Może odrobinę na wyrost ten dzisiejszy post, bo z pewnością dla wielu z Was sezon opalania i błogiego lenistwa się jeszcze nie skończył :) Niemniej dziś chciałam napisać kilka słów o depilacji okolic bikini. Jeśli chodzi o mnie, to odpada maszynka, depilator czy wosk, więc w linii prostej sięgam po kremy. Zdążyłam już używać wielu dostępnych w drogeriach kosmetyków tego typu (Eveline - mocne podrażnienie, słaby efekt; Veet - mocne podrażnienie, super efekt; Tanita itp. - bez komentarza) i zdecydowanie najlepiej sprawdza się u mnie Bielenda i towarzyszy mi już od dłuższego czasu. Poniżej przedstawię ją dziś w 3 odsłonach:
składy dla ciekawskich:
Jak widzicie ja już znalazłam swojego ulubieńca :) Wiadomo, że krem może działać na każdą z nas inaczej - duże znaczenie ma tu grubość i gęstość włosów. Warto też na pierwszy raz uważnie obserwować swój organizm, aby uniknąć podrażnień. Ogólnie kremy Bielendy do depilacji bikini mogę Wam polecić. Na inne partie używam ich bardzo sporadycznie, więc nie będę się wypowiadać.
Czego używacie do depilacji okolic bikini? Pozbywacie się zbędnych włosków w domu, a może oddajecie się w ręce specjalisty? Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach w komentarzach :)
pozdrawiam, A