Dwa lata - kiedy to minęło? Wydaje się jakbym wczoraj snuła z M. plany podboju blogosfery, a tu już tyle czasu za nami :) Nasze drogi co prawda się rozeszły, ale Rogaczki Kosmetyczne zostały, a z nimi 305 napisanych postów i ponad 117 tysięcy wyświetleń - D Z I Ę K U J Ę !!! Chociaż blog ma swoje lepsze i gorsze chwile, tak samo z resztą jak ja, jesteście. Czytacie, piszecie i za to wszystko mam dla Was małe w porównaniu z radością jaką mi przynosicie, rozdanie :) 


Jestem beznadziejna jeśli chodzi o wybieranie nagród, ale mam nadzieję, że przypadną one komuś do gustu tym razem :) W pudełku Organique znajdziecie:

- masło do ciała oraz żel pod prysznic z regenerującej serii anti-age, przeznaczonej do skóry suchej (wybrane z myślą o nadchodzącej zimie)
-  cukrową piankę peelingującą o zapachu mrożonej herbaty (uwielbiam!)
- wosk refreshing tea, dopełniający aromatem cały zestaw.


Zasady rozdania nie są skomplikowane. Rozdanie trwa od dnia dzisiejszego tj. 15 października do 5 listopada włącznie. W ciągu 3-5 dni po tej dacie wyłonię zwycięzcę. Nagrody wysyłam na terenie Polski, ze względu na koszt (ale zawsze można znaleźć rozwiązanie). Warunkiem obowiązkowym jest zostawienie pod tym postem komentarza z adresem mailowym oraz zaznaczonym sposobem obserwowania wraz z nickiem (blog, facebook, bloglovin, instagram - do wyboru). Dodatkową szansę dostaną osoby, które są aktywne oraz te, które udostępnią infomację o rozdaniu. 

wzór komentarza
email:
obserwuję przez:
jako:
udostępnione info: TAK/ NIE (link)

skorzystajcie proszę z tej miniatury:

Pozostaje mi życzyć Wam powodzenia i raz jeszcze podziękować za to, 
że blog obchodzi swoje drugie urodziny :)

pozdrawiam, A



Myślę błyszczyk i widzę rozlany poza kontur ust kosmetyk, przyklejające się do niego włosy i mało przyjemne uczucie na ustach. O smaku i zapachu nawet nie wspominam, bo czasami mam wrażenie, że producenci motywują nas do diety... I wiem, że pewnie narażam się miłośniczkom tej formy makijażu - wybaczcie Dziewczyny - to zwyczajna zazdrość ;) Poddaję się i nie próbuję już nawet przekonać do błyszczyków do ust, bo mi to nie wychodzi. Ostatnim punktem w tej nierównej walce był błyszczyk Maybelline ColorSensational w odcieniu 150 pink shock.


Kosmetyk koncernu Maybelline zamknięty jest w ładnym, porządnie wykonanym plastikowym opakowaniu. Widać dokładnie kolor, jak i poziom zużycia. Zamknięta w środku standardowa pacynka dobrze nakłada kosmetyk na usta i pozwala na precyzyjne ich podkreślenie. Konsystencja jest lekka, choć wyczuwalna podczas noszenia, nie klei się i mimo półtransparentnej natury zostawia równomierną taflę koloru (przynajmniej na początku). Zapach kosmetyku jak i smak są naprawdę subtelne, za co ogromny plus! Z powyższych kwestii do błyszczydła naprawdę nie mogę się przyczepić.

Z natury jestem osobą wygodną - jeśli coś uprzykrza mi życie, staram się to z niego usunąć lub zamienić. Dlatego też błyszczyki zamieniłam już dawno na szminki :) O ile efekt jaki daje ColorSensational na ustach mi się podoba, tak wychodzenie poza kontur ust, szybkie ścieranie i przebijanie naturalnego koloru już nie. Ja rozumiem, to błyszczyk, ale najwidoczniej nie jest to błyszczyk dla mnie. Przy częstym używaniu zauważyłam delikatne przesuszenie, ale ratunkiem było użycie na noc grubszej warstwy pomadki ochronnej. Podczas noszenia część pigmentu wżerała się w wargi i zostawała pomimo gasnącego połysku, co uważam za plus przy reaplikacji. Ale to i tak nie skłoniło mnie do dłuższego trwania u jego boku :)

Cena błyszczyków zaczyna się od około 17zł w promocji, do nawet 25zł jeśli źle traficie. Warto więc szukać okazji :) Kolor 150 pink shock to w opakowaniu krzykliwy barbie-róż, który nieco traci intensywność na ustach i dzięki zimnemu odcieniowi delikatnie wybiela zęby. Jeśli jesteście zahartowanymi miłośniczkami tej formy makijażu - polecam. Ja jednak zostaję przy sprawdzonych i bardziej trwałych szminkach :)

Miałyście okazję używać kosmetyków do ust Maybelline? Macie swoich ulubieńców? 

pozdrawiam, A



Ciężko znaleźć dobry kosmetyk nawilżający w formie maski. Przynajmniej ja miałam z tym problem do czasu, kiedy nie odkryłam maski-kompresu nawilżająco-odprężającego na twarz i pod oczy z Tołpy. Maskę z serii dermo face, hydrativ miałam już jakiś czas temu i ilość zdjęć jest żenująca, ale chciałabym Wam coś o tej masce powiedzieć właśnie teraz, kiedy skóra powoli przestawia się na niższe temperatury i często reguje na to przesuszeniem. Zapraszam na post :)


Głównym zadaniem maski jest zatrzymanie wody w organizmie - zbawienne dla skóry odwodnionej. Kosmetyk według producenta tworzy na skórze delikatny kompres, który silnie nawilża oraz łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Przywraca uczucie komfortu, eliminuje oznaki stresu i zmęczenia. Regeneruje mikrouszkodzenia i wspomaga odbudowę bariery ochronnej. Wygładza i uelastycznia skórę. Dobroczynnymi składnikami są tutaj: torf, kompleks kiełków pszennicy, droższe i hialuronian sodu, nawilżający kompleks naturalnych węglowodanów, fucogel, olej macadamia, olej jojoba, masło shea. Brzmi nieźle, prawda? Dodając do tego brak sztucznych barwników, PEG-ów, silikonów, oleju parafinowego, parabenów i donorów formaldehydu, maska wydaje się być kosmetykiem idealnym :) Ale czy naprawdę tak jest? TAK! 

Maska nałożona na skórę daje cudowne uczucie odprężenia, ściągnięcie skóry ustępuje, a uczucie ulgi jest naprawdę błogie - jeśli miałyście maski hydrożelowe, ta maska mimo swojej kremowej konsystencji daje podobne wrażenie. Nakłada się bezproblemowo, nie spływa z twarzy, całkiem nieźle jak na swoją konsystencję zmywa. Jedynym minusem może być zapach maski, który jest trochę kremowy, trochę błotnisty. Po zmyciu skóra jest miękka, delikatna i gładka - znikają wszystkie suche skórki. Podam Wam przykład, który najbardziej przekonał mnie do tej maski. Mam ostatnio spory problem z przesuszoną okolicą oczu i krem nie daje sobie z tym rady. Nakładając maskę pod oczy i na powieki nie spodziewałam sie cudów, ale efekty pozytywnie mnie zaskoczyły :) Zniknęły wszystkie objawy podrażnienia i suchości. I najważniejsze - efekt ten nie jest chwilowy, utrzymywał się kilka kolejnych dni (oczywiście w tym czasie zwyczajnie pielęgnowałam skórę). Myślę, że używanie maski raz czy dwa razy w tygodniu byłoby idealnym sposobem na przywrócenie równowagi skórze odwodnionej :) 

skład dla ciekawskich:

Ja z pewnością do tej maski jeszcze wrócę, bo szkoda czasu na szukanie innych nawilżaczy :) Za cenę ok. 7zł dostajemy dwie porządne porcje maseczki. Nie jest to może najniższa cena, ale za taką jakość i działanie jestem w stanie tyle zapłacić. 

Miałyście okazję jej używać? A może macie swojego maseczkowego ulubieńca?

pozdrawiam, A





Naoglądałam się chciejlist na Waszych blogach i w końcu zrobiłam swoją :) Kosmetyczne ochoty staram się ostatnio trzymać na wodzy, ale coś tam się znalazło, co siedzi w głowie od krótszego lub dłuższego czasu. Z pewnością kosmetyki te są Wam dobrze znane, ale postaram się po krótce napisać, co mnie w nich kusi. 
Zapraszam na post!



Cała kolorowa ósemka przed nami, więc pozostaje zacząć z przytupem :) Jeśli wydaje się Wam, że balsam do ust Nuxe Reve de Miel wyskoczy zaraz z szafy - macie rację. Po cichu na to czekam, a wtedy buch do kosmetyczki! Cena waha się od 30 do 40zł, więc same rozumiecie. Drugim, bardziej kosztownym wydatkiem z mojej listy jest serum z witaminą C Auriga. Czytałam już o nim dużo i ochota rośnie z każdą kolejną opinią. Zimą przyda mi się taka porządna dawka witamin (ok. 70-80zł za 15ml). Właśnie uświadomiłam sobie, że bardzo u mnie twarzowo :) Dlatego kolejnym chciejstwem jest krem pod oczy Tołpa z białym hibiskusem (ok. 40zł). Miałam już lżejszą wersję z amarantusem, ale coraz bardziej przeszkadzają mi zmarszki wokół oczu, więc czas się wspomóc. 

Nie samą pielęgnacją człowiek żyje, więc i makijażowo kilka rzeczy mi się śni po nocach. Jedną z nich jest podkład Revlon Nearly Naked (45zł). Nie jest typowo przystosowany do potrzeb mojej skóry, ale naczytałam się tyle sprzecznych recenzji, że czas spróbować na sobie :) W razie porażki w kwestii matu przyda się puder bambusowy Paese (cena ok. 30zł). Ostatnim kolorowych chciejstwem jest lakier w kolorze fishnet stockings od Essie. Piękny, jesienny, klasyczny kolor. Nie kupujcie, bo dla mnie zabraknie! :D 

Na koniec dwa akcesoria. Pierwszym jest kompaktowa wersja szczotki Tangle Teezer, która jest idealnym rozwiązaniem na wyjazdy. Klasyczna wersja może wtedy bezpiecznie zostać w domu. Jako, że powoli staram się zapełnić cieniami moją inglotową paletkę-szóstkę, przyda mi się pędzelek do blendowania - Hakuro H79 wydaje się być w sam raz :)

I to by było na tyle. Pewnie znalałoby się jeszcze kilka... kilkanaście rzeczy, ale staram się patrzeć realnie na swoje potrzeby i ochoty. Czasami zostawiam zdrowy rozsądek w domu i na zakupach zapominam o wszystkich założeniach :P Ale słabości ma przecież każdy! 

Co znajduje się na Waszych listach? Znacie powyższe kosmetyki? :)

pozdrawiam, A


Technologia Blogger.