Czasami dzieje się tak, że na głowę spada nam o jedną rzecz za dużo. Dlatego nie będę mówić kiedy znowu na blogu pojawi się post, tylko przeproszę Was serdecznie za chwilową niedyspozycję i mam nadzieję, że za jakiś czas wszystko się unormuje i wrócę do regularnego pisania. Teraz złapać mnie możecie najczęściej na instagramie, gdzie serdecznie Was zapraszam.

pozdrawiam
Adrianna 





Jeśli jeszcze o nim nie słyszałyście o kremie Effaclar Duo + z La Roche-Posay, to znam jedno sensowne wytłumaczenie. Wasza skóra jest bezproblemowa, czego serdecznie zazdroszczę! Moja niestety regularnie raczy mnie przetłuszczaniem strefy T, wysypem paskudztw na linii rzuchwy, rozszerzonymi porami i średnio zachęcającym stanem ogólnym. Jak z tym wszystkim poradził sobie Effaclar Duo +?

Bardzo dobrze, a właściwie tak, jak jeszcze żaden krem do tej pory. Co miało się wykluć na twarzy, wykluło się, a kolejne niedoskonałości pojawiały się głównie po szaleństwach kulinarnych :) Skóra uspokoiła się na tyle, że dręczyły mnie jedynie zmiany związane z cyklem miesięcznym. Pory były wyraźnie zmniejszone. Nieźle prawda?




Największa obawa związana z przesuszeniem skóry się nie spełniła - pamiętajcie tylko o tym, żeby zrównoważyć działanie Effaclaru dobrym kremem nawilżającym na dzień/noc, w zależności od tego, w jakiej kombinacji bardziej będzie Wam odpowiadał. Ja aktualnie używam go na noc, na dzień funduję mojej skórze coś odżywczo-nawilżającego i nie mam problemów z suchymi skórkami czy przesuszonymi miejscami na twarzy.

Z czym więc krem sobie nie poradził? Z wydzielanym przez moją skórę sebum. Nadal niestety solidnie się świecę, a ostatnio moja skóra nadrabia stracony (?!) czas... Co do rozjaśnienia zmian czy przebarwień po starych niedoskonałościach, to cudownego uzdrowienia nie zauważyłam, ale przynajmniej nowe paskudy przechodzą bez echa. Reszta jest delikatnie jaśniejsza, ale też nie mam takich 'pamiątek' dużo, więc krem nie mógł za bardzo się wykazać.




Techniczna strona kremu również mi odpowiada - wygodne opakowanie z nakrętką, precyzyjnym dziubkiem i miękką tubą, którą można maltretować do ostatniej kropli kosmetyku. Szata graficzna raczej skromna, typowa dla tej linii La Roche-Posay, zapakowana oczywiście w biało-niebieski kartonik. Konsystencja kremu lekka, żelowo-kremowa. Szybko się rozsmarowuje, wchłania i jest naprawdę wydajna. Do zapachu jestem już tak przyzwyczajona, że ciężko mi w nim wyczuć cokolwiek charakterystycznego. Na pewno nie jest wyczuwalny na skórze. Cena kremu uzależniona jest od miejsca zakupu - najmniej zapłaciłam za niego 35zł, najwięcej... 47zł? Warto szukać okazji, chociaż nie jest tak źle, jeśli weźmiemy pod uwagę dobrą wydajność i 40ml pojemności.




Skończyłam wlaśnie trzecie lub czwarte opakowanie i moja cera potrzebuje przerwy. Zauważyłam, że Effaclar Duo + już tak dobrze nie radzi sobie z oczyszczeniem i napadami wyprysków, do których coraz częściej dochodzi (mam już na oku kilku podejrzanych). Dlatego na jakiś czas znika z mojej kosmetyczki, ale jeśli nie znajdę dobrego następcy - zaproszę go ponownie do mojej pielęgnacji :)


Miałyście okazję używać tego kremu? Sprawdził się u Was?

pozdrawiam
Adrianna 





Mam ostatnio spory problem z organizacją swojego czasu. Ogólnie nie mam do tego specjalnego daru od kiedy tylko pamiętam, ale teraz staje się to dla mnie wyjątkowo uciążliwe... Czas przecieka mi między palcami, co nie sprzyja niestety żadnej pracy twórczej i widzicie to dobitnie na blogu. Postaram się poprawić statystyki od przyszłego miesiąca - końcówka czerwca zapowiada się jeszcze lekko nieogarnięta :) Zapraszam dziś na post lekki i przyjemny, czyli zakupowy. Nie ma tego dużo i bardzo mnie to cieszy! 




A L T E R R A,  I S A N A,  P E T A L  F R E S H

Moje włosy przeszły ostatnio na suchą stronę mocy, co bardzo mnie martwi... O ile skóra głowy się uspokoiła, tak włosy na długości bardzo się wysuszyły. Do czasu ścięcia ratować się będę nawilżającą odżywką Alterra do włosów suchych i zniszczonych z granatem i aloesem, z której już wcześniej byłam zadowolona (klik). Cena w drogeriach Rossmann waha się między 6,99zł, a 10zł/200ml, dlatego warto kupić ją w promocji. 

Mocznikowy szampon z Isany to już kolejna butelka i jak tylko pojawi się w niższej cenie (standardowa cena w drogeriach Rossmann to 4,99zł, promocyjna nawet 2,99zł/200ml) zrobię zapas. Po wadze butelki wyczuwam, że nie tylko mi ten szampon pasuje :) 

A skoro mocznikowy szampon się już kończy, to dokupiłam odmładzający szampon do włosów z wyciągiem z pestek winogron i oliwek Petal Fresh. Miałam już z tej serii odżywkę, z której byłam zadowolona, więc szampon ciekawił mnie tym bardziej. O odżywce odmładzającej pisałam już w tym poście, podobnie z resztą jak o szamponie nawilżającym z cytryną, który nie spełnił do końca moich oczekiwań. Na początku wszystko było w porządku, ale pod koniec opakowania włosy po myciu były sztywne i szorstkie. Może z odmładzającą formułą będzie lepiej. Cena za szampony i odżywki Petal Fresh w drogeriach Rossmann to 19,99zł/355ml.




P O Ł C Z Y N  Z D R Ó J,  I S A N A 

Od babci mojej dziewczyny dostałam niedawno kulę do kąpieli z połczyńską borowiną, która zapachem wypełniła mi całą szafkę! A pachnie przepięknie, bardzo świeżo gdyż jest to połączenie cytryny z maliną. Jak się pewnie domyślacie kulę dostałam prosto z uzdrowiska w Połczyn Zdroju. Jest spora, więc chyba podzielę ją na dwie kąpiele.

Isana wypuściła dwa wakacyjne żele pod prysznic, które szybko wskoczyły do mojego koszyka. Pierwszy z nich to kremowy żel pod prysznic z miodem kwiatowym. Pachnie przyjemnie i w opakowaniu typowego słodkiego miodu nie wyczuwam, ale też jakoś specjalnie nad tym nie ubolewam. W wakacyjnej butelce znajdziecie żel pod prysznic na lato z ekstraktem z mango. I tutaj już jest smuteczek, bo tego mango praktycznie nie czuć... Jest owocowo, jest miło, ale trochę mnie też zapach rozczarował. Spróbowałam, ale kolejnej butelki na pewno nie kupię. Cena standardowa jeśli chodzi o Isanę, ok. 3zł/300 ml w drogeriach Rossmann. Dużo lepiej wspominam zużyty właśnie żel do kąpieli i pod prysznic Wellness&Beauty z owocowymi ekstraktami z mango i papai.




M A Z I D Ł A,  C A T R I C E 

Podłączyłam się do zamówienia z mazideł i tak trafił do mnie malutki ekologiczny hydrolat z róży damasceńskiej oraz olej kokosowy (50ml każdy, cena poniżej 10zł za buteleczkę). Hydrolatu mam zamiar używać do glinek, bo do tej pory leżą i się jeżą (brawka), a olej kokosowy ponownie przetestuję na moich włosach. Pierwsze podejście nie należało do udanych, ale może coś się przez ten czas zmieniło. 

Jedynym zakupem nieplanowanym jest Beautifying Lip Smoother z Catrice w kolorze 020 apricot cream (cena regularna w drogeriach Natura to ok. 15zł, ja skorzystałam z 40% rabatu). Długo się nad nim zastanawiałam, potem chciałam podobny produkt z Clarins. ale zniechęcała mnie cena. W końcu capnęłam tańszy kosmetyk. Słowem wyjaśnienia powiem tylko tyle, że typowych błyszczyków nie lubię, są dla mnie zbyt wyczuwalne i klejące. Ostatnia przygoda z błyszczykiem Celia Delice skończyła się 'efektem kylie jenner' na ustach, co załagodził Alantan. Z Catrice na szczęście nic takiego się nie dzieje i jeśli uda mi się go zużyć, na pewno kupię Clarins. 




C D,  S A N E X

Początek lata to też dla mnie czas poszukiwań nowego antyperspirantu. O ile Dove do tej pory wystarczał, tak moja skóra ostatnio się na niego uodparnia i czas na jakąś zmianę. Z czystej ciekawości kupiłam deo atomizer CD o zapachu lilii wodnej (osiedlowa drogeria, 16zł/75ml). Nie zawiera soli aluminium, olejów mineralnych, silokonów, parabenów, barwników ani składników pochodzenia zwierzęcego. Ciekawe jak się to będzie miało do kwestii ochrony przed nieprzyjemnym zapachem. 

Sanex kompletna ochrona 7 korzyści (Rossmann, cena ok. 10zł/50ml) niestety poległ na całej lini... Szkoda, bo był bardzo delikatny i nie robił krzywdy skórze pod pachami nawet po goleniu. No ale to by było na tyle, jeśli chodzi o plusy.


Skorzystałyście z promocji w drogeriach Natura? 
Jestem bardzo ciekawa, co wpadło do Waszych kosmetyczek w czerwcu :)


pozdrawiam
Adrianna


Technologia Blogger.