Zdjęcie jest specjalnie takie duże, żebyście dobrze zapamiętały - to nie jest kosmetyk warty waszej uwagi! 

Dziś mowa będzie o odżywce Alverde, która miała włosy nawilżyć dzięki bogatemu kompleksowi oleju migdałowego i oleju arganowego. Miała być idealna dla włosów suchych i łamliwych. No właśnie, miała...


Opakowanie: plastikowa butelka typowa dla kosmetyków Alverde, zamykana na zatrzask. Bez dodatkowych udziwnień, trwałe etykiety z wszelkimi informacjami w języku niemieckim.
Konsystencja i aplikacja: wracając do opakowania to jest ono zupełnie niepraktyczne! Odżywka powinna raczej nazywać się maską, bo gęsta i maślana konsystencja właśnie takie skojarzenia budzi. Ale producent postanowił, że mniej więcej w połowie opakowania podniesie nam ciśnienie pod prysznicem. Butelkę trzeba rozkręcać, wytrząsać z niej odżywkę, chlapać nią po wszystkich ścianach itd. Jeśli chodzi o aplikację to również nie jest wesoło. Odżywka jest jakby "tłusta", często uciekała mi z mokrej dłoni. Żeby poczuć ją na włosach (niestety nos czuje bardzo) trzeba jej użyć naprawdę dużo. Ciężko ją równomiernie rozprowadzić. 



Wydajność: niska. Maska starczyła mi na ok. 5-6 użyć, a mam włosy do ramion. 
Zapach: jak dla mnie paskudny... połączenie olejku arganowego z migdałowym jest dla mnie mocno odrzucające. Nie umiem porównać zapachu do czegoś konkretnego, taki smrodek możemy odnaleźć w tłustych maściach. Niestety trzeba też dodać, że świetnie utrzymuje się na włosach po myciu, co staram się zawsze przykryć innym zapachem (odzywki ułatwiającej rozczesywanie lub desperacko perfumami...). Ale jak wiadomo, włosy są często na takie zabiegi oporne. Jednym słowem - antyfiołek.
Działanie: żadne. Nie zauważyłam nic, co mogłabym tej odżywce policzyć na plus. Włosy już przy zmywaniu odżywki są tępe, nieprzyjemne w dotyku. Zbijają się w strąki i bardzo długo schną. Do tego odżywka nawet minimalnie nie ułatwia rozczesywania, włosy mocno się plączą. Ja rozumiem, że natura itd. nie ma co oczekiwać cudów, ale... tu nie dzieje się nic. Całe szczęście, że jeszcze nie obciąża dodatkowo włosów i nie robi im krzywdy. Używana jako odżywka na kilka minut i jako maska na kilkanaście zachowuje się tak samo, chociaż przy dłuższym trzymaniu włosy trochę lepiej się rozczesują. 
Dostępność i cena: drogerie DM, sieć; za 200 ml zapłacimy 2,25e.

informacje i skład dla zainteresowanych:
zdjęcie można powiększyć, klikając na nie

Już dawno nie miałam tak beznadziejnej odżywki... Po bardzo udanej Babuszce Agafii, o której pisałam TUTAJ! to totalne dno. Mam nadzieję, że kolejny włosowy wybór okaże się bardziej udany.

Dziewczyny kochane, mam jeszcze do Was pytanie. Co polecacie z Lusha? 
Szykuje mi się okazja na małe zakupy, ale temat jest mi zupełnie nieznany. Możecie coś polecić?

pozdrawiam, A


9 Comments

  1. Miałam kiedyś odżywkę z Alverde, ale nie byłam zadowolona z jej działania :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie z Lusha, a z Kallosa polecam odżywkę Latte. Piękny zapach, niska cena i wspaniałe efekty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie ja również podziękuję;/

    OdpowiedzUsuń
  4. kolejna negatywna recenzja tego cuda, będę się od niej trzymać jak najdalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie się troszkę wydaje że za dużo dawałaś odżywki na raz, nie raz nie trzeba tak dużo... ale nie znam się - nie miałam w rękach a po opinii [Twojej] raczej nie skuszę się by zakupić ten 'cud' :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie opinie tylko utwierdzają mnie w mojej miłości do mojej ukochanej odżywki do włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. szukałam jej w DM, może i dobrze, że jej nie było ;)

    OdpowiedzUsuń

chętnie odpowiem na Twoje pytanie :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.