Nie czekałam długo aby zrealizować pierwszy punkt z mojej jesiennej chciejlisty zakupowej :) Z pomocą przyszła mi promocja w Superpharm, w której lakier Essie w kolorze bordeaux kupiłam (a właściwie został mi kupiony - dziękuję N! :* ) za 25zł zamiast 35zł. Okazja może nie oszałamiająca, ale dobra. I tak trafił do mnie bardzo wyczekiwany, przeoglądany na wszystkie strony, idealny odcień na jesień i zimę. 

Tak, zakochałam się od pierwszego użycia w kolorze! Piękne, głębokie wino, które w zależności od światła jest albo bardziej czerwone, albo brązowe. W konsystencji gustuję już nieco mniej, bo jest to lakier żelkowy i bez trzech warstw ciężko uzyskać krycie. Gdzieniegdzie dalej widoczne są smugi, ale... Jest piękny, prawda? :) 

Malowanie oczywiście bezproblemowe, pędzelek dobrze przycięty. Konsystencja dość rzadka, ale nie rozlewa się jakoś specjalnie po skórkach i szybko wysycha. Dla niecierliwców i fanów wysokiego połysku - do których się zaliczam - polecam top Insta Dri od Sally Hansen. Całość składa się na piękny mani, który będę nosić bardzo, bardzo, baaardzoooo często! 




Lakier w najmniejszym stopniu mnie nie rozczarował i bardzo cieszę się z tego zakupu :) Nie wiem co będzie z planami kostki jesiennej, ale chyba zeszła na bardzo daleki plan. Bordeaux mnie w sobie rozkochał! :)

Pamiętajcie, że różnice w odbiorze koloru są czasami duże i zależne od wielu czynników: światła, aparatu, monitora. Warto więc 'googlować', do czego serdecznie Was przed zakupem zachęcam. 


pozdrawiam
Adrianna 




Na moich mocno nudnych ostatnio paznokciach pojawiło się trochę koloru! A to wszystko dzięki wygranej w rozdaniu na blogu Charlotte's Wonderland. Przyleciały do mnie dwa lakiery Essie z letniej kolekcji 2003 roku, czyli kobalt bouncer, it's me oraz fiolet dj play that song. Zapraszam na lakierowy post!




Wiedziałam, że nie będą to najprostsze w obsłudze lakiery, ale czego się nie robi dla takiej dawki koloru? :) Na paznokciach mam aż 6 warstw z topem Sally Hansen Insta Dri włącznie i cieszę się, że top podołał! Odżywka wygładzająca Golden Rose, dwie warstwy białego lakieru Golden Rose Color Expert nr 02 (niedługo go Wam przedstawie, bo jest naprawdę niezły) i dwie warstwy lakieru Essie. 

Myślę, że sprawniejsza od mojej ręka poradziłaby sobie lepiej, ale i tak jest nieźle moim skromnym zdaniem. Kolor prezentuje się świetnie i muszę Was uprzedzić, że aparat i tak zjadł nieco intensywność - szczególnie bouncer'a, który w słońcu prawie razi w oczy. Dj jest pięknym fioletem w totalnie letniej, magentowej nieco odsłonie - wiem, nie potrafię opisywać kolorów, ale się staram :P

Ten zestaw idealnie wpisuje się w letni klimat. Przyciąga wzrok, jest niesamowicie energetyczny i noszę go na paznokciach z wielką przyjemnością. Lubicie takie połączenia kolorów? Mi podoba się bardzo i jestem skłonna porzucić moje nudne lakiery na jakiś czas. 




Technicznie chyba ciężko wypowiedzieć się o całości, bo składa się z tylu punktów, że nie wróżyłam tygodniowego noszenia. Myślę, że trzy dni to maks, ponieważ top po kilkunastu godzinach nieco ściągnął lakier Essie, odsłaniając białe końcówki... Mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza, ale im dalej w las, tym jest to bardziej widoczne, Jeśli chodzi o inne uszkodzenia, to naprawdę pancerny pazur! :D


pozdrawiam
Adrianna 








Po wiosennej kosteczce lakierów Essie przyszedł czas na nieco inny odcień :) Bardzo klasyczny, bardzo znany, bardzo piękny. Sand tropez to piękny, elegancki nudziak w beżowym odcieniu. Kawa z mlekiem, piasek na plaży? Zapraszam na post!




Sand tropez to piękny odcień nude, który idealnie sprawdzi się w bardziej i mniej oficjalnej stylizacji. Mam wrażenie, że pasuje równie dobrze do biura, jak i na imprezę :) Uwielbiam nosić go na swoich paznokciach! Dwie średnie warstwy dają już porządne krycie, czasami widać nierówność płytki (pamiętajcie jednak, że moja jest wyjątkowo bogata w prążki). Lakier trzyma się świetnie, dobrze nakłada i jest bezproblemowy. Muszę jeszcze bardziej Was zachęcać? Lakiery Essie dostępne są w drogeriach SuperPharm w cenie ok. 36zł, więc warto czekać na promocje :) Znajdziecie je również w Hebe i oczywiście w sieci.


Uwielbiam lakiery Essie, a Wy? 


pozdrawiam
Adrianna 



Przyszedł czas na ostatni lakier z tegorocznej, wiosennej kolekcji Essie o bardzo udanej nazwie Flowerista. Chciałabym również krótko podsumować całą kolekcję, która - jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości - bardzo mi się spodobała :) Za nami już mięta, szarość i nudziakowa brzoskwinka, więc czas najwyższy na prawdziwą dawkę koloru! 




Flowerista to głęboki, piękny fiolet z lekką nutą fuksji. Krycie ma idealne, ale zdziwiła mnie trochę jego gęstość, która wymusiła dwie warstwy do równomiernego pokrycia płytki. Może to wina moich niskich umiejętności w malowaniu lub cienkiego pędzelka przy tak kremowej emalii, bo trochę się z tym kolorem gimnastykowałam. Ale przecież o efekt tu chodzi! A efekt jest bardzo, bardzo zachęcający. Na paznokciach - jak już pewnie dobrze wiecie - mam bazę wygładzającą z Golden Rose, dwie warstwy lakieru Essie i top Insta Dri od Sally Hansen. Nie jest to może mega oryginalny odcień, ale bardzo dobrze czuję się z nim na paznokciach i własnie takiej wiosenno-letniej odsłony fioletu szukałam :) Jeśli i Wam się spodobał, mam nadzieję, że dacie mi o tym znać w komentarzach. 


A tak dla przypomnienia wygląda pozostała trójka:









Podsumowując - wiosenny set lakierów Essie to kolory, których z przyjemnością będę używać w najbliższym czasie. Moim ulubieńcem została cudowna mięta blossom dandy, z którą nie mogę się rozstać :) Jeśli szukacie zestawu kolorów, które idealnie wpisują się w pogodę za oknem i lżejsze stylizacje - serdecznie polecam Wam zakup Floweristy. 




Znalazłyście już swojego ulubieńca pośród powyższej czwórki?

pozdrawiam
Adrianna 






Jeśli czekałyście na najdelikatniejszy lakier z wiosennej kolekcji Flowerista Essie, perennial chic jest dla Was :) Piękny, kremowy nudziak z dużą dawką brzoskwiniowego odcienia wygląda na paznokciach bardzo dziewczęco i delikatnie. Nie jest jednak bez wad, ponieważ jego średnie krycie wymaga nieco uwagi przy malowaniu i dwóch dość grubych warstw. Ale efekt końcowy jest naprawdę warty zachodu :) Na paznokciach standardowo mam warstwę odżywki wygładzającej Golden Rose, dwie warstwy lakieru Essie i top Insta Dri od Sally Hansen. Zastanawiam się z czym połączyć ten kolor i przed oczami mam biel i złoto. A co Wy o tym myślicie? 




Poszczególne kolory to: 

- przepiękna, kremowa szarość petal pushers
- delikatny nudziak z brzoskwiniową nutą perennial chic
- mięta, której tak długo szukałam blossom dandy
- mocny, głęboki fiolet flowerista


Kto czeka na jutrzejszy fiolet? Łapki w górę!

pozdrawiam
Adrianna 






Drugim w kolejności lakierem z wiosennej kolekcji Essie Flowerista jest szarak petal pushers. Słoniowata szarość z niebieską nutą na żywo jest nieco ciemniejsza, ale jak wiecie dobrze - wszystko zależy od ustawień monitora. Lakier bardzo dobrze rozprowadza się na płytce paznokcia, jest dość gęsty i dlatego jego krycie jest naprawdę świetne. Na paznokciach mam standardowo odżywkę wygładzającą Golden Rose, dwie warstwy lakieru Essie i top Sally Hansen Insta Dri. Efekt końcówy jest dla mnie idealny. Nie ze wszystkimi szarościami na paznokciach się lubię, ale petal pushers bardzo mi odpowiada. Może nie jest to typowo wiosenny lakier, ale do poniższej czwórki bardzo pasuje. Mam nadzieję, że miłośniczek szarości nie zawiedzie :)





Poszczególne kolory to: 

- przepiękna, kremowa szarość petal pushers
- delikatny nudziak z brzoskwiniową nutą perennial chic
- mięta, której tak długo szukałam blossom dandy
- mocny, głęboki fiolet flowerista


A jak podoba się Wam wiosenna odsłona szarości?

pozdrawiam
Adrianna





Wiosna to taki czas, kiedy kolory na paznokciach nieco się zmieniają :) Ja już swoje propozycje wiosenne pokazywałam Wam w tym poście, ale widząc kolekcję Flowerista marki Essie wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę! Czekałam, czekałam aż set miniatur pojawił się w sklepie Mani (link bezpośredni do zestawu i sklepu). Zobaczyłam, kliknęłam i mam. Cieszę się strasznie, bo to naprawdę trafiona czwóreczka, w której 'oblatam' nie tylko wiosnę, ale i lato. Zapraszam na post!




Poszczególne kolory to: 

- przepiękna, kremowa szarość petal pushers
- delikatny nudziak z brzoskwiniową nutą perennial chic
- mięta, której tak długo szukałam blossom dandy
- mocny, głęboki fiolet flowerista


Dziś pokażę Wam bliżej kolor, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i mogę wpisać go na listę swoich ulubieńców :) Do koloru miętowego na paznokciach podchodziłam już kilka razy i zawsze to nie było do końca to. Albo za ciepłe, albo zbyt rozbielone, albo za zielone, albo za niebieskie. Zastanawiałam się nad zakupem innego lakieru Essie, czyli klasyka mint candy apple, ale już nie muszę szukać, bo blossom dandy to wszystko, czego szukałam. Zobaczcie sami. 




To co najważniejsze przy tak rozbielonych kolorach, czyli krycie. Na paznokciach mam warstwę odżywki wygładzającej Golden Rose i dwie warstwy lakieru Essie pokryte topem Sally Hansen Insta Dri. Lakier nakłada się równo, nie ma prześwitów czy niedociągnięć. Konsystencja nie jest ani za gęsta, ani za rzadka - nie ma problemu z zalewaniem skórek czy ciężkim rozprowadzaniem emalii na płytce paznokcia. Technicznie nie mam lakierowi nic do zarzucenia. Kolor blossom dandy to dość zimna mięta, ze sporą dawką niebieskości - idealna moim zdaniem. Patrzę na swoje paznokci i podoba mi się coraz bardziej, jeśli to w ogóle możliwe. A Wam jak się podoba? 




Set lakierów kosztuje aktualnie na stronie maani.pl 43,90zł (cena regularna 45,90zł + koszt przesyłki). Myślę, że to dobra inwestycja w Wasze wiosenne stylizacje :) 

Który lakier chcecie zobaczyć jutro?

pozdrawiam
Adrianna 



No i mamy arbuza. Długo się nie mogłam przekonać do tego koloru, ale mam wrażenie, że to odcień lekko uzależniający. Miałam go na paznokciach po raz trzeci i... lubimy się coraz bardziej! Jeśli jesteście ciekawe, jak prezentuje się u mnie - tak, mam świadomość, że był już pewnie wszędzie - zapraszam na post :)



Jeśli lubicie paznokcie, które z pewnością zwrócą uwagę - watermelon od Essie jest dla Was. Kolor, chociaż różowy, jest dość nieoczywisty. Z jednej strony kremowy, z drugiej cudownie soczysty i energetyczny. Nie jestem fanką tych szerokich pędzelków i  przy skórkach widać to dokładnie, ale sam w sobie lakier ma przyjazną malującym konsystencję. Jest gęsty, ale nie gumowy i dobrze rozporowadza się na płytce. Jeśli macie wprawę, jedna warstwa wystarczy - u mnie są dwie plus top Sally Hansen Insta Dri (a w zasadzie jego ostatnie tchnienia). Lakier trzyma się dobrze, ale weźcie pod uwagę, że ja generalnie nie mam problemów z odpryskami czy szybkim ścieraniem się lakierów. Cena Essie nie jest najniższa, bo dochodzi do 36zł, więc polecam szukać okazji w sieci. Swoją buteleczkę mam dzięki odcieniom nude (jeśli nie znacie, polecam nadrobić zaległości) i pewnie za jakiś czas pokażę Wam drugi, mniej szalony odcień, który udało mi się wygrać :)




Watermelon nie tylko ożywi Waszą stylizacje, ale poprawi nastrój :) Myślicie podobnie?

pozdrawiam
Adrianna



W końcu, po wielu latach niepokoju, uśpiłam swojego wewnętrznego potwora lakierowego. Teraz mogę już bez większych oporów wchodzić do drogerii, a nawet przeglądać lakierowe blogi bez późniejszego ślęczenia na stronach internetowych, celem ich zakupienia. Nieźle, prawda? :P Mam jednak pewne chciejstwa, które ciągle chodzą mi po głowie i jednym z takich chciejstw jest lakier Essie w kolorze bordeaux. Wydaje mi się, że całkiem przypadkiem znalazłam jego niezły zastępnik - przynajmniej na jakiś czas... Póki nie przypomni mi się, że żyć bez Essie nie mogę - Golden Rose z serii Color Expert o numerze 35 będę nosić na paznokciach z wielką przyjemnością. Zapraszam na post!


Na lakier trafiłam szukając odpowiednika Essie w kolorze fishnet stockings (na zdjęciach to ten jaśniejszy odcień czerwieni). Dałam się nabrać na dwie rzeczy - po pierwsze, wszystkim dobrze znane drogeryjne sztuczne światło, które potrafi niejednokrotnie wprowadzić nas w błąd. Drugą rzeczą był odcień lakieru Essie, który zmienia się w zależności od światła dość mocno. Paznokcie malowałam wieczorem i z efektu byłam bardzo zadowolona, więc dopiero nowy dzień pokazał mi różnice :) Jak widzicie na zdjęciach, Essie to piękna, lekko malinowa czerwień w nieco ciemniejszej odsłonie, zaś lakierowi Golden Rose bliżej jest do bordo. 


Z kwestii technicznych lakier Golden Rose kryje idealnie już przy dwóch warstwach, dość szybko wysycha i ma gęstszą od Essie konsystencję. Jeśli jesteście miłośniczkami łopatkowych, zaokrąglonych pędzelków, to malowanie będzie samą przyjemnością. Ja nie do końca, ale nie narzekam jakoś szczególnie. Jak zwykle użyłam topu Sally Hansen Insta Dri, więc ciężko mi się wypowiedzieć na temat trwałości czy połysku, ale z końcówek lakier ściera się w dość przyzwoitym tempie. Jestem z niego naprawdę zadowolona. A jak Wam się podoba?



Posiadaczki Essie - jest chociaż ciapkę podobny do bordeaux? :)

pozdrawiam, A



Szaro, buro, więc przyszedł czas na Essie. I to nie byle jaki kolor, bo dość popularną miss fancy pants :)  Nie wiem czy idę dobrą, kolorystyczną drogą, ale to chyba taupe? Jeśli nie, śmiało mnie poprawcie - zapraszam na krótki post.


Na pierwszy rzut oka to zwykła szarość, ale ciepła nuta skutecznie mnie do tego lakieru przekonała. Tak 'niekonkretny' kolor nieco rozmywa dłonie, ale od czasu do czasu z przyjemnością sobie na to pozwalam. Ciężko mi pisać o trwałości lakierów Essie czy tego konkretnego koloru, bo zależy to od tylu małych-wielkich spraw (stanu paznokci, użytej bazy i topu, odtłuszczenia płytki), że można to uznać za kwestię indywidualną. Aplikacja do najłatwiejszych nie należy, bo lakier jest dość rzadki i robi prześwity - ale taki urok jasnych lakierów najwidoczniej. Przy dwóch warstwach, pierwszej cieńszej i drugiej grubszej, efekt jest może nie do końca idealny, ale zadowalający :) Będę jeszcze ćwiczyć! Lakiery Essie dostępne są przede wszystkim online w cenach od 15zł, aż po 36zł w SuperPharm. Także każdy znajdzie coś dla siebie :)
Zastanawiam się nad postem z lakierami na jesień, chociaż patrząc na moje aktualne zbiory, takie kolory stanowią ponad połowę inwentarza... Więc chyba sensowniej byłoby pokazać ulubioną piątkę :)

A jak u Was jest z szarościami? Lubicie je nosić na co dzień?

pozdrawiam, A



Czerwień na paznokciach to jeden z tych kolorów, do których trzeba dojrzeć :) Ja chyba dojrzewam nieco później, bo w wieku 24 lat nadal nie czuję się z nią zaprzyjaźniona. Ale próbuję znaleźć dla siebie odpowiedni kolor i tak jak trafiłam w dziesiątkę z letnią wersją w postaci Essie - lacquered up. Teraz stawiam na jesienną odsłonę czerwieni. Na paznokcie wkroczył ponownie lakier Essie, tym razem w kolorze fishnet stockings. Zapraszam na post :)


Głęboka, dość ciemna i kremowa czerwień, która przy odrobinie skupienia kryje już przy jednej, grubszej warstwie. Ja na paznokciach mam dwie cieńsze i kolor prezentuje się pięknie :) Nie smuży, dobrze się rozprowadza i ma na tyle dobrą konsystencję, że nie rozlewa się po skórkach. Co ważne, nie farbuje skórek przy zmywaniu, ani płytki w czasie noszenia. Jedno co można lakierowi 'zarzucić', to niewielki połysk bez topu (u mnie Sally Hansen Insta Dri). Koloru fishnet stockings nie znajdziecie niestety w regularnych szafach Essie, przynajmniej tych w drogeriach Super Pharm, więc pozostaje polowanie w sieci :) 
Po kilku noszeniach mogę śmiało powiedzieć, że do koloru wrócę nie raz - jest na tyle przyjemny w noszeniu, że idealnie sprawdza się zarówno na dzień, jak i na wieczór. 

A Wy jaką czerwień wybieracie jesienią? A może stawiacie na zupełnie inne kolory?

pozdrawiam, A



Denko sierpniowe w okrojonej formie za nami (klik!), więc czas najwyższy na denkowy top miesiąca. Tym razem zestaw włosowo-twarzowo-paznokciowy :) Nie są to kosmetyki oszałamiająco fantastyczne, ale z przyjemnością ich używałam. Zaczynamy!


Coraz śmielej poznaję kosmetyki Planeta Organica. Po marokańskim szamponie oczyszczającym i tybetańskim balsamie do włosów (o którym napiszę za jakiś czas), przyszedł czas na szampon z olejkiem makadamia. Przeznaczony jest do włosów przetłuszczających się i jego głównym zadaniem jest przywrócenie równowagi i pielęgnowanie naszych włosów, dzięki zawartości 10% organicznego olejku. Producent obiecuje wzmocnienie i regenerację włosów, poprawienie gęstości i jedwabisty blask. W części mogę się z tym zgodzić, bo szampon faktycznie pozytywnie wpływał na skórę mojej głowy - przestałam mieć problem z przeuszeniem i przetłuszczeniem na zmianę. Do tego włosy po użyciu były miękkie, gładkie i odżywione, od czasu do czasu mogłam sie pokusić o brak odżywki :) W kwestii zmywania olejów radził sobie naprawdę dobrze, ale co za dużo to niezdrowo - wolałam go używać na co dzień. Z chęcią jeszcze do niego wrócę. Jeśli nie zachęciłam Was do spróbowania, to musicie wiedzieć, że szampon pachnie słodkim karmelem! Cena: ok. 13zł/250ml.

Drugim kosmetykiem do włosów, który polecam z jednej strony, a z drugiej nie, jest olejek łopianowy ze skrzypem polnym do włosów Green Pharmacy. Wersja ze skrzypem polnym ma za zadanie powstrzymać nasze lecące z głowy włosy. Producent obiecuje wzmocnienie włosów, zakotwiczenie cebulek(?) i pobudzenie wzrostu włosów. Odnieść się do tego w żaden sposób niestety nie mogę, bo olejek wywoływał na mojej skórze jedynie... łupież, swędzenie i krosty. Biorąc pod uwagę, że olejek przeznaczony jest do włosów ze skłonnością do łupieżu, należy mu się dyskwalifikacja, ale... Świetnie sprawdził się na długości włosów :) Nie obciążał, za to nawilżał i dodawał blasku. Po zmyciu włosy były przyjemne w dotyku, gładkie i dobrze się układały. Szybko do niego nie wrócę, bo aktualnie czeka na wypróbowanie olej lniany, ale kto wie. Może w gorszych portfelowych czasach skuszę się na inną wersję. Cena: ok. 6zł za 100ml.

Przechodzimy do paznokciowego ulubieńca i tym razem będzie krótko - miałam Seche Vite, miałam Poshe, ale Essie good to go ponownie poproszę! Pięknie nabłyszcza, przyspiesza wysychanie, nie gęstnieje tak szybko jak wyżej wymienione produkty, nie ściąga drastycznie lakieru. Cena: ok. 35zł/13,5 ml.

Z kremami pod oczy mam ten problem, że większość powoduje u mnie podrażnienia. Dlatego z otwartymi ramionami przyjęłam nawilżający krem rozświetlający pod oczy z amarantusem, seria Tołpa botanic. Nie poradził sobie niestety z cieniami pod oczami, ale świetnie nawilżył skórę wokół oczu i co ważne - przywrócił równowagę skórze powiek :) Będzie idealnym kremem dla młodych osób, które nie mają problemów z pierwszymi zmarszczkami, czy zasinieniem. Ja już do niego nie wrócę, ale z pewnością wybiorę inny krem tego producenta, ponieważ delikatność, z jaką traktował moje oczy zachęca do dalszych testów :) Cena: ok. 20zł/10ml. 

Jak widzicie mimo ostatniego totalnego braku ulubieńców, kilka kosmetyków będę miło wspominać :) A co Was ostatnio kosmetycznie pozytywnie zaskoczyło? 

pozdrawiam, A



Po brutalnym zmniejszeniu moich lakierowych zbiorów zauważyłam, że brakuje mi klasycznego granatu :) Zgodnie z postanowieniem, że nie przekroczę 90 buteleczek jedna wyszła, druga przyszła i rachunek znowu się zgadza. Jestem ciekawa, ile wytrzymam w takim systemie :D Ale do rzeczy, chciałam Wam dziś przedstawić lakier Essie z jesiennej kolekcji, w kolorze after school boy blazer. 


To piękny, ciemny, kremowy granat. Do wszystkiego pasuje i wbrew moim obawom taka klasyka w ogóle mi się nie nudzi. Na paznokciach mam cienką warstwę eliksiru z jedwabiem Wibo, dwie warstwy lakieru Essie oraz top good to go. Myślę, że bardziej wprawną ręką można pokryć paznokcie już jedną warstwą lakieru. Ja dla pewności i równomiernego koloru dodałam drugą :) Całość trzyma się świetnie i gdyby nie to, że mam już spory odrost - z przyjemnością nosiłabym ten lakier jeszcze przez kilka kolejnych dni. Komfort malowania świetny, pędzelek dobrze ścięty i wygodny. Konsystencja dość gęsta, ale nie sprawia problemów przy malowaniu. Lakier udało mi się kupić za ok. 25zł z kartą Lifestyle w SuperPharm.

Przy okazji chciałam pozdrowić pewną wyjątkową osobę, która stoi na straży mojego zdrowego rozsądku w czasie zakupów :* 

Lubicie tak ciemny, intensywny granat na paznokciach? A może wybieracie jaśniejsze kolory? 

pozdrawiam, A



Długo myślałam nad tym lakierem i w samą porę przyszła mi z pomocą promocja w SuperPharm -40% na kolorówkę. I mam! Idealny lakier do paznokci w kolorze czerwonym, zwyczajnie MÓJ. Długo nie mogłam się przekonać do czerwieni, a teraz noszę ją z przyjemnością i dobrze się w niej czuje. A wszystko to kryje się w buteleczce Essie o nazwie lacquered up. Piękna, żywa czerwień - na początku wydawała mi się mocno oczojebna, ale z czasem się przyzwyczaiłam i teraz w pełni cieszy moje oko :) Świetnie się nakłada, dwie warstwy dały dobre krycie, chociaż nie wiem jak będzie z dłuższymi paznokciami i prześwitywaniem białych końcówek. Na krótkich wygląda praktycznie idealnie. Trwałość jakaś wyjątkowa nie jest, chociaż nie użyłam podkładu i tutaj widzę część winy. Zobaczymy jak będzie przy kolejnych użyciach. Na paznokciach są dwie surowe warstwy lakieru, bez podkładu i topu. Plus za ładny błysk już na takim etapie :) Lakiery Essie w SP kosztują ok. 35zł, w promocji około 20zł.


W mojej kosmetyczce pojawia się coraz więcej pewniaków i czerwony lakier Essie mogę śmiało do niej dorzucić. Mam nadzieję, że Essie lacquered Wam się spodobał, a może nawet znajdzie miejsce w Waszych lakierowych zbiorach :) Macie swoją ulubioną  czerwień, czy wcale po nią nie sięgacie? Czekam na Wasze komentarze.

pozdrawiam, A




Przyszedł czas na przedstawicieli zimowej kostki Essie, którzy wzbudzali we mnie i nie tylko, największe emocje :) Toggle to the top od samego początku wpadł mi w oko, podobnie jak Shearling darling - uwielbiam takie ciemne, wiśniowe kolory! I tak jak w pierwszym przypadku czuję się w pełni usatysfakcjonowana, tak drugi to duże rozczarowanie... Ale zacznijmy od rzeczy przyjemnych :)

Toggle to the top to według mnie lakier o ciemnej, winnej bazie, z zatopioną dużą ilością drobinek. Całość na paznokciach prezentuje się dość odświętnie, chociaż ja lubię taki rodzaj błyskotek :) Po dwóch warstwach uzyskałam pełne krycie, lakier nakładał się bezproblemowo. Szybkie wysychanie to kolejny plus, chociaż przy następnym malowaniu dodam wyrównujący top - sam lakier nie daje takiego gładkiego wykończenia, a ja mam manię "skubania" wszelkich nierówności. No i z topem lakier z pewnością będzie ładniej błyszczał :) Podsumowując - jestem nim mocno oczarowana.


Shearling darling miał być TYM kolorem  - ciemną wiśnią, idealną na jesienno-zimowy czas. Niestety, już na próbniku wydawał mi się dość ciemny i płaski, a na paznokciach tylko potwierdziły się moje obawy. Kolor mocno wpada w czekoladowy brąz, czego nie znoszę. Nakładał się dobrze, dzięki swojej mocno kremowej konsystencji - prześwit, który widzicie powstał z mojej nieuwagi. Pięknie błyszczy nawet bez topu, chociaż wysychał już nieco dłużej. Gdyby nie to, że bliżej mu do brązu niż wiśni - byłby kolejnym plusem tej kostki. 


I tak słaczowanki zimowej kostki dobiegły końca :) Poprzednie kolory znajdziecie tutaj: sable collar i mind your mittens. Tę część zimowej kolekcji oceniam bardzo wysoko - trzy lakiery na plus (w czym TTTT jest ulubieńcem) i tylko jeden lakier okazał się sporym rozczarowaniem. Jestem bardzo ciekawa, kiedy pojawi się następna kolekcja, bo pomału uzależniam się od systematycznych dostaw mini lakierów Essie :) A jak wiadomo swoje uzależnienia należy pielęgnować, więc 'cuda, wianki, słaczowanki' na pewno się jeszcze na blogu pojawią...

A który z lakierów spodobał się Wam najbardziej? Macie wśród nich swojego zimowego ulubieńca?

pozdrawiam, A




Przyszedł czas na drugi lakier z zimowej kolekcji Essie :) Sable collar spotkał się z ciepłym przyjęciem, więc dziś trochę bardziej mroźny klimat pod postacią mind your mittens. Na początku wydawał mi się strasznie nudny, ale po pomalowaniu paznokci po raz drugi już przy tek kolekcji zmieniłam zdanie. Ciemna, bardzo ciekawa zieleń, trochę w stylu teal - dla mnie długo poszukiwany kolor idealny. Pięknie wygląda na paznokciach, będzie się dobrze łączyć ze srebrnymi dodatkami. Do tego świetne krycie, połysk i tafla koloru, która na stałe zagości w moim lakierowym pudełku. Jeśli jesteście miłośniczkami ciemnych zieleni na paznokciach, to pozycja obowiązkowa! Na paznokciach mam dwie warstwy lakieru na bazie, bez topu.


Jak Wam się podoba ten przedstawiciel zimowej kostki? Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczona!

pozdrawiam, A




Słaczowanki zimowej kolekcji Essie zacznę od lakieru, który wydawał mi się najmniej ciekawy z całej czwórki. Widziałam go już na kilku blogach i zupełnie do mnie nie trafił, był jakiś taki przekombinowany i w sumie nijaki... Ani brąz, ani fiolet, ani szary - jednym słowem nie dla mnie :) Ale! Pomalowałam nim paznokcie i moja niechęć do niego mocno osłabła. Same oceńcie, dlaczego:


Kolor kojarzy mi się z roztopioną, deserową czekoladą :) Lekko przykurzony, ale przyjemny brąz z domieszką bardzo drobnego shimmeru w czerwonym, może winnym odcieniu. Całość na paznokciach tworzy przyjemny efekt. Co do malowania nie mam zastrzeżeń - powoli zaczynam wsiąkać w "essiactwo" i kiedy sięgam po inny lakier, czuję rozczarowanie :) Jakościowo idealny pod każdym względem - bezproblemowy pędzelek, po dwóch warstwach uzyskujemy pełne krycie. Pięknie błyszczy i szybko wysycha. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona kolorem, a jakości właśnie takiej się spodziewałam :) To bardzo dobry początek i mam nadzieję, że pozostałe lakiery mnie nie rozczarują. 

Macie już swojego ulubieńca z tej kolekcji? A może zimą używacie lżejszych kolorów?
pozdrawiam, A



Ostatni z tegorocznej, letniej kostki lakierów Essie :) Ostatni i chyba najmniej przeze mnie lubiany, chociaż z pewnością wpada w oko. Typowy koral, o bardzo ładnie wyważonej proporcji różu, pomarańczu i czerwieni. Na zdjęciu jest dużo ostrzejszy niż w rzeczywistości - ma w sobie taką nutkę kremowości. Nakłada się już nieco gorzej niż poprzednicy, momentami mogą tworzyć się lekkie prześwity. Mnie to mocno zniechęca do koralowych lakierów. Ładnie błyszczy i podobnie do dwóch poprzednich kolorów tej kolekcji ma w sobie srebrne drobinki. Do krycia potrzebne są dwie warstwy, czasami przydaje się trzecia. Do wysychania nie mogę się przyczepić, trwałość również niezła.


Koral na paznokciach miał swoje długie pięć minut w zeszłorocznym sezonie wakacyjnym. 
Jest dla Was uniwersalnym kolorem na co dzień?

pozdrawiam, A



Mój ulubieniec letniej kolekcji Essie - naughty nautical, czyli soczysta i połyskująca morska zieleń :) Ma w sobie bardzo delikatne, srebrne drobinki, które dodają bez wątpienia uroku zarówno w słońcu, jak i w cieniu. Ładnie błyszczy, bezproblemowo się nakłada i z pewnością latem wyląduje na stopach - będzie się świetnie komponował z sandałkami :) Szukam, szukam... i chyba nie mogę o nim złego słowa powiedzieć. To z pewnością ciekawy, oryginalny i mega letni kolor.


Czy ten przedstawiciel letniej rodzinki Essie przypadł Wam do gustu? :)

pozdrawiam, A


To drugi po bardzo intensywnym the more the merrier lakier Essie z kolekcji letniej. Wiem, że nie czas na takie kolory... ale jak teraz ich Wam nie pokarzę, to do lata wszystko może się zdarzyć :) Także ze świeżym wspomnieniem lata w pamięci, zapraszam Was do oglądania full steam ahead.


Nie byłam przekonana do tego koloru, dopóki nie pomalowałam nim paznokci :) Bardzo delikatny, taki "mglisty" dzięki srebrnym drobinkom, pastelowy fiolet. Dwie warstwy dały fajne krycie, chociaż gdzieniegdzie widać delikatne prześwity i przydałaby się trzecia. Szybko schnie, dobrze się nakłada, ładnie błyszczy - aż za ładnie i chwilami ciężko było uchwycić sam kolor :) Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, w przeciwieństwie do poprzedniego Shreka, ten delikatny pastel ze mną zostanie. 

Lubicie takie kolory? Pastele goszczą na Waszych paznokciach również zimą? :)
pozdrawiam, A


Obsługiwane przez usługę Blogger.