Po wiosennej kosteczce lakierów Essie przyszedł czas na nieco inny odcień :) Bardzo klasyczny, bardzo znany, bardzo piękny. Sand tropez to piękny, elegancki nudziak w beżowym odcieniu. Kawa z mlekiem, piasek na plaży? Zapraszam na post!




Sand tropez to piękny odcień nude, który idealnie sprawdzi się w bardziej i mniej oficjalnej stylizacji. Mam wrażenie, że pasuje równie dobrze do biura, jak i na imprezę :) Uwielbiam nosić go na swoich paznokciach! Dwie średnie warstwy dają już porządne krycie, czasami widać nierówność płytki (pamiętajcie jednak, że moja jest wyjątkowo bogata w prążki). Lakier trzyma się świetnie, dobrze nakłada i jest bezproblemowy. Muszę jeszcze bardziej Was zachęcać? Lakiery Essie dostępne są w drogeriach SuperPharm w cenie ok. 36zł, więc warto czekać na promocje :) Znajdziecie je również w Hebe i oczywiście w sieci.


Uwielbiam lakiery Essie, a Wy? 


pozdrawiam
Adrianna 



Są takie hity internetów, które zwyczajnie trzeba spróbować! I do nich z przyjemnością zaliczam cytrynowe masełko do skórek Burt's Bees. Zapraszam na krótką recenzję mojego ulubieńca z paznokciowego pudełka. 




Skórki przy paznokciach to taki szczegół, który potrafi zepsuć nawet najładniejszy manicure. Dlatego swoje staram się nawilżać, regularnie odsuwać i pielęgnować tak, żeby wyglądały przynajmniej przyzwoicie :) Używałam już różnych oliwek i olejków, ale to właśnie kremowe, masełkowate konsystencje najbardziej mi odpowiadają. 

Przyjemna dla oka, metalowa puszeczka skrywa 17g zbitego masełka, intensywnie pachnącego świeżą cytrynką. Nakłada się idealnie, nie spływa i nie klei rąk. Problematyczna jest jedynie dostępność. Ja swoje masełko znalazłam w TK Maxx za 20zł, na allegro można je znaleźć od 25zł w zwyż. Ale moim zdaniem naprawdę warto!

Od pierwszego użycia cytrynowe masełko stało się moim ulubieńcem w pielęgnacji skórek przy paznokciach. Masełko Burt''s Bees zawiera prawie 95% składników naturalnych. Kombinacja olejku migdałowego, witaminy E, wosku pszczelego, masła kakaowego i soku z limonki świetnie nawilża i cudownie pachnie, uprzyjemniając ten krótki zabieg. Producent poleca używać masełka codziennie, wmasowując je w suche skórki i osłabione paznokcie np. wieczorem.

Sama nie zauważyłam działania na paznokcie, ale też masełko miało z nimi niewielki kontakt. Dla mnie to idealne zakończenie manicurowego rytuału, ostatni pielęgnacyjny krok. Wtedy skórki otrzymują dodatkową dawkę nawilżenia, stają się miękkie i wyglądają dużo lepiej. Jeśli widzę, że moim dłonim nie wystarcza sam krem, aplikację masełka powtarzam tak często, jak tego potrzebuję między kolejnym manicurem.


A czego Wy używacie do pielęgnacji skórek? Macie swoich ulubieńców?

pozdrawiam
Adrianna 





Nie pytajcie, bo sama do końca nie wiem jak to się stało, ale nazbierało mi się nowości na kolejny post :) Publikując poprzedni z kwietniowymi zakupami nie pomyślałam, że następnego dnia do drzwi zapuka kurier z paczką ambasadorską La Petit Marseillais, mijając się przy okazji z dostawcą JOY Boxa. No i tym sposobem powstał wcale nie taki krótki, drugi post z kosmetycznymi nowościami kwietnia. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe, a ja postaram się nie rozwijać szalenie na temat każdej rzeczy. Jesteście gotowi? Zapraszam!


JOY BOX, pierwsza edycja specjalna 
WIOSNA TRENDY (59zł)




Pudełka z kosmetykami Joy Box kusiły mnie już od jakiegoś czasu swoją formułą. Część kosmetyków jest nam znana, kolejne dobieramy sami. Dużo lepsza forma niż w przypadku niespodziankowych pudełem, przynajmniej dla mnie. Minusem jest ich rozchodzenie się z prędkością światła i tak też było w wypadku tego boxa :) 

Sprawcą zamieszania okazał się tusz Mac In Extreme Dimension 3D Black Lash. Wiadomo jaką opinię mają kosmetyki MAC, powszechnie znana jest również ich cena i słaba dostępność. Nie ukrywam, że i mnie obecność pełnowymiarowej maskary zmotywowała do zamówienia. 

Demakijaż z produktami GLOV kusił mnie już od dawna, ale przyznaję bez bicia - nie do końca w to wierzyłam. Dlatego znaleziona w pudełku mini-rękawica, a raczej 'napalcownik' GLOV Hydro Demaquillage Quick Treat to super okazja do sprawdzenia swich przekonań. 

W pudełku znalazł się również lakier do paznokci Eclair nr 47 w kolorze przyjemnej, kremowaej dyni oraz malutki krem BB z SPF 20 marki Embryolisse o pojemności 5ml.




Marka Stenders wypełniła zapachem całą paczkę! Pierwsze w oczy rzuciło mi się mydełko żurawionowe, które wygląda bardzo smakowicie. Drugim kosmetykiem tej marki jest musująca kula do kąpiel 'sex' zapewniająca zmysłową kąpiel. Zabrakło dla mnie masełek do skórek, więc ten kosmetyk dołączony został w ramach zadośćuczynienia. Bardzo udana zamiana :) Do tego próbka kremu na noc.

Dawno już nie miałam okazji używać kosmetyków marki Timotei. Odżywka Drogocenne Olejki z organicznym olejkiem arganowym, olejkiem migdałowym i ekstraktem z jaśminiu pachnie bardzo intensywnie i mam nadzieję, że nie będzie tak mocno wyczuwalna na włosach. Producent mowi o niej bardzo ciekawie.

Bardzo ucieszyła mnie również możliwość wypróbowania nawilżającego mleczka łagodzącego marki Tołpa. Aktualnie używam modelującego balsamu ujędrniającego (jeszcze ze starej serii Planet of Nature) i jestem z niego zadowolona. Mleczko pachnie przepięknie! Delikatnie, świeżo, a jednak kobieco i naturalnie. 





W pudełku nie zabrakło również pielęgnacji twarzy, którą reprezentują maska odbudowująco-nawilżająca z kolagenem i aloesem Etre Belle (w płacie) oraz krem matujący intensywnie nawilżający do cery mieszanej i normalnej AA hydro algi błękitne. Przeznaczony jest on do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii. Nie wiem czy krem ze mną zostanie, bo nie jestem przekonana do drogeryjnych kremów, ale maski jestem bardzo ciekawa. Dodatkowa porcja nawilżenia zawsze się przyda :) 


Paczka ambasadorska LA PETIT MARSEILLAIS





Na pewno znacie już dobrze zawartość paczek ambasadorskich w tej edycji akcji LPM, więc szybko przypomnę. W bardzo ładnym pudełku znalazłam masę próbek mleczka nawilżającego do ciała oraz żelu pod prysznic o zapachu kwiatu pomarańczy - część z nich już trafiła do moich bliskich. W wielkich butlach ukryło się kąpielowe wydanie cytrusów, czyli delikatny żel pod prysznic i do kąpieli z pomarańczą i grejpfrutem oraz delikatny żel pod prysznic z werbeną i cytryną. Grejpfrut jest MEGA! Na pewno taka dawka owocowej przyjemności starczy mi aż do lata.


Maybelline i wygrana u Saurii





Niesamowicie ucieszyła mnie ta paczka od marki Maybelline! Po pierwsze znalazłam w niej tusz, który miałam zamiar kupić, czyli Lash Sensational (jeśli jeszcze nie chwyciłyście go na rossmannowych promocjach, polecam nadrobić zaległości!). Oprócz tuszu znalazły się dwa kosmetyki do brwi: stylizujący żel BROWdrama, który mam w kolorze medium brown, oraz bardzo ciekawa kredka wraz z cieniem BROWsatin w kolorze dark blond. Kolory mogłam dobrać sama i trafiłam idealnie :) Dobre wrażenie zrobiła na mnie również czarna kredka the Colossal Kajal. Kredek nie używam, bo moje zdolności w malowaniu kresek są minimalne, ale zagęściłam nią linię rzęs i ten efekt bardzo mi sie podobał. Liner masterGRAPHIC to zupełnie nie moja bajka, więc ucieszy kogoś innego. Super nagroda, prawda? 

Do mojej kosmetyczki trafiły też jakies pojedyncze rzeczy, które na pewno pojawią się tutaj.


Nawet nie pytam co o tym sądzicie, bo ja taką ilością nowości czuję się lekko przytłoczona :) 
Ale będę dzielnie zużywać, testować i informować Was o tym, czy moje kwietniowe nowości okazały się hitem czy kosmetycznym kitem. 

pozdrawiam
Adrianna 



Technologia Blogger.