Joko, wodoodporny liner w kolorze czarnym
- Catrice, liner w płynie, czarny
- Catrice, kredka pod łuk brwiowy
- Basic, cielista kredka na linię wodną
- Lancome, czarna kredka do oczu
- Joko, czarna kredka do oczu z gąbeczką
e) tusze do rzęs
- Essence, tusz multiaction
- Benecos, tusz do rzęs
- Max Factor, 2000 kalorii (recenzja)
f) kosmetyki do brwi
- Eveline, brązowy korektor do brwi art scenic
- Catrice, plaetka cieni do brwi
- Catrice, kredka do brwi w kolorze 020 date with ash-ton
g) cienie do powiek i bazy pod cienie
- Elf, baza pod cienie
- Everyday minerals, monsoon
- Everyday minerals, first love
- Kobo, cień pojedynczy 114 aubergine
- Kobo, pigment 402 hot orange
- Essence, cień pojedynczy wild craft (?)
- Maybelline, color tattoo permanent taupe
- Maybelline, color tattoo turquoise forever
- Urban Decay Naked 2, paleta cieni + błyszczyk
- Sleek, paletka au naturel
- Sleek, paletka ultra matts v2
- Sleek, paletka oh so special
- Catrice, cień pojedynczy 410 c'mon chameleon!
- Catrice, cień pojedynczy 570 plum up the jam
h) podkłady/korektory
- Bourjois, Healthy mix, w kolorze 51
- Collection (2000), korektor w kolorze 01 fair
i) pudry do twarzy
- Ben Nye, banana (mini)
- Synergen, puder w kompakcie
- Essence, All about matt! fiksujący puder w kompakcie
- Max Factor, Creme Puff 05 translucent
- Max Factor, Creme Puff (zapas)
j) róże/bronzery
- The Body Shop, róż w kolorze 01 shade petal
- Joko, podwójny róż w kolorze J2
- Catrice, róż z limitowanej edycji Revoltaire
- Kobo, róż/cień w kolorze 307 misty rose
- Bourjois, róż/bronser z kolorze 85 sienne
- Inglot, róż nr 99
k) odżywki do rzęs
- L'biotica, aktywne serum do rzęs

PAZNOKCIE
a) lakiery kolorowe
- 144 buteleczki + 8 nowych
- Sephora, naklejany lakier na paznokcie (dłonie+stopy) w kolorze 02 fluo coral
b) odżywki do paznokci/ top&base coaty
- Poshe
- Paese, diamentowy utwardzacz
- Bene nails, odżywka dotleniająca
- Wibo, nawilżający mus do paznokci z ekstraktem z truskawki
- Wibo, eliksir z jedwabiem
- Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci
c) pielęgnacja skórek
- Sally Hansen, cuticle remover
- Avon, różany krem do skórek
- oliwka do skórek i paznokci
d) zmywacze
- Donegal, zmywacz do paznokci w żelu
- Senssique, zmywacz do paznokci kiwi
- Isana, zmywacz do paznokci migdałowy


*na zdjęciu nie ma wszystkich kosmetyków

Podsumowując:
26 opakowań poszło do kosza
18 plus 8 lakierów przybyło
6 nie jestem w stanie zużyć, lub mi nie podpasowały

Biorąc pod uwagę utrzymujący się podobny poziom zużyć i zakupów z poprzedniego miesiąca, jestem z siebie umiarkowanie zadowolona. Zawsze mogło być przecież gorzej, mogło być też lepiej :) Oczywiście wyzwanie wrześniowe w temacie omijania sklepów z kosmetykami nie wyszło najlepiej, ale z nałogu należy wychodzić powoli, żeby organizm nie wpadł we wstrząs anafilaktyczny... Nadał nie potrafię zrezygnować z lakierów - to na minus, chociaż na plus brak nowej kolorówki (tusz był niezbędny). Szukanie pozytywów tej sytuacji jest również bardzo ważne - zgadzacie się? :)

A przede mną i Wami kolejny miesiąc na walkę z Kosmetycznym Związkiem Zapaśniczym. Pomału trzeba myśleć o świętach i prezentach dla najbliższych. Może to będzie silniej motywować do oszczędności :)

pozdrawiam, A


O butelce bobble pisałam Wam już kilka słów wstępu w sierpniu, kiedy udało mi się ją zakupić w sklepie Duka w Bydgoszczy klik. Koszt takiej butelki to 50zł. Czy wydatek ten się opłacił? Już pierwsze zdjęcie chyba mówi samo za siebie :)


Nie wiedziałam jak zacząć, ale może posłużę się pytaniami, na które po tych dwóch miesiącach sama znalazłam odpowiedzi.

1. Zmiana smaku wody kranowej
Faktycznie, woda przefiltrowana przez filtr bobble nie smakuje tak, jak paskudna, miejska kranówka. Cały smak jest całkowicie wyzerowany, lekko słodkawy i nawet smaczny, chociaż trzeba się do niego przyzwyczaić. Pierwsze dni go jeszcze wyczuwałam, ale po czasie było mi to obojętne. 

2. Wydajność filtra
Producent mówił szczerą prawdę - filtr starczył na dwa miesiące codziennego używania, przy czym filtrowałam przez nią od 1-2,5 litrów kranowej wody dziennie. Dopiero po 2 miesiącach odczułam wyraźną zmianę smaku przefiltrowanej wody, co było jasną przesłanką do jego wymiany. I tak przy okazji wizyty w Duce kupiłam kolejny filtr, tym razem w kolorze czarnym - koszt to dokładnie 29,90zł.



3. Wytrzymałość butelki
To również bardzo ważna kwestia. Butelka jest wykonana z dość giętkiego plastiku, dzięki czemu możemy ją do woli gnieść, jeśli nie mamy ochoty "pociągnąć" z filtra :) Po dwóch miesiącach noszenia w damskiej torebce, w której znaleźć można wszystko, wygląda bardzo dobrze. Wielokrotnie spadała, bawił się nią kot, była stawiana na ziemi itd. Ma kilka rysek, ale nie rzucają się w oczy. Myłam ją szczotką do butelek dla dzieci, lub wlewałam trochę płynu do środka i płukałam (oczywiście bez filtra). Duży plus!

To chyba trzy najważniejsze kwestie. Podsumowując - z pewnością pojawią się u mnie kolejne filtry . Dochodzi do tego oszczędność pieniędzy na wody butelkowane i ochrona środowiska - same plusy. Szczerze powiedziawszy, w przyszłości zastanowię się nad mniejszą, dziecięcą butelką. 550ml jest w porządku, ale czasami wystarczyłoby 385ml, skoro i tak mam możliwość uzupełnienia wody w większości miejsc w mieście. 

Jeśli macie jakieś pytania chętnie na nie odpowiem - oczywiście, jeśli będę w stanie :)
Więcej informacji o butelce bobble znajdziecie na polskiej stronie producenta/dystrybutora.
Mam nadzieję, że chociaż po części rozwiałam Wasze wątpliwości i zachęciłam do zakupu.

Pozdrawiam, A


Październik ma się już ku końcowi, więc czas na szczerą spowiedź koszykową :) W tym miesiącu mój zakupoholizm nie dał jakoś szczególnie o sobie znać. Chyba powoli dochodzi do mnie ta smutna prawda, że niewiele jest kosmetyków których nie mam i które w tym momencie są mi niezbędne... Dlatego większość tego, co się w moich drogeryjnych nabytkach pojawiło pochodzi z promocji lub z wielkiej potrzeby serca. Tak, tak... winny się tłumaczy :) Ale do rzeczy!


Duet Balea, czyli szampon i odżywka z mango i aloesem (ok. 7zł/sztukę w osiedlowym sklepie). Oczywiście potrzebowała jedynie odżywki, żeby mieć coś na szybkie mycie bez wczuwania się w czepki i temu podobne przyjemności. Pani skutecznie mnie skusiła :) Potem przypadkiem trafiłam na jedno, poobijane opakowanie wielokrotnie pojawiającej się w sieci maski Kallos Latte i 7,90zł wyskoczyło samo z kieszeni. Znalazłam ją w towarzystwie kilku innych masek tej firmy w kosmicznych pojemnościach, w drogerii Sekret Urody. Chusteczki oczyszczające L'Oreal do skóry suchej i wrażliwej były gratisem do zakupów, tym chętniej spróbuję. Tusz Max Factor 2000 kalorii to jeden z moich niezmiennych ulubieńców, a że mój obecny tusz nie do końca się sprawdza, promocja ułatwiła wybór - 24zł/Rossmann. Lip Smacker o niby-smaku-Sprite to jakaś pomyłka, o której pewnie niedługo trochę jadu na bloga wypuszczę. Kosztował 6zł w Biedronce - na razie leczę usta... Heidi Klum miała być delikatnym przerywnikiem dla Lolity, ale nawet w promocji 35zł/15ml nie jestem w stanie wyobrazić sobie bardziej "przezroczystego" zapachu. Kolekcja Angry Birds pod patronatem marki Lumene przywędrowała do mnie już jakiś czas temu, dzięki wygranej u Anny - zapraszam na bloga. Pianka do mycia ciała z Organique wpadła dzięki promocji na zakup drugiego kosmetyki -50%. Puder do kąpieli był gratisem do zakupów. A co jeszcze wpadło do koszyka w tej promocji? Zobaczcie niżej :)


Reszta rozwścieczonych ptaków, czyli szampon do włosów, krem do rąk i balsam do ciała. Bardzo delikatny szampon micelarny Mixa był w promocji za 9zł i mam nadzieję, że będzie idealnym dopełnieniem mojej pielęgnacji włosów. Maska algowa z dynią z Organique - w komplecie razem z pomarańczową pianką kosztowała mnie 36zł. Jestem bardzo ciekawa działania tej dyniowej maski, bo na zimę taka porcja pożywnego nawilżenia jest jak najbardziej wskazana :) 30-dniowa kuracja Dermedic Normacne uśmiechała się do mnie z półek SuperPharm już jakiś czas, aż w końcu moja cera podniosła bunt i zmiana była konieczna. Za cały zestaw zapłaciłam 39zł i w jego skład wchodzi: żel oczyszczający, krem na dzień, krem na noc i żel punktowy. O lakierach nie powiem ani słowa... Tutaj możecie zobaczyć Wibo nr 3, P2 go dangerous!, P2 opulent i Wibo 169. A niżej dowód na to, że tylko krowa zdania nie zmienia - na początku wiosenna kolekcja Essie zupełnie mnie nie wzięła, ale po zdjęciach m_and_z (znajdziecie u niej duuuużo lakierowych inspiracji Essie, więc może nie wchodźcie... :P) wiedziałam, że będę na nią czatować na allegro :) I tak cała kostka kosztowała mnie 37zł. 


No tak... Winna jestem zakupów w tym miesiącu, winna będę i w przyszłym :) Ale tym razem lista już się pojawiła, bo mimo wszystko kilka rzeczy zużywam i nie mam w zapasie - sukces!


I kolejny miesiąc żywię nadzieję, że dużo więcej poza tę listę nie kupię. A jak wiadomo, nadzieja umiera ostatnia, zaraz przed wejściem do drogerii :) Denko w tym miesiącu poszło całkiem ładnie, więc to takie moje minimalne wytłumaczenie. Post wkrótce.

Jak tam Wasze październikowe zakupy? Pochwalcie się koniecznie!

pozdrawiam, A


Już jakiś czas temu spisałam swoje "jesienne wyzwania", a wśród nich znalazła się również dynia! Dlatego idąc za ciosem podjęłam podwójne wyzwanie - dynia to dla mnie równie obcy i egzotyczny temat jak pieczenie słodkości, co mogłyście już zobaczyć na blogu :) Znalazłam w miarę jasny i klarowny przepis, więc zakasałam rękawy i wyszło mi naprawdę dobre ciasto. Jestem z siebie dumna, chociaż następnym razem zrobię je trochę inaczej. Jeśli jesteście ciekawe - zapraszam serdecznie.

Jesienne ciasto dyniowe 

Składniki:
- 250ml musu z dyni
- 200g masła
- 1 szklanka cukru
- 1 cukier waniliowy
- 3 jajka (oddzielić żółtka od białek)
- 1,5 szklanki mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie: tortownicę o średnicy 25cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. W garnku na małym ogniu roztopić masło cały czas mieszając, dodać cukier oraz cukier waniliowy. Wymieszać i odstawić z ognia. Następnie dodać mus z dyni, wymieszać dokładnie i odstawić do wystudzenia. Odłożyć pół szklanki masy na polewę, a do reszty dodać żółtka i wymieszać. Mąkę razem z proszkiem do pieczenia przesiać do miski i dodawać ją w 3 porcjach do wystudzonej (lub lekko ciepłej) masy dyniowej w 3 partiach - to bardzo ważne, żeby wszystko się dobrze zmieszało. Pamiętajcie o dokładnym wymieszaniu każdej porcji, przed dodaniem kolejnej - trzeba się trochę namachać, ale warto :) Następnie należy ubić pianę z białek na sztywno i dodać do masy, bardzo delikatnie mieszając. Masę wkładamy do tortownicy i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 45 minut. *Po wystudzeniu polać odłożoną masą dyniową połączoną z 5 łyżkami cukru pudru (dla mnie było to trochę za słodkie, następnym razem spróbuje czegoś innego). 

Jak przygotować mus dyniowy? Piekarnik nagrzewamy do 190 stopniu i wkładamy do niego kawałki oczyszczonej z pestek dyni, skórą do blachy. W przepisie było 40 minut, ale moja dynia nadal była dość twarda... Po tym czasie obrałam dynię ze skóry i zmiksowałam na gładki mus.

Jak widzicie, przepis nie jest trudny, a ciasto wyszło naprawdę smaczne :) Same oceńcie:


Świetnie smakuje do popołudniowej herbaty z cytryną. Nie jest to ciasto mega słodkie, jeśli odpuścimy sobie polewę. Chociaż to moje pierwsze "dyniowe" podejście, jestem bardzo zadowolona i z pewnością trafi do mojego menu na stałe. Myślę o zrobieniu większej ilości musu w słoiczki, żeby móc z niego korzystać przez zimę :) 

Znacie kulinarną odsłonę dyni, czy wolicie ją podziwiać w formie lampionów na Halloween? 
Może macie swoje ulubione przepisy?

pozdrawiam, A



Uwielbiam oliwki! Nie tyle w pielęgnacji, co w kuchni - mogę je jeść samodzielnie i we wszystkiego rodzaju sałatkach czy tortillach :) Ale tym razem oliwki w kosmetycznej postaci przypadły mi bardzo mocno do gustu. Pewnie większość z Was zna, lub słyszała już o tym śmierdziuchu - to czarne mydło savon noir z Organique. Ja tradycyjnie miałam 50ml opakowanie "na spróbowanie".


Producent o swoim produkcie mówi tyle:
Savon Noir to naturalne mydło roślinne wytwarzane tradycyjnymi metodami w Maroku z czarnych oliwek i oleju oliwnego. Posiada delikatne właściwości eksfoliujące, natłuszczające i nawilżające. Savon Noir jest bardzo wydajne, dobrze tolerowane nawet przez wrażliwą skórę. Można go łączyć z innymi składnikami naturalnymi: glinka Ghassoul, olejkami roślinnymi i olejkami eterycznymi. Produkt stosowany raz w tygodniu zapewnia gładką, jedwabistą i miękką skórę.

Mogę śmiało zgodzić się z powyższymi zapewnieniami :) Mydło pozwala nam pozbyć się martwego naskórka, nie dopuszczając do wysuszenia czy podrażnienia, ale... Od razu zaznaczam, że mam tłustą skórę i mydła używałam jako uzupełnienie pielęgnacji, dwa-trzy razy w tygodniu. Używane na co dzień nawet moją mało wrażliwą skórę podrażniało i trochę wysuszało. Sam producent mówi o używaniu czarnego mydła raz w tygodniu - u mnie świetnie sprawdzało się jako uzupełnienie pielęgnacji mydłem Aleppo. 

Poniżej możecie zobaczyć, jak zmienia się jego dość gęsta, klejąca konsystencja w kontakcie z wodą:


Mydło savon noir dobrze oczyszcza i wygładza skórę - z pewnością już po pierwszym użyciu zobaczycie różnicę. Jeśli chodzi o kwestie zapachowe, to nie jest to najprzyjemniejsze doznanie nosowe. Dość mocny, lekko mulasty i średnio odświeżający zapach. Na szczęście nie utrzymuje się na skórze i szybko możemy o nim zapomnieć :) Uważajcie tylko, żeby kosmetyk nie dostał się Wam do oczu, ust czy nosa - potrafi porządnie piec i podrażnić wrażliwą śluzówkę... Sprawdziłam - stanowczo nie polecam! 
Mydła możecie używać również jako peelingu. Spienić na twarzy i zostawić na chwilę, lub delikatnie masować. U mnie ta metoda nie do końca się sprawdziła, więc używałam jak zwykłego żelu do twarzy. Zawsze jednak zaleca się zmywanie mydła savon noir - nie tylko samą wodą, ale i jakimś kosmetykiem myjącym. Muszę przyznać, że nie zawsze się do tego stosowałam, ale zawsze przecierałam dokładnie skórę płynem micelarnym. 


Kwestia ceny może być dość sporna, bo za 200ml zapłacimy ok. 40zł. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest próbka - 50ml starczyło mi na naprawdę długie używanie, bo mydło jest bardzo wydajne. Odrywacie kawałek, spieniacie w dłoniach lub rozprowadzacie kolistymi ruchami na wilgotnej skórze i zmywacie :) Ja z pewnością jeszcze do niego wrócę, ale na razie robię przerwę, żeby skóra się nie przyzwyczaiła. 

Miałyście styczność z tym mydłem? Jak wrażenia?

pozdrawiam, A




Spieszę z wytłumaczeniem mojej nieobecności - w uczelnianym tygodniu zupełnie nie mam czasu, żeby zaglądać na bloga... Postaram się to w najbliższym czasie poprawić, ale nic nie mogę obiecać. Dziś już nie biadolę, tylko pokazuję Wam duet, który ostatnio bardzo pozytywnie mnie zaskoczył :) Miał być na chwilę, a został na dłużej i na pewno jeszcze się pojawi. Połączenie China Glaze - splish splash i toppera Nails inc o nieznanym mi kolorze.


Dwie warstwy China Glaze, który pojawił się u mnie dzięki Sweet&Punchy - samodzielnie nie do końca przekonało mnie jego lekko matowe, a właściwie satynowe wykończenie. Dlatego dodałam topper i to był wyjątkowo dobry krok. Trwałość zadowalająca - po 3 dniach zmywam, bo już spory odrost widać, no i czas poszukać następnego hitu :)


I jak wam się podoba takie mocno niebiesko-lawendowe połączenie? Daje porządnego, energetycznego kopa! :)

pozdrawiam, A


Obsługiwane przez usługę Blogger.