Planeta Organica w pielęgnacji moich włosów miała swoje lepsze i gorsze momenty. Nie na wszystkie tematy się rozpisywałam, bo z szamponami do włosów i odżywkami mam jeden podstawowy problem - skóra mojej głowy jest bardzo wrażliwa. Albo się wysusza i dostaję łupieżu, albo się przetłuszcza i... dostaję łupieżu. Żeby zachować równowagę muszę nieco oszukiwać system, zmieniać kosmetyki i do oczyszczających dodawać nawilżające lub odwrotnie. Dlatego pisanie, że coś mnie podrażnia jest dla wielu z Was informacją mylną. Ale skoro w tym miesiącu z mojej łazienki wychodzi ostatni z szamponów tej marki, napiszę Wam o całej trójce kilka słów. Pamiętajcie tylko, że moja głowa jest marnym wyznacznikiem ;) Zapraszam na post, w którym znajdziecie m.in. mojego ulubieńca.


Planeta Organica, marokański balsam 
do wszystkich rodzajów włosów


Składniki aktywne: olej arganowy, który zawiera dużo antyoksydantów neutralizujących wolne rodniki. Olej regeneruje komórki, chroni przed promieniowaniem UV oraz innymi czynnikami środowiska zewnętrznego. Organiczny ekstrakt mięty zawiera witaminy C i P, karoten i sole mineralne. Przeciwdziała wypadaniu włosów i przyspiesza wzrost. Organiczna oliwa z oliwek zawiera witaminy A, B, C, D, E, F, K, minerały aminokwasy, białka i antyseptyki. Bardzo dobrze aktywizuje pracę gruczołów łojowych.





Właśnie od ulubieńca zaczniemy i jak widzicie jest nim balsam, czy mówiąc prościej - odżywka do włosów z serii marokańskiej. Czym zasłużyła sobie na miano ulubieńca? Tym, że nawet nałożona na kilka minut na skalp nie robi mi krzywdy, to już naprawdę dużo. Działa uspokajająco na podrażnioną i wysuszoną skórę dzięki zawartości olejku arganowego. Działanie balsamu na włosy jest równie pozytywne. Przede wszystkim wygładza je, gdy po naturalnych szamponach są trudne we współpracy. Nawilża i pielęgnuje - włosy są delikatnie dociążone, ładnie błyszczą i pachną. Zapach serii marokańskiej jest dla mnie ogromnym plusem. Niby ziołowy, niby trochę w nim kadzidła, a jednak nie jest to smrodek, który sugerować może jego kolor :) Czuć go delikatnie nawet dzień po myciu. Działanie hamujące wypadanie włosów ciężko potwierdzić, kiedy stosuje się też inne kosmetyki czy suplementy, więc musicie to sprawdzić same. Przyspieszenie wzrostu? Ogólnie nie narzekam w ostatnim czasie, ale wróciłam do olejku Khadi i on również ma takie działanie. Jeśli miałabym Was zachecić jedną rzeczę, powiem tylko tyle - to naprawdę dobra odżywka, jeśli nie oczekujecie cudów. Wygodne opakowanie, niezły skład i jeśli dobrze poszukacie, korzystna cena.


Fiński szampon do włosów osłabionych 
i wrażliwej skóry głowy


Składniki aktywne: malina moroszka – zawiera dużą ilość witaminy C i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych Omega-3 i Omega-9, ma działanie regeneracyjne na włosy, podnosi ich elastyczność i nasyca skórę głowy pożytecznymi mikroelementami, które wzmacniają korzenie włosów; bylica pospolita – dzięki zawartości beta karotenu, wapnia, cynku, terpeny i taniny odżywia skórę głowy, wzmacnia krwioobieg, aktywizuje cebulki włosowe do wzrostu włosów, chroni włosy przed szkodliwym działaniem środowiska zewnętrznego.




Największy zawód... Wydawało mi się, że skoro szampon fiński jest dedykowany skórze wrażliwej, to dla mnie będzie w sam raz. Niestety - kosmetyk mocno wysuszał skórę głowy i podrażniał ją, włosy były bardzo sztywne i bez odżywki nie było sensu go używać. Do tego producent podkreśla, że jest stworzony do włosów osłabionych. Podchodziłabym do tego ostrożnie, bo poziom splątania włosów po myciu był naprawdę wysoki, co dla włosów osłabionych może się skończyć sporą utratą. Dobiłam dna myjąć nim głowę po oleju, kiedy drugie mycie ratował szampon mocznikowy Isana. Zapach był bardzo przyjemny, lekko słodki i owocowy, ale co z tego. Na pewno do niego nie wrócę.


Turecki szampon wzmacniający Hammam 
do wszystkich rodzajów włosów 


Składniki aktywne: olej z liści eukaliptusa – dostarcza skórze głowy pożyteczne mikroelementy, korzenie włosów, zapobiega wypadaniu włosów; orzech laskowy – dzięki zawartości witamin A, B, E, a także potasu, magnezu, żelaza, cynku i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, odżywia skórę głowy, stymuluje wzrost włosów i sprawia, że są one zdrowe i mocne; cynamon – wzmacnia krwioobieg, aktywizuje cebulki włosowe, dzięki czemu wlosy rosną szybciej; grejpfrut – doskonale nawilża i reguluje pracę gruczołów łojowych. 




Mój ostatni szampon Planeta Organica, który spisuje się całkiem porządnie, to wzmacniający szampon turecki. Dobrze oczyszcza, podobnie z resztą jak wersja fińska. Świetnie nadaje się do zmywania olejów czy do mycia włosów zabrudzonych i przetłuszczonych. Nie podrażnia skalpu, ale przy używaniu tylko tego szamponu do codziennego mycia, moja skóra jest trochę wysuszona i często swędzi. Dlatego znowu łączę i przeplatam mycia szamponem tureckim i mocznikowym. Dużym minusem jest tu zapach, który kojarzy mi się z jakąś tanią wodą kolońską o ziołowym zabarwieniu. Na szczęście trwałość na włosach w przypadku szamponów jest niewielka. Byłabym skłonna jeszcze do niego w przyszłości wrócić, ale póki co daję moim włosom (i zmysłom) odpocząć od rosyjskich cudaków.

Jakie macie doświadczenia z rosyjskimi kosmetykami do włosów? 
Mi chyba trochę się przejadły, więc przerwa jest jak najbardziej wskazana :)

Przypominam, że jutro ostatni dzień małego rozdania!



pozdrawiam
Adrianna



Są kosmetyki, o których pisze się z przyjemnością. Jest też złota maska ajuwerdyjska Planeta Organica. I nie chodzi wcale o to, że mamy przed sobą totalnego bubla, na którego możemy psioczyć i upatrywać w nim wszelkie zło włosowe, które nam się przytrafiło. Po porostu czasami coś nam się podoba, ale właściwie nie ma ku temu podstaw. Tak właśnie zacznę moją prawie-recenzję maski, której za cholerę nie potrafię ocenić. Gdybym była Cezarem, kciuk drżałby mi na wyciągniętej ręce... Zapraszam. 


Złota Maska do włosów oparta jest na indyjskich ziołach używanych w starożytnej nauce Ayurveda, które to mają na celu przywrócić zdrowie i piękno włosów. Organiczny olej Neem (Miodla Indyjska; drzewo Asioki) jest bogaty w witaminę E i niezbędne aminokwasów, które to objawiają się w jego ogromnych właściwościach nawilżających, odżywczych i regenerujących. Drzewo sandałowe wzmacnia cebulki włosowe i stymuluje wzrost włosów. Centella Asiatica (Wąkrotka azjatycka) posiada antyoksydanty najwyższej jakości, poprawia krążenie krwi, wzmacnia cebulki włosowe. Owoce Acai zawierają wszystkie znane witaminy i minerały. Taka ilość składników odżywczych jaka wchodzi w skład owoców Acai nie jest w żadnym innym produkcie pochodzenia naturalnego. Owoce te nasycają skórę głowy witaminami, regenerują włosy i zapobiegają ich łamaniu się i rozdwajaniu.

Maski Planeta Organica kusiły mnie długo, aż skusiły promocją -50% dawno, dawno temu. Nie palę się jakoś specjalnie do używania tego typu kosmetyków, ponieważ moje włosy nie wymagają zaawansowanej pielęgnacji. Odżywki od czasu do czasu przytrzymywanie na włosach dłużej, najlepiej podczas sesji w wannie, wystarczają. Jak więc stosowałam maskę? Sam producent poleca nakładanie jej na wilgotne włosy na 5-10 minut. U mnie oscylowało to bliżej 5 i dzięki temu unikałam obciążania, puszenia i innych, mniej przyjemnych skutków. Kremowa konsystencja koloru złota dobrze rozprowadza się i trzyma na włosach. Widoczne są w niej maleńkie złote drobinki, które niestety nie dają efektu na włosach. Kosmetyk jest wydajny, a plastikowy słoik jest tu idealnym rozwiązaniem - wyciskanie z tubki byłoby koszmarkiem. Maska ma przede wszystkim na celu: przywrócenie zdrowego wyglądu naszym włosom, nawilżenie, odżywienie i regenerację oraz wzmocnienie. Dodatkowo stymulacja wzrostu i wisienka na torcie - zapobieganie rozdwajaniu się końcówek i ich łamaniu. Pięknie, prawda? Gdybym miała powiedzieć szczerze, co maska zrobiła dla moich włosów, chyba nie potrafiłabym pisać aż takich peanów. Kosmetyk był po prostu dobry, co nijak się ma do zapewnien producenta i niemalej ceny - 28zł (np. tutaj plus koszt przesyłki) za 300ml. Jeśli już wypracujecie sobie sposób na dozowanie maski, odwdzięczy się zdrowym wyglądem włosów - zdrowych włosów (moich przynajmniej na długości), przy których nie trzeba specjalnie się 'starać'. Włosy po zmyciu były miękkie, gładkie i pachnące (nie umiem tego zapachu opisać, wybaczcie - mogę tylko dodać, że tak właśnie wyobrażam sobie zapach indyjskich piękności). Nie używałam produktu na skalp, bo mocno go obciążał, więc ciężko mi odwołać się do stymulacji wzrostu. Na końcówki stosuję serum Marion. Przyjemność używania na wysokim poziomie, ale co poza tym? A no to, co można znaleźć w dużo tańszych produktach. 


Dlatego sama nie wiem jak ocenić powyższą maskę... Może gdyby moje włosy były bardziej wymagające, doceniłabym jej działanie lub wręcz odwrotnie - spodziewałabym  się czegoś lepszego, zgodnego z zapewnieniami producenta. 

Miałyście do czynienia z tym kosmetykiem? Jak się u Was spisał?

pozdrawiam, A

PS. Mam nadzieję, że zmiana systemu komentarzy nie sprawiła Wam kłopotów, bo mi niemałe :) Ale teraz nasza komunikacja będzie łatwiejsza. Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie.



Przed Wami wyjątkowy post, w którym z wielką radością przedstawiam Wam mój ulubiony (jak dotąd) krem do twarzy na noc! Jeśli macie cerę problematyczną z pewnością wiecie, że znalezienie odpowiedniego kosmetyku jest naprawdę trudne. Z resztą chyba każda z cer potrafi być problematyczna w tym temacie :) Przed Wami same ochy i achy o kremie detoksykującym na noc do cery tłustej i mieszanej Baikal Herbals. Zapraszam. 


Od producenta:
Delikatny krem do twarzy o wysokiej zawartości biologicznie aktywnych ekstraktów z ziół bajkalskich. Usuwa toksyny, głęboko nawilża i przywraca uczucie świeżości. Dzięki roślinnym składnikom aktywnym zapewnie naturalną równowagę skóry, zapobiega tłustemu połyskowi, usuwa podrażnienia i zaczerwienienia, nadaje skórze zdrowy i zadbany wygląd. Dzięki naturalnym komponentom krem skutecznie przywraca skórze jej funkcje ochrone oraz eliminuje ślady zmęczenia i stresu. Składniki aktywne: swertia bajkalska (niebielistka) przywraca naturalną równowagę skóry, ściąga pory i zapobiega "świeceniu" się skóry. Uczep trójlistny ma działanie uspokajające, eliminuje podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Malwa niebieska odżywia skórę w witaminy A, B i C, pomaga usunąć toksyny. Organiczny ekstrakt z białej herbaty działa pobudzająco i regenerująco na skórę. Wykazuje działanie przeciw starzeniowe. Organiczny olejek z nagietka wykazuje działanie regenerujące, oczyszcza i działa zmiękczająco na skórę.

Mogłaby to być najkrótsza recenzja z takim podsumowanie podsumowaniem - i ja tego doświadczyłam, i ze skórą piękną się budziłam :) Ale nie oszczędzę Wam swojej pisaniny i trochę o kremie powiem. 
Zapakowany w kartonik plastikowy pojemnik typu airless działał świetnie, aż do ostatniej pompki. Jedynym minusem było to, że ciężko było określić kiedy ta ostatnia pompka będzie. Lekka konsystencja i przyjemny, roślinny zapach to kolejne plusy. Jeśli jesteście wrażliwi na zapachy, szybko się on utlenia. Krem dobrze rozprowadzał się na skórze, po chwili wchłaniał i nie zostawiał tłustej warstwy. Jego wydajność była naprawdę wysoka, biorąc pod uwagę cenę w sklepie stacjonarnym 22zł/50ml (w sieci poniżej 20zł). 
Jeśli chodzi o działanie, mogłabym przyznać rację producentowi. Używając na dzień kremu Effaclar Duo+ potrzebuję nawilżenia nocą, ale zazwyczaj kremy o nawilżającym działaniu są za ciężkie. Baikal Herbals był na tym polu równocześnie dobrym kremem normalizującym, jak i nawilżającym. Rano skóra nie była przetłuszczona, jej stan oceniam jako normalny. Nawilżona, miękka i gładka, jak nigdy w moim przypadku - znikały nawet suche skórki. Wszelkie wypryski goiły się szybciej, a podrażnienia były stopniowo wyciszane. Nie wiem jak odnieść się do eliminowania śladów zmęczęnia i stresu - skóra całościowo wyglądała lepiej. Dodam tylko, że zaczęłam regularnie używać ściereczki muślinowej, co również pozytywnie wpływa na stan mojej cery. Jeśli nie przekonałam Was jeszcze do spróbowania, możecie rzucić okiem na skład:


Nie spodziewałam się, że ten niepozorny krem będzie mi tak odpowiadał. Teraz zrobię sobię przerwę na zużycie hialuronowej pianki Merz Spezial oraz resztek olejku marula. Ale do nocnego, rosyjskiego detoksu z pewnością wrócę :)

Miałyście okazję używać tego kremu? Lubicie kosmetyki Baikal Herbals?

pozdrawiam, A



Kolejna porcja mini-recenzji wyciągnięta z dna folderu ze zdjęciami :) Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam zrobić porządek i pokażę Wam wszystko, co do tej pory zostało pominięte. Zapraszam na krótki post o rosyjsko-polskiej kooperacji w pielęgnacji, czyli glicerynowym mydełku Organique, szamponie stymulującym wzrost włosów oraz masce z efektem laminowania Love2MIX Organic. Zapraszam. 


Organique, glicerynowe mydełko poprawiające nastrój nie tylko kształtem.
Nie jestem miłośniczką mydeł, a w zasadzie mogę powiedzieć, że nie byłam. Mydełko z Organique było naprawdę przyjemną odmianą od codziennych żeli pod prysznic. Dobrze się pieniło na gąbce, pięknie pachniało (nie wiem do czego ten zapach porównać, ale kojarzy mi się z soczystymi cukierkami owocowymi - nie jest to jednak zapach przesłodzony). Kostka nie wysuszała tak mocno skóry, jak się tego obawiałam. Po zmyciu wodą czułam lekkie ściągnięcie, ale było ono spowodowane porządnym oczyszczeniem, a nie wysuszeniem. Lekki balsam doprowadził skórę do ładu :) Chętnie wrócę do Organique po jakieś mydełko, bo wybór mają ogromny! Cenowo ciężko mi powiedzieć, ale wydaje mi się, że w granicach 15zł za kostkę (mydła są na wagę). 

Love2MIX Organic, intensywny szampon stymulujący wzrost włosów.
Według producenta szampon ma zapobiegać wypadaniu włosów oraz stymulować ich wzrost. Dodatkowo posiada właściwości regenerujące i odżywcze. Olejek pomarańczowy ma za zadanie oczyszczać włosy oraz skórę głowy, jak i wzmacniać cebulki włosowe, stymulować ich wzrost. Drugim składnikiem aktywnym jest ekstrakt z papryczki chili, który poprawia krążenie krwi w skórze głowy, wpływając tym samym na zmniejszenie wypadania. Takie zapewnienia podziałały i spodziewałam się efektów, których niestety nie było... Szampon oczyszczał włosy na wysokim poziomie - dobrze domywał oleje i wszelkie zanieczyszczenia, chwilami aż za mocno, Nie polecałabym go do codziennego mycia delikatnej skóry głowy. Tak agresywne działanie nie podziałało na moje włosy motywująco do wzrostu, raczej do obronnego wydzielania zwiększonej ilości sebum... No cóż, kolejny średniak. Konsystencja typowo żelowa, dość lejąca, nieźle się pienił. Sprawdźcie jednak zapach przed kupnem, bo nie każdemu się spodoba :) Za swoją butlę w grudziądzkim Sekrecie Urody na Toruńskiej zapłaciłam niecałe 14zł/360ml.

Love2MIX Organic, regenerująca maska do włosów uszkodzonych z efektem laminowania.
Składnikiem aktywnym jest organiczny olejek awokado i ekstrakt z mango, mające działanie odżywcze i regenerujace. Maska ma za zadanie przede wszystkim wygładzić zniszczoną powierzchnię włosa, przywracając jej blask. Włos pokryty warstwą dającą efekt laminowania, łatwiej się rozczesuje i wygląda zdrowiej. Efektem jaki dała maska chwaliłam się Wam na Instagramie (włosy miały piękny, naturalny skręt i wyglądały jak nowo-narodzone), ale niestety te efekty szybko minęły. Tylko pierwsze 2-3 użycia były dla moich włosów udane, później maska obciążała włosy, nie wspominając o skórze głowy. Na 'stanie' mam jeszcze jedną maskę, którą zużyję, ale to będzie koniec mojej przygody z bardziej skoncentrowanymi kosmetykami. Wydaje mi się, że moje włosy takich dobroci nie potrzebują, więc nie będę ich więcej testować, Zwykła odżywka do spłukiwania przy każdym myciu wystarcza ;) Cena maski to ok. 20zł/200ml. 

Do powyższej trójki na pewno nie wrócę, ale chętnie sprawdzę działanie, 
a przede wszystkim zapachy innych mydełek Organique :) 
Macie z nimi jakieś doświadczenie? Coś szczególnie polecacie?

pozdrawiam, A



Oczyszczanie skóry twarzy przy każdym typie cery jest bardzo ważne. Codzienny makijaż, zanieczyszczenia środowikowe, resztki kosmetyków - trzeba się tego skutecznie pozbyć :) Wieczorną pielęgnację wspieram więc maseczkami oczyszczającymi, w których małe zamieszanie wprowadziła ostatnio maska głąboko oczyszczająca na wodzie bławatkowej Łaźnia Agafii. Działa? Działa! Jeśli chcecie wiedzieć jak, zapraszam na post.


Maskę oczyszczającą z Łaźni Agafii otrzymujemy w miękkim opakowaniu z zakręcanym dziubkiem (fachowość opisu najważniejsza). Wygodne? Moim zdaniem nie do końca, jeśli kosmetyk ma nam służyć jedynie do użytku domowego (w podróży za to jest niezastąpiona). Dlatego maska trafiła do słoiczkowego opakowania, w którym swobodnie mogłam gmerać pędzlem. W konsystencji jest gęsta - typowo glinkowa, świetnie trzyma się skóry i z niej nie spływa. Nie ma problemu z rozprowadzaniem na twarzy. Nie zasycha tak mocno jak maski glinkowe, szczególnie przy nałożeniu grubszej warstwy, co sama uskuteczniam Jeśli używacie glinek, zapach powinien być Wam znaną nutą bagienka i świeżości. Nie jest to jednak zapach uciążliwy czy dominujący. Maska najlepiej sprawdza się w czasie kąpieli - ciepłe powietrze i para dodatkowo rozszerza pory, w które maska może wniknąć i je oczyścić (tak sobie to tłumaczę, jeśli jest inaczej - śmiało, wyprowadźcie mnie z błędu). Maskę trzymam na skórze ok. 15 minut, następnie bez większych problemów zmywam ciepłą wodą. 


Działanie, które można przypisać błękitnej glince, bardzo mi odpowiada :) Skóra po zmyciu maski jest czysta, pory zwężone, a podrażnienia wyciszone. Pierwsze użycia powodowały lekkie szczypanie, ale nie miało to wpływu na podrażnienie skóry. Przypomnę Wam tylko, że mam skórę tłustą/mieszaną, którą niby nic nie jest w stanie podrażnić, ale ma swoje newralgiczne miejsca jak np. skóra wokół oczu. Maska nie wysuszyła skóry w tych okolicach, ani na delikatnych policzkach. Mogę nawet uznać, że skóra po użyciu jest w stanie harmonijnego nawilżenia i oczyszczenia - nie świeci się, ale też nie jest matowa z powodu zaburzenia naturalnej warstwy ochronnej. Nie miałam też problemów z wysypem niespodzianek na twarzy, co czasami zdarza mi się po oczyszczających maskach. To wszystko składa się na nowego, maseczkowego ulubieńca :)


Skład dla ciekawskich. Moim laickim okiem jest naprawdę dobrze :) 


Jeśli nie macie bardzo wrażliwej skóry, maskę mogę śmiało polecić. Biorąc pod uwagę niewielką cenę w sklepach stacjonarnych jak i internetowych (ok. 6-7zł/100ml) i działanie - warto wyprówbować. Ja chętnie jeszcze do niej wrócę, mając na uwadze również inne maski z Łaźni Agafii. 


Jaki maski oczyszczające sprawdzają się najlepiej u Was? 

pozdrawiam, A



Denko sierpniowe w okrojonej formie za nami (klik!), więc czas najwyższy na denkowy top miesiąca. Tym razem zestaw włosowo-twarzowo-paznokciowy :) Nie są to kosmetyki oszałamiająco fantastyczne, ale z przyjemnością ich używałam. Zaczynamy!


Coraz śmielej poznaję kosmetyki Planeta Organica. Po marokańskim szamponie oczyszczającym i tybetańskim balsamie do włosów (o którym napiszę za jakiś czas), przyszedł czas na szampon z olejkiem makadamia. Przeznaczony jest do włosów przetłuszczających się i jego głównym zadaniem jest przywrócenie równowagi i pielęgnowanie naszych włosów, dzięki zawartości 10% organicznego olejku. Producent obiecuje wzmocnienie i regenerację włosów, poprawienie gęstości i jedwabisty blask. W części mogę się z tym zgodzić, bo szampon faktycznie pozytywnie wpływał na skórę mojej głowy - przestałam mieć problem z przeuszeniem i przetłuszczeniem na zmianę. Do tego włosy po użyciu były miękkie, gładkie i odżywione, od czasu do czasu mogłam sie pokusić o brak odżywki :) W kwestii zmywania olejów radził sobie naprawdę dobrze, ale co za dużo to niezdrowo - wolałam go używać na co dzień. Z chęcią jeszcze do niego wrócę. Jeśli nie zachęciłam Was do spróbowania, to musicie wiedzieć, że szampon pachnie słodkim karmelem! Cena: ok. 13zł/250ml.

Drugim kosmetykiem do włosów, który polecam z jednej strony, a z drugiej nie, jest olejek łopianowy ze skrzypem polnym do włosów Green Pharmacy. Wersja ze skrzypem polnym ma za zadanie powstrzymać nasze lecące z głowy włosy. Producent obiecuje wzmocnienie włosów, zakotwiczenie cebulek(?) i pobudzenie wzrostu włosów. Odnieść się do tego w żaden sposób niestety nie mogę, bo olejek wywoływał na mojej skórze jedynie... łupież, swędzenie i krosty. Biorąc pod uwagę, że olejek przeznaczony jest do włosów ze skłonnością do łupieżu, należy mu się dyskwalifikacja, ale... Świetnie sprawdził się na długości włosów :) Nie obciążał, za to nawilżał i dodawał blasku. Po zmyciu włosy były przyjemne w dotyku, gładkie i dobrze się układały. Szybko do niego nie wrócę, bo aktualnie czeka na wypróbowanie olej lniany, ale kto wie. Może w gorszych portfelowych czasach skuszę się na inną wersję. Cena: ok. 6zł za 100ml.

Przechodzimy do paznokciowego ulubieńca i tym razem będzie krótko - miałam Seche Vite, miałam Poshe, ale Essie good to go ponownie poproszę! Pięknie nabłyszcza, przyspiesza wysychanie, nie gęstnieje tak szybko jak wyżej wymienione produkty, nie ściąga drastycznie lakieru. Cena: ok. 35zł/13,5 ml.

Z kremami pod oczy mam ten problem, że większość powoduje u mnie podrażnienia. Dlatego z otwartymi ramionami przyjęłam nawilżający krem rozświetlający pod oczy z amarantusem, seria Tołpa botanic. Nie poradził sobie niestety z cieniami pod oczami, ale świetnie nawilżył skórę wokół oczu i co ważne - przywrócił równowagę skórze powiek :) Będzie idealnym kremem dla młodych osób, które nie mają problemów z pierwszymi zmarszczkami, czy zasinieniem. Ja już do niego nie wrócę, ale z pewnością wybiorę inny krem tego producenta, ponieważ delikatność, z jaką traktował moje oczy zachęca do dalszych testów :) Cena: ok. 20zł/10ml. 

Jak widzicie mimo ostatniego totalnego braku ulubieńców, kilka kosmetyków będę miło wspominać :) A co Was ostatnio kosmetycznie pozytywnie zaskoczyło? 

pozdrawiam, A



Rosyjska pielęgnacja włosów jest ze mną już od kilku lat i w tym czasie - przyznaję - zdarzało mi się kilka drogeryjnych skoków w bok. Po każdym jednak pokornie wracam do sprawdzonych metod :) Szampony Babuszki Agafii to taki punkt pielęgnacji włosów, na który zawsze mogę liczyć - dobrze oczyszczają skalp jak i same włosy (szczególnie po olejowaniu), nie podrażniają i nie powodują reakcji skórnych. Dziś chciałam Wam powiedzieć o szamponie, z którym miałam przyjemność spotkać się po raz pierwszy. Zapraszam na recenzję czarnego szamponu przeciwłupieżowego Babuszki Agafii. 


Moja wiedza o dobroczynnych składnikach jest niewielka, ale opis mnie zachęcił. Problemy z łupieżem pojawiają się u mnie falowo, co jakiś czas i przy zastosowaniu 3 saszetek Nizoralu znikają. Czasami jednak nie chcę obciążać dodatkowo skóry głowy i sięgam po szampony o działaniu przeciwłupieżowym. Tak też było w tym przypadku. Niestety, szampon z łupieżem nie do końca sobie poradził. Załagodził sytuację, skóra uspokoiła się, ale po skończeniu butelki problem wrócił. Także główna obietnica nie została spełniona. Nie zmienia to jednak faktu, że szampon świetnie sprawdził się na wszystkich innych polach :) 



Jeśli znacie szampony Babuszki Agafii wiecie, że pakowane są w plastikowe butelki z zielonego, grubego plastiku z czarnym, otwieranym korkiem i klasyczną etykietą 'zielarską'. Czarny szampon nie jest tak naprawdę czarny, a ciemnozielony - szczególnie widać to, kiedy spłukujemy z włosów brunatną pianę :) Konsystencja szamponu jest dość rzadka, ale nie wylewa się z dłoni i dobrze rozprowadza na włosach. Pieni się tak, jak większość naturalnych szamponów, czyli dość delikatnie. Wydajność oceniam bardzo pozytywnie, nawet przy mojej chlapiącej i mało oszczędnej naturze. W kwestii zapachu ciężko mi powiedzieć coś konkretnego, ponieważ większość tych szamponów ma podobną, ziołową nutę przypominającą czasami wody kolońskie pradziadka. Mi to zupełnie nie przeszkadza, bo na włosach po myciu i tak wyczuwam zapach odżywki :) Ale jeśli jesteście czułe na tego typu zapachy - warto zastanowić się dwa razy. W kwestii działania jestem bardzo zadowolona. Szampon doskonale oczyszczał skórę głowy, odświeżał ją i co najważniejsze - nie podrażniał. Bez odżywki takich szamponów nie używam, bo zazwyczaj zostawiają włosy szorstkie i mocno spuszone. Tutaj ten mało poszukiwany efekt był umiarkowany i czasami, szczególnie po olejowaniu, używałam szamponu solo. 
Dostępność: przede wszystkich sklepy internetowe i pojedyncze sklepy stacjonarne. Jeśli jesteście z Grudziądza, to znajdziecie je na ul. Toruńskiej w drogerii Sekret Urody połączonej z apteką/zielarnią za ok. 15zł za 350ml.

Jeśli nie oczekujecie od szamponu działania przeciwłupieżowego, a zależy Wam na naturalnej pielęgnacji i porządnym oczyszczeniu skóry głowy - serdecznie polecam Wam ten szampon :) 

pozdrawiam, A



Moja skóra potrzebuje porządnego i regularnego ścierania. Już od kilku lat używam peelingów, szczoteczek do twarzy czy gąbeczek, dzięki którym moja skóra pozbywa się martwego naskórka i jest lepiej oczyszczona. Ostatnio moim hitem jest korund, o którym pisałam tutaj - UWIELBIAM! :) Ale dziś zapraszam Was na recenzję brylantowego peelingu do twarzy z ekstraktem z grejpfruta Organic Therapy. 


Co mówi producent?
To drogocenna pielęgnacja, w której bazowymi składnikami są ekstrakty z grejpfruta oraz diamentowy proszek. Ten pierwszy nasyca skórę witaminami, mikroelementami i aminokwasami, głęboko nawilża i wygładza zmarszczki. Diamentowy proszek delikatnie usuwa martwą warstwę naskórka, wyrównuje skórę, sprzyjając dotlenieniu komórek.

Peeling znajduje się w miękkiej tubie z zatrzaskiem, opakowanie jest estetyczne i przy tej konsystencji idealne - nie mam zastrzeżeń. Konsystencja kosmetyku jest kremowa, dość rzadka. Na zdjęciu poniżej widać, że w kremie zatopione są małe drobinki. Nie ma ich tam za dużo, przez co peeling nie należy do silnych zdzieraków i wszystko zależy od siły masażu. Podkreślam - mam cerę tłustą i jestem raczej gruboskórna! Kosmetyk bez problemu można nałożyć na skórę i nie spływa z niej, dobrze się spłukuje. Ze względu na tak lekką konsystencję jest naprawdę wydajny. Zapach jest delikatny, świeży, wyczuwalna jest owocowa nuta. W kwestii działania mogę powiedzieć, że to peeling ćwiczący cierpliwość. Moja skóra potrzebowała porządnego, dokładnego masażu, żeby efekt wygładzenia był zauważalny. Ilość drobinek jest według mnie za mała, a konsystencja za lekka. Skóra po użyciu była gładsza i delikatna, ale nie przepadam za takimi "kremami" - zmywam je dodatkowo żelem do twarzy i tak też robiłam w tym przypadku. Jeśli pominęłam ten krok, kolejnego dnia mogłam się spodziewać jakiejś niespodzianki na twarzy. Ale nie bierzcie tego za pewniak - u mnie każde użycie kosmetyku o takiej konsystencji kończy się podobnie. Peeling faktycznie nie wysuszał skóry, ani jej nie podrażniał. Nie zauważyłam działania na zmarszczki, bo takowych jeszcze nie mam. Delikatny, nawilżający film niestety mojej cerze nie służył. Myślę jednak, że byłby całkiem w porządku dla delikatniejszej buzi :)


Skład kosmetyku wygląda następująco: Aqua with infusions of Organics Citrus Paradisi Fruit Extract (organiczny ekstrakt grejpfruta), Organics Hellanthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (organiczny olej słonecznikowy), Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Poliethylene Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Gluccoside, Xanthan Gum, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Mica, Titanium Dioxide, Silica, Citric Acid.

Kosmetyki Organic Therapy dostępne są w internetowych sklepach z kosmetykami rosyjskimi, między innymi tutaj w cenie 18,50zł za 150ml. Nie planuję ponownego zakupu, wolę kupić korund i mieszać go z żelem do twarzy. To tańsze i dużo korzystniejsze dla mojej skóry wyjście. Nie uważam, żeby peeling OT był zły - zwyczajnie nie trafił w moje potrzeby. 

Miałyście okazję go używać? Jestem bardzo ciekawa Waszych peelingowych ulubieńców :)

pozdrawiam, A



Na długo zrezygnowałam z drogeryjnych toników do cery tłustej, które zawierały alkohol i nie robiły nic pożytecznego dla mojej skóry. Zastąpiły je płyny micelarne i woda różana, która świetnie sprawdziła się w tej roli. Przeglądając bogatą ofertę kosmetyków rosyjskich, skusiłam się jednak na oczyszczający tonik Baikal Herbals i nie żałuję! Zaraz napiszę Wam dlaczego :)

Informacja od producenta:
Oczyszczający tonik do twarzy do cery tłustej i mieszanej na bazie ekstraktów z ziół Bajkału. Tonik skutecznie oczyszcza i uspokaja skórę, dając jej uczucie komfortu i świeżości przez cały dzień. Nagietek i tarczyca bajkalska usuwają zaczerwienienia, podrażnienia skóry, zwężają pory. Pasternak uspokaja i zmiękcza skórę, a mięta ją tonizuje i nadaje sprężystości. Dzięki naturalnym składnikom tonik przywraca skórze naturalny bilans, napełnia ją zdrowiem. 




Tonik zamknięty jest w plastikowej, przyjemnej dla oka zielonej buteleczce z wygodnym zamknięciem. Nie ma problemu z aplikacją kosmetyku na wacik - przy odrobinie wyczucia płyn wylewa się odpowiednią porcją :) Zapach jest łagodny, ziołowy, zostawia uczucie odświeżenia. Zawiera naturalne, autoryzowane organicznie składniki, bez parabenów, SLS, SLES oraz PEG.
Kosmetyku używałam rano i wieczorem do przemywania twarzy po jej wcześniejszym oczyszczeniu. Tonik po aplikacji nie zostawia na skórze żadnego tłustego czy klejącego filmu, jej powierzchnia jest gładka i czysta. W kwestii działania nie mam mu nic do zarzucenia - oczyszcza, tonizuje i nie wysusza. Przy regularnym używaniu zmniejszył wydzielanie sebum, co jest dużym plusem. Nie wpływa źle na podrażnienia na skórze. Czasami zdarzyło mi się przetrzeć nim oczy i nie odczułam żadnego pieczenia czy innego dyskomfortu. Co do zwężenia porów ciężko mi powiedzieć na ile można to przypisać działaniu tego kosmetyku czy innych, stosowanych w tym samym czasie. Niemniej do cery tłustej i mieszanej mogę go serdecznie polecić :) Przy okazji zamawiania kosmetyków rosyjskich na pewno dorzucę go do koszyka. Znajdziecie go między innymi tutaj  w cenie 17zł za 170ml. 
Jeśli szukacie dobrze oczyszczającego, a mimo wszystko delikatnego kosmetyku tonizującego - Baikal Herbals jest dla Was. 

Miałyście okazję go używać? 
A może macie swoich ulubieńców w tej kategorii? Czekam na komentarze :) 

pozdrawiam, A


Formuła denka nieco się zmieniła, co dało się zauważyć wczoraj. Serdecznie dziękuję za komentarze! Bałam się o negatywny odbiór tego posta, ale było nawet bardzo dobrze :) Dziś chciałam Wam przestawić mój top wśród zużytych produktów i tak chyba już zostanie na dłużej. Będzie to kilka (dwa, trzy, może cztery) produkty, które w danym miesiącu zużywało mi się z największą przyjemnością. To tyle tytułem wstępu, zapraszam na wrześniowy kwartet :)


Olejek do włosów Sesa
Od tego kosmetyku zaczęło się moje olejowanie i z przyjemnością do niego wracam. Świetnie działa na skórę głowy - stabilizuje, nie powoduje szybszego przetłuszczania, włosy są odbite od nasady. Najważniejsze jednak jest to, że rosną! Po około miesiącu regularnego używania (co drugie mycie, na całą noc, a włosy myję co 2 dni) mogę liczyć na sporą gromadkę baby hair, a także wzmocnienie już rosnących włosów. Zapach mi nie przeszkadza, chociaż wiem, że to kwestia sporna :) Rzadko używam Sesy na długość, chociaż tu również sprawdza się świetnie. Zwykle jednak we włosy wcieram coś tańszego - olej Amla lub inne olejki. Cena Sesy to ok. 25zł/90ml.

Alverde, regenerująca odżywka do włosów zniszczonych i łamiących się
Miałam kilka odżywek z Alverde (wygładzająco z morelą i cytryną, która była w porządku i totalną pomyłkę, czyli migdał i argan klik) i ta sprawdziła się u mnie najlepiej. Odżywiła włosy, wygładziła je i po użyciu wyglądały naprawdę dobrze - ładnie falowały swoim zwyczajem, były miękkie i delikatne. Biorąc pod uwagę niewielką cenę (2,25euro/250ml) i naturalny skład, mogę się przyczepić jedynie do dostępności. Z przyjemnością kiedyś do niej wrócę, chociaż jestem ciekawa również serii z hibiskusem/ Pozostaje mi tylko znaleźć dobrego dilera :)

Wzmacniająca łopianowa maska do włosów Babuszki Agafii
Moje włosy nie lubią długich randek z maskami, więc stosuję je zazwyczaj tak jak odżywki - myję włosy i nakładam kosmetyk na czas kąpieli, zakładam czepek lub spinam włosy.
Maska łopianowa jest rzadka, przelewa się między palcami i biorąc pod uwagę opakowanie, jest to jej minus. Niemniej świetnie działa na moje włosy, odżywia je i wygładza, a na tym mi najbardziej zależy. Jedyny szampon, z którym nie potrafi współpracować to oczyszczający marokański Planeta Organica, ale to niezły gagatek :) Biorąc pod uwagę cenę ok. 15zł/300ml z pewnością sięgnę jeszcze po nią nie raz.

Tołpa, mleczko-olejek przywracające jędrność ciała
O tym cudaku rozpisałam się tutaj, więc zapraszam :) Świetnie ujędrnia skórę, szybko się wchłania i pięknie pachnie. Kiedy moje zapasy stopnieją, na pewno kupię kolejną butelkę.

Jakie produkty weszły do Waszego topu miesiąca?
pozdrawiam, A





Wróciłam już z Krakowa i zabieram się za nadrabianie zaległości na waszych blogach :) Jestem bardzo ciekawa, co przez ten tydzień działo się w kosmetycznym świecie i co mnie ominęło.

Jak tylko zaczęłam myśleć o tej recenzji, przyczepiła się mnie jak rzep piosenka "Bania u Cygana" i odczepić się nie może :) Taki złośliwiec...Ale dziś ma być o włosach, a nie o perełkach muzyki rozrywkowej, więc przedstawiam Wam maskę wzmacniającą korzenie włosów, rosyjska bania.


Opakowanie: bardzo oryginalne, idealne do tak rzadkiej, uciekającej przez palce konsystencji. Plastikowy słoik z zakrętką nie jest najwygodniejszy pod prysznicem, bo często woda dostaje się do środka. Z drugiej strony dokładnie widać, ile produktu zużywamy i możemy precyzyjnie dozować kosmetyk. Mi to nie przeszkadza :)
Konsystencja: dość rzadka, lejąca - dobrze rozprowadza się na włosach i w nie wchłania.


Wydajność: podobnie jak z szamponem, nie stosowałam odżywki ciągle - używałam ją zamiennie z innymi kosmetykami. Patrząc jednak po pojedynczym zużyciu, jest całkiem nieźle.
Zapach: bardzo przyjemny, lekko mleczny. Utrzymuje się na włosach, ale nie jest dominujący.  
Działanie: maska ma za zadanie wzmocnić korzenie włosów, chronić włosy, zapobiec nadmiernemu wypadaniu. Włosy mają dzięki niej być zdrowe, błyszczące i zregenerowane. 
Ja z zasady nie nakładam odżywek/masek na skórę głowy, ponieważ nie reaguje ona na nie dobrze (szybciej się przetłuszcza, często pojawiają się jakieś krostki). Dlatego rosyjska maseczka lądowała na długości włosów i bardzo dobrze działała. Po jej użyciu włosy były miękkie, łatwiej się rozczesywały. Były gładkie i delikatne, po wysuszeniu przesypywały się między palcami, do tego przyjemnie pachniały. Działania na wypadanie włosów nie zauważyłam, chociaż używam kilku produktów o podobnym działaniu i ciężko mi to stwierdzić. Niemniej jestem z tej maski bardzo zadowolona i w przyszłości chętnie do niej wrócę. 
Na stronie kalina-sklep.pl znajdziecie również inne maski z tej serii TU i TU. 
Cena: 19,99zł za 400ml (plus przesyłka)


Znacie rosyjskie kosmetyki? A może miałyście okazję używać bani? :)

pozdrawiam i czekam na komentarze, A




Dziś będzie kilka słów o domowym, ziołowym szamponie do codziennej pielęgnacji włosów każdego rodzaju receptury Babuszki Agafii. Pewnie wiele z Was słyszało już o kosmetykach rosyjskich, które szturmem wdarły się do świata wlosomaniaczek (i nie tylko) i duża część ma już wyrobione o nich zdanie. Ja byłam szczęśliwą posiadaczką szamponu i odżywki do włosów, które zaliczyć mogę do większych odkryć włosowych :) Ale skupmy się na dzisiejszym szamponie.

zdjęcie można powiększyć kliknięciem

Opakowanie: plastikowa butelka w ciemnozielonym kolorze z zatrzaskiwanym korkiem. Zwyczajna, bez zbędnych bajerów. Nie widać stanu zużycia, ale mi to nie przeszkadza. Minusem jest papierowa etykieta w języku polskim, która po kilku dniach pod prysznicem się odkleiła i została nam tylko przepiękna cyrylica, z której niewiele rozumiem... 
Konsystencja: szampon miał idealną dla mnie konsystencję - nie był kisielowaty, ale też nie uciekał między palcami. Dobrze rozprowadzał się na porządnie namoczonych włosach. Miał lekko żółtawy, perłowy kolor.


Wydajność: dobra, chociaż nie wiem na ile szampon dokładnie mi wystarczył - używałam go z przerwami. Jeśli jesteście miłośniczkami wielkiej piany na głowie, może wam się nie spodobać (ja myje nim włosy dwa razy, po pierwsze żeby dobrze zmyć olej, a po drugie lepiej się wtedy pieni), ale taki urok naturalnych szamponów bez chemii.
Zapach: ziołowy, odświeżający - mogę powiedzieć, że lekko lodowy :) Mi bardzo pasuje, to jeden z lepiej pachnących naturalnych szamponów.
Działanie: i tutaj mogłabym epopeję napisać! Ale napiszę to, co najważniejsze:
- szampon świetnie mył włosy, oczyszczał je nawet z ciężkiego oleju
- nie podrażniał skóry głowy, nie przesuszał jej i włosy po nim się nie przetłuszczały
- plątał włosy jak każdy szampon naturalny, ale nie było to tak koszmarne jak w przypadku szamponów dla dzieci
- włosy po umyciu były świeże, lekkie i sypkie, w towarzystwie odżywki działał cuda!
Cena: 13,90zł za 350ml (+przesyłka)

skład dla ciekawskich:

Ja mogę ten szampon jedynie polecać. Czy to szampon idealny? Na ten moment tak, mimo że bez odżywki używałam go rzadko (wiadomo, jak jest bez silikonów przy rozczesywaniu). Z maską wzmacniającą rosyjska bania tworzył bardzo zgrany duet - napiszę o niej za jakiś czas. 

Używałyście tego szamponu? A może macie innych ulubieńców zza wschodniej granicy?

pozdrawiam, A

***

Ja serdecznie się z Wami żegnam na kilka dni - Kraków wzywa! Ale wpadajcie regularnie, 
M. na pewno zadba o jakąś przyjemną lekturę na blogu :)


Obsługiwane przez usługę Blogger.