Są takie kolory, które możemy nosić bez przerwy i zupełnie nam się nie nudzą :) Patrzę na swoja paznokcie - trzeci już raz z rzędu pomalowane tym lakierem i myślę, że chyba się starzeje. Chociaż z berries and cream od Rimmel to nie byłoby takie złe! To mój pierwszy lakier z serii 60 seconds super shine i trafił do mnie jako typowe chciejstwo podczas promocji w Rossmannie. Nie żałuje zakupu i zapraszam na post. 




Berries and cream to dla mnie ciemna, głęboka czerwień podbita jagodą, o wykończeniu ciężkim do określenia - nie jest to ani typowy krem, ani żelek. Coś pomiędzy, co na paznokciach przy dwóch warstwach daje pełne krycie i niezły błysk, chociaż wolę dodać top Sally Hansen Insta Dri. Bez niego trwałość na moich paznokciach jest mocno przeciętna, zdarte końcówki pojawiają się drugiego dnia. Kolor piękny, jesienny i bardzo przyjazny w noszeniu - nie jest zbyt 'wyjściowy', więc i do jeansów prezentuje się właściwie. 

Pędzelek to typowa łopatka, zakończona okrągło, którą dobrze manewruje się przy skórkach. Uważać musicie jedynie na dość rzadką konsystencję lakieru - pierwsze malowanie skończyło się małym rozlewem... lakieru :) Wszystko na szczęście jest do opanowania. 

Ja jestem nim oczarowana! :) Gdybym miała ustawić go w kolorystycznym rzędzie, zająłby miejsce między Essie fishnet stocking i Essie bordeaux. Całej trójki chętnie używam, ale to Rimmel utrzymuje pozycję lidera w ostatnich tygodniach :)


Miałyście okazję używać innych lakierów z serii 60 seconds?
Jak oceniacie ich trwałość?

pozdrawiam
Adrianna 





Dziś będzie krótko i na temat o klasycznym białym lakierze Golden Rose z serii Color Expert o numerze 02. Przed nami sezon na świąteczne zdobienia, w których biel z pewnością będzie brała udział, a ja biel od Golden Rose serdecznie polecam! Color Expert to moja ulubiona seria i tak jak pozostałe kolory - 35, 47 i 50, 76, tak powyższa buteleczka (a w sumie jej zawartość) mnie nie zawiodła. Zapraszam na post :).




Cała prawda o 02:
- dwie wartswy; pierwsza cieńsza i druga grubsza, z bazą w postaci wygładzającej płytkę paznokcia odżywki Golden Rose Smoothing Base oraz topem Insta Dri od Sally Hansen
- wygodny szeroki pędzelek, zakończony zaokrągloną łopatką
- konsystencja bezproblemowa, roprowadza się dobrze i nie zalewa skórek
- kolor; czysta biel, bez wyraźnych ciepłych czy zimnych tonów
- trwałość ciężka do określenia, moje paznokcie nie są na tym polu wymagające i zazwyczaj zmywam lakier z powodu odrostu
- cena: 5,90zł na stronie producenta


Jak widzicie lakier jest naprawdę godny wypróbowania. Czy znalazłam w nim jakieś wady? Żadnych, no może poza stacjonarną dostępnością w moim mieście :). Dlatego jeśli szukacie białego lakieru i lubicie serię Color Expert, serdecznie polecam!


pozdrawiam
Adrianna






Już jakiś czas szukałam lakieru, który nie byłby ani oczywistym złotkiem, ani bijącym po oczach srebrem. I znalazłam, w idealnym momencie! Lakier Astor z serii Quick&Shine w kolorze hot 502 hot chocolate season udało mi się kupić w aktualnej promocji drogerii Rossmann z rabatem 49%. Standardowo te lakiery kosztują około 12zł i nie wiem czy byłabym skłonna tyle zapłacić.




Essie to moja ulubiona marka lakierów do paznokci i szczerze mówiąc rzadko kusi mnie zakup kolorowej buteleczki w drogerii. Ale Astor kusił skutecznie na kilku blogach, więc zakup uważam za przemyślany. Pierwsze, co zaskoczyło mnie w tym lakierze to wygodny pędzelek, ścięty owalnie i precyzyjny, dzięki czemu dobrze malowało mi się nim przy skórkach. A samo malowanie byłoby dziecinnie proste, gdyby nie konsystencja. Lakier jest niby rzadki, a jednak potrafi się mazać i szybko zastygać na płytce, co powoduje zdzieranie właśnie rozprowadzanej warstwy kolejnymi ruchami pędzelka, więc nie warto się grzebać. Zdaję sobie sprawę, że jest to specyfika wykończenia z którym nie mam na co dzień do czynienia, więc i do malowania musiałam się przyzwyczaić. Ale efekt może wynagrodzić te małe niedogodności ;)




Na paznokciach widzicie dwie warstwy lakieru Astor na bazie Golden Rose Smoothing Base, które pokryłam moim ulubionym topem Insta Dri od Sally Hansen. Producent zapewnia 45-sekundowe schnięcie, ale włożyłabym to między bajki. Po kilku minutach od malowania lakier nadal był gumowy. Z resztą top przepięknie nabłyszczył i wygładził lakier, od czego jestem krótko mówiąc uzależniona. 

W kwestii koloru ciężko mi go jednoznacznie określić czy jest to złoto, czy srebro. W świetle sztucznym wygląda równie pięknie jak w dziennym, co pokazywałam Wam już na instagramie. Lakier Astor to płynny błysk, który wygląda z jednej strony bardzo 'świątecznie' i wyjściowo, a z drugiej nie rzuca się nachalnie w oczy. Mam wielką ochotę połączyć go z bielą i szarością. Nazwa producenta jest więc jak najbardziej na miejscu, bo lakier od razu kojarzy mi się z świątecznym czasem i gorącą czekoladą :)




Przyznaję, że zaraz po pomalowaniu nie byłam przekonana do tego efektu, bo wydawał mi się być zbyt błyszczący i taki... niecodzienny, imprezowy. Ale za dnia wygląda naprawdę ładnie i delikatnie :) Będzie również niezłym kolorem akcentowym przy mniej szalonych odcieniach. Mam zamiar z nim trochę pokombinować i na pewno podzielę się z Wami efektem. 

Spodobał Wam się ten pomysł na jesienną, gorącą czekoladę? 

pozdrawiam
Adrianna 




Nie czekałam długo aby zrealizować pierwszy punkt z mojej jesiennej chciejlisty zakupowej :) Z pomocą przyszła mi promocja w Superpharm, w której lakier Essie w kolorze bordeaux kupiłam (a właściwie został mi kupiony - dziękuję N! :* ) za 25zł zamiast 35zł. Okazja może nie oszałamiająca, ale dobra. I tak trafił do mnie bardzo wyczekiwany, przeoglądany na wszystkie strony, idealny odcień na jesień i zimę. 

Tak, zakochałam się od pierwszego użycia w kolorze! Piękne, głębokie wino, które w zależności od światła jest albo bardziej czerwone, albo brązowe. W konsystencji gustuję już nieco mniej, bo jest to lakier żelkowy i bez trzech warstw ciężko uzyskać krycie. Gdzieniegdzie dalej widoczne są smugi, ale... Jest piękny, prawda? :) 

Malowanie oczywiście bezproblemowe, pędzelek dobrze przycięty. Konsystencja dość rzadka, ale nie rozlewa się jakoś specjalnie po skórkach i szybko wysycha. Dla niecierliwców i fanów wysokiego połysku - do których się zaliczam - polecam top Insta Dri od Sally Hansen. Całość składa się na piękny mani, który będę nosić bardzo, bardzo, baaardzoooo często! 




Lakier w najmniejszym stopniu mnie nie rozczarował i bardzo cieszę się z tego zakupu :) Nie wiem co będzie z planami kostki jesiennej, ale chyba zeszła na bardzo daleki plan. Bordeaux mnie w sobie rozkochał! :)

Pamiętajcie, że różnice w odbiorze koloru są czasami duże i zależne od wielu czynników: światła, aparatu, monitora. Warto więc 'googlować', do czego serdecznie Was przed zakupem zachęcam. 


pozdrawiam
Adrianna 




Na moich mocno nudnych ostatnio paznokciach pojawiło się trochę koloru! A to wszystko dzięki wygranej w rozdaniu na blogu Charlotte's Wonderland. Przyleciały do mnie dwa lakiery Essie z letniej kolekcji 2003 roku, czyli kobalt bouncer, it's me oraz fiolet dj play that song. Zapraszam na lakierowy post!




Wiedziałam, że nie będą to najprostsze w obsłudze lakiery, ale czego się nie robi dla takiej dawki koloru? :) Na paznokciach mam aż 6 warstw z topem Sally Hansen Insta Dri włącznie i cieszę się, że top podołał! Odżywka wygładzająca Golden Rose, dwie warstwy białego lakieru Golden Rose Color Expert nr 02 (niedługo go Wam przedstawie, bo jest naprawdę niezły) i dwie warstwy lakieru Essie. 

Myślę, że sprawniejsza od mojej ręka poradziłaby sobie lepiej, ale i tak jest nieźle moim skromnym zdaniem. Kolor prezentuje się świetnie i muszę Was uprzedzić, że aparat i tak zjadł nieco intensywność - szczególnie bouncer'a, który w słońcu prawie razi w oczy. Dj jest pięknym fioletem w totalnie letniej, magentowej nieco odsłonie - wiem, nie potrafię opisywać kolorów, ale się staram :P

Ten zestaw idealnie wpisuje się w letni klimat. Przyciąga wzrok, jest niesamowicie energetyczny i noszę go na paznokciach z wielką przyjemnością. Lubicie takie połączenia kolorów? Mi podoba się bardzo i jestem skłonna porzucić moje nudne lakiery na jakiś czas. 




Technicznie chyba ciężko wypowiedzieć się o całości, bo składa się z tylu punktów, że nie wróżyłam tygodniowego noszenia. Myślę, że trzy dni to maks, ponieważ top po kilkunastu godzinach nieco ściągnął lakier Essie, odsłaniając białe końcówki... Mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza, ale im dalej w las, tym jest to bardziej widoczne, Jeśli chodzi o inne uszkodzenia, to naprawdę pancerny pazur! :D


pozdrawiam
Adrianna 





Są takie kolory, których na paznokciach nosić za bardzo nie potrafię. Powoli przekonuję się do różu, ale odpuściłam bardziej jaskrawą czerwień (chociaż na początku czułam się z nią świetnie). O ile błękit jeszcze zniosę, tak z żółtymi odcieniami mam problem. Podobnie jest też z pomarańczą, na którą trafiłam w specjalnej edycji pudełka JOYbox (w tym poście zakupowym zobaczyć możecie zawartość). No ale wpadła, więc spróbować trzeba - a nóż to właśnie TEN kolor?




Nie będę Was trzymać w niepewności - nie ten. Na paznokciach w zależności od światła jest raz bardziej przykurzoną pomarańczką, raz odblaskową - szczególnie w słońcu. Płaski, równo ścięty pędzelek ładnie rozprowadza lakier przy skórkach i technicznie jest naprawdę w porządku. Chociaż pierwsza warstwa trochę się marze, druga wszystko wyrównuje. Trwałość lakieru nie była jakoś szczególnie powalająca, a na pewno nie dorównywała Essie - pierwszy raz od bardzo długiego czasu na moich paznokciach pojawił się odprysk, chociaż standardowo używałam jako bazy odżywki wygładzającej płytkę paznokcia Golden Rose oraz topy Sally hansen Insta Dri. Chyba moje paznokcie nie do końca się z marką Eclair polubiły, bo z innymi takich problemów nie mam. No i pozostaje jeszcze jednak kwestia - smród. Jeśli malujecie paznokcie z głową nisko pochyloną nad paznokciami, polecam szeroko otworzyć okno... 


Miałyście okazję używać tych lakierów? 
Jaki kolor trafił do Waszego JOYboxa?

pozdrawiam
Adrianna



Znowu lakierrrry! Musicie mi wybaczyć, ale na inne posty nie mam chwilowo wystarczająco otwartego umysłu. Dziś chciałam Wam przybliżyć dwa lakiery z bardzo udanej serii Golden Rose, czyli Color Expert nr 47 i 50. Kosmetyki Golden Rose dostaniecie w sklepie internetowym producenta i oczywiście na stoiskach firmowych. Lakierowo najbardziej do gustu przypadła mi powyższa seria, z której mam jeszcze trzy kolory: klasyczną czerń nr 60, piękną jesienną czerwień nr 35 oraz nudziaka nr 76. Dziś przed Wami bardzo wiosenne kolory, czyli błękit i mięta. Zapraszam!




Serię Color Expert charakteryzuje przede wszystkim szeroki pędzelek, niezła konsystencja i do tego niecałe 6zł za sztukę - idealne połączenie jakości i niewygórowanej ceny. Do tego wśród ponad 100 kolorów każdy znajdzie coś dla siebie :) Ja znalazłam bardzo ładny odcień żywego błękitu i mięty. Bardzo często maluję dłonie na różne kolory, a powyższe lakiery nadają się do tego idealnie!




Kolor 47 to niebieski krem, który niestety przy bladych dłoniach wyciąga zasinienie i dlatego nie do końca się z nim lubię. Sam w sobie bardzo mi się podoba, ale nie na moich paznokciach. Kolor letniego, bezchmurnego nieba nie jest dla mnie. Krycie ma bardzo dobre, po dwóch warstwach nie ma się do czego przyczepić. Ładnie błyszczy, ale u mnie zawsze na lakierze ląduje top Sally Hansen Insta Dri. Trwałość zależy od tylu czynników, że ciężko o niej mówić, ale ja zazwyczaj paznokcie zmywam kiedy przeszkadza mi odrost, a nie odpryski czy starte końcówki :)




Kolor 50 to ciepła mięta z lekkim, perłowym blaskiem w buteleczce. Nie jest to zupełnie widoczne na paznokciach, ale konsystencja lakieru jest już mniej przyjazna. Przy dwóch warstwach wychodzą często prześwity i konieczne jest wyrównanie płytki paznokcia bazą czy polerką (ale przy pastelach to raczej oczywiste). Chociaż na zdjęciach wypada na dość zimny, w rzeczywistości więcej w nim zieleni niż niebieskości. Ja już swoją miętę znalazłam i jest nią Essie blossom dandy, ale jeśli szukacie czegoś odrobinę bardziej zielonego - Golden Rose będzie w sam raz :)


Golden Rose trafia kolorystycznie w Wasze gusta? 

pozdrawiam
Adrianna








Po wiosennej kosteczce lakierów Essie przyszedł czas na nieco inny odcień :) Bardzo klasyczny, bardzo znany, bardzo piękny. Sand tropez to piękny, elegancki nudziak w beżowym odcieniu. Kawa z mlekiem, piasek na plaży? Zapraszam na post!




Sand tropez to piękny odcień nude, który idealnie sprawdzi się w bardziej i mniej oficjalnej stylizacji. Mam wrażenie, że pasuje równie dobrze do biura, jak i na imprezę :) Uwielbiam nosić go na swoich paznokciach! Dwie średnie warstwy dają już porządne krycie, czasami widać nierówność płytki (pamiętajcie jednak, że moja jest wyjątkowo bogata w prążki). Lakier trzyma się świetnie, dobrze nakłada i jest bezproblemowy. Muszę jeszcze bardziej Was zachęcać? Lakiery Essie dostępne są w drogeriach SuperPharm w cenie ok. 36zł, więc warto czekać na promocje :) Znajdziecie je również w Hebe i oczywiście w sieci.


Uwielbiam lakiery Essie, a Wy? 


pozdrawiam
Adrianna 



Przyszedł czas na ostatni lakier z tegorocznej, wiosennej kolekcji Essie o bardzo udanej nazwie Flowerista. Chciałabym również krótko podsumować całą kolekcję, która - jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości - bardzo mi się spodobała :) Za nami już mięta, szarość i nudziakowa brzoskwinka, więc czas najwyższy na prawdziwą dawkę koloru! 




Flowerista to głęboki, piękny fiolet z lekką nutą fuksji. Krycie ma idealne, ale zdziwiła mnie trochę jego gęstość, która wymusiła dwie warstwy do równomiernego pokrycia płytki. Może to wina moich niskich umiejętności w malowaniu lub cienkiego pędzelka przy tak kremowej emalii, bo trochę się z tym kolorem gimnastykowałam. Ale przecież o efekt tu chodzi! A efekt jest bardzo, bardzo zachęcający. Na paznokciach - jak już pewnie dobrze wiecie - mam bazę wygładzającą z Golden Rose, dwie warstwy lakieru Essie i top Insta Dri od Sally Hansen. Nie jest to może mega oryginalny odcień, ale bardzo dobrze czuję się z nim na paznokciach i własnie takiej wiosenno-letniej odsłony fioletu szukałam :) Jeśli i Wam się spodobał, mam nadzieję, że dacie mi o tym znać w komentarzach. 


A tak dla przypomnienia wygląda pozostała trójka:









Podsumowując - wiosenny set lakierów Essie to kolory, których z przyjemnością będę używać w najbliższym czasie. Moim ulubieńcem została cudowna mięta blossom dandy, z którą nie mogę się rozstać :) Jeśli szukacie zestawu kolorów, które idealnie wpisują się w pogodę za oknem i lżejsze stylizacje - serdecznie polecam Wam zakup Floweristy. 




Znalazłyście już swojego ulubieńca pośród powyższej czwórki?

pozdrawiam
Adrianna 






Jeśli czekałyście na najdelikatniejszy lakier z wiosennej kolekcji Flowerista Essie, perennial chic jest dla Was :) Piękny, kremowy nudziak z dużą dawką brzoskwiniowego odcienia wygląda na paznokciach bardzo dziewczęco i delikatnie. Nie jest jednak bez wad, ponieważ jego średnie krycie wymaga nieco uwagi przy malowaniu i dwóch dość grubych warstw. Ale efekt końcowy jest naprawdę warty zachodu :) Na paznokciach standardowo mam warstwę odżywki wygładzającej Golden Rose, dwie warstwy lakieru Essie i top Insta Dri od Sally Hansen. Zastanawiam się z czym połączyć ten kolor i przed oczami mam biel i złoto. A co Wy o tym myślicie? 




Poszczególne kolory to: 

- przepiękna, kremowa szarość petal pushers
- delikatny nudziak z brzoskwiniową nutą perennial chic
- mięta, której tak długo szukałam blossom dandy
- mocny, głęboki fiolet flowerista


Kto czeka na jutrzejszy fiolet? Łapki w górę!

pozdrawiam
Adrianna 






Drugim w kolejności lakierem z wiosennej kolekcji Essie Flowerista jest szarak petal pushers. Słoniowata szarość z niebieską nutą na żywo jest nieco ciemniejsza, ale jak wiecie dobrze - wszystko zależy od ustawień monitora. Lakier bardzo dobrze rozprowadza się na płytce paznokcia, jest dość gęsty i dlatego jego krycie jest naprawdę świetne. Na paznokciach mam standardowo odżywkę wygładzającą Golden Rose, dwie warstwy lakieru Essie i top Sally Hansen Insta Dri. Efekt końcówy jest dla mnie idealny. Nie ze wszystkimi szarościami na paznokciach się lubię, ale petal pushers bardzo mi odpowiada. Może nie jest to typowo wiosenny lakier, ale do poniższej czwórki bardzo pasuje. Mam nadzieję, że miłośniczek szarości nie zawiedzie :)





Poszczególne kolory to: 

- przepiękna, kremowa szarość petal pushers
- delikatny nudziak z brzoskwiniową nutą perennial chic
- mięta, której tak długo szukałam blossom dandy
- mocny, głęboki fiolet flowerista


A jak podoba się Wam wiosenna odsłona szarości?

pozdrawiam
Adrianna





Wiosna to taki czas, kiedy kolory na paznokciach nieco się zmieniają :) Ja już swoje propozycje wiosenne pokazywałam Wam w tym poście, ale widząc kolekcję Flowerista marki Essie wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę! Czekałam, czekałam aż set miniatur pojawił się w sklepie Mani (link bezpośredni do zestawu i sklepu). Zobaczyłam, kliknęłam i mam. Cieszę się strasznie, bo to naprawdę trafiona czwóreczka, w której 'oblatam' nie tylko wiosnę, ale i lato. Zapraszam na post!




Poszczególne kolory to: 

- przepiękna, kremowa szarość petal pushers
- delikatny nudziak z brzoskwiniową nutą perennial chic
- mięta, której tak długo szukałam blossom dandy
- mocny, głęboki fiolet flowerista


Dziś pokażę Wam bliżej kolor, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i mogę wpisać go na listę swoich ulubieńców :) Do koloru miętowego na paznokciach podchodziłam już kilka razy i zawsze to nie było do końca to. Albo za ciepłe, albo zbyt rozbielone, albo za zielone, albo za niebieskie. Zastanawiałam się nad zakupem innego lakieru Essie, czyli klasyka mint candy apple, ale już nie muszę szukać, bo blossom dandy to wszystko, czego szukałam. Zobaczcie sami. 




To co najważniejsze przy tak rozbielonych kolorach, czyli krycie. Na paznokciach mam warstwę odżywki wygładzającej Golden Rose i dwie warstwy lakieru Essie pokryte topem Sally Hansen Insta Dri. Lakier nakłada się równo, nie ma prześwitów czy niedociągnięć. Konsystencja nie jest ani za gęsta, ani za rzadka - nie ma problemu z zalewaniem skórek czy ciężkim rozprowadzaniem emalii na płytce paznokcia. Technicznie nie mam lakierowi nic do zarzucenia. Kolor blossom dandy to dość zimna mięta, ze sporą dawką niebieskości - idealna moim zdaniem. Patrzę na swoje paznokci i podoba mi się coraz bardziej, jeśli to w ogóle możliwe. A Wam jak się podoba? 




Set lakierów kosztuje aktualnie na stronie maani.pl 43,90zł (cena regularna 45,90zł + koszt przesyłki). Myślę, że to dobra inwestycja w Wasze wiosenne stylizacje :) 

Który lakier chcecie zobaczyć jutro?

pozdrawiam
Adrianna 



No i mamy arbuza. Długo się nie mogłam przekonać do tego koloru, ale mam wrażenie, że to odcień lekko uzależniający. Miałam go na paznokciach po raz trzeci i... lubimy się coraz bardziej! Jeśli jesteście ciekawe, jak prezentuje się u mnie - tak, mam świadomość, że był już pewnie wszędzie - zapraszam na post :)



Jeśli lubicie paznokcie, które z pewnością zwrócą uwagę - watermelon od Essie jest dla Was. Kolor, chociaż różowy, jest dość nieoczywisty. Z jednej strony kremowy, z drugiej cudownie soczysty i energetyczny. Nie jestem fanką tych szerokich pędzelków i  przy skórkach widać to dokładnie, ale sam w sobie lakier ma przyjazną malującym konsystencję. Jest gęsty, ale nie gumowy i dobrze rozporowadza się na płytce. Jeśli macie wprawę, jedna warstwa wystarczy - u mnie są dwie plus top Sally Hansen Insta Dri (a w zasadzie jego ostatnie tchnienia). Lakier trzyma się dobrze, ale weźcie pod uwagę, że ja generalnie nie mam problemów z odpryskami czy szybkim ścieraniem się lakierów. Cena Essie nie jest najniższa, bo dochodzi do 36zł, więc polecam szukać okazji w sieci. Swoją buteleczkę mam dzięki odcieniom nude (jeśli nie znacie, polecam nadrobić zaległości) i pewnie za jakiś czas pokażę Wam drugi, mniej szalony odcień, który udało mi się wygrać :)




Watermelon nie tylko ożywi Waszą stylizacje, ale poprawi nastrój :) Myślicie podobnie?

pozdrawiam
Adrianna






Dziś będzie przyjemny post z serii - mało czytania, dużo oglądania :) Mowa oczywiście o lakierach do paznokci, które z mojej lakierowej gromadki najlepiej wpisują się w kolorystykę i nastroje wiosenne. Nie zawsze trafiają w mój nastrój, chociaż mani jakie udało mi się nimi zmalować naprawdę przypadło mi do gustu więc... może tym razem bez żalu zostawię ciemne, jesienno-zimowe lakiery. Ale do rzeczy! Moją skromną czwóreczkę reprezentują pastele, w większości z serii Color Expert marki Golden Rose. Jednym małym wyjątkiem jest fiolet od Colour Alike. Zapraszam na post i kilka słów o tych lakierach. 


od lewej: Golden Rose Color Expert numer 76, 47, 50 i Q by Colour Alike nr 115 


Zacznę może od lakieru, który niedawno pokazywałam Wam na blogu. Nudziak o numerze 76 z miejsca zdobył Waszą sympatię i wcale mnie to nie dziwi :) Jeśli jesteście ciekawe, jak prezentuje się w pełnej krasie - zapraszam tutaj. Ja na pewno będę po niego sięgać często!

Kolejnym lakierem Golden Rose jest błękitny odcień nr 47. Solo nie do końca mnie przekonał i jakoś ciężko mi się go nosi, za to genialnie wygląda z białymi kropeczkami, co mogłyście już zobaczyć na blogu w poście ubiegłorocznym z mani na Dzień Dziecka.

W temacie mięty nadal czuję pewien niedosyt. Niby znalazłam już TEN odcień idealny, a jednak ciągle nie potrafię go oswoić. Dlatego 50, chociaż piękna, jest takim małym złośliwcem. Raz pokryje paznokcie idealnie, raz uwidoczni każdą nierówność i prześwit... No nic, cała wiosna przede mną na rozpracowanie tego gagatka :)

Lakierem, który chyba nie jest już dostępny w ofercie Colour Alike jest fioletowa krowa o numerze 115 z serii Q. Lakier nie jest ani młody, ani świeży, ale jakoś ciężko mi się z nim rozstać. Widziałam, że Golden Rose ma podobny odcień w swojej ofercie, więc pewnie za niedługo go wymienię, ale póki co - cieszy moje oko z warstwą przyspieszającego wysychanie topu :) 

Lakiery na paznokciach (w mało szalonym zdobieniu) prezentują się tak:






Jak widzicie nie ma tu nic skomplikowanego, ale połączenie kolorów i kropeczki naprawdę mi się spodobały. Chętnie jeszcze wrócę do tego mani.
A jakie kolory goszczą wiosną na Waszych paznokciach? :)

pozdrawiam
Adrianna 







Do mojej niewielkiej rodzinki lakierów Golden Rose z serii Color Expert (czarnej 60 jeszcze nie miałam okazji używać, ale pokazywałam niedawno numer 35, a przelotem na blogu pojawiły się numery 47 i 50... postaram się to nadrobić i wrzucić na bloga swatche) dołączył niedawno nr 76. Piękny nudziak, który od razu wpadł mi w oko na stoisku marki :) Przyznaję bez bicia, że wcześniej nie doceniałam takich kolorów, ale poniższej buteleczce oprzeć się nie mogę. Zapraszam na post!


Odcieni lakierów nude jest naprawdę cała masa, a 76 jest według mnie kolorem bardzo plastycznym. W słońcu jest mlecznym, pudrowym różem - w cieniu bliżej mu do cappuccino z ciepłą nutą. No i nie zapominajmy o odcieniu naszej skóry, który jest równie ważny :) Jeśli lubicie takie nudne pazury, zachęcam do spróbowania.


Technicznie lakier jest świetny. Kiedy widzę takie odcienie myślę tylko o tym, czy wystarczy jedna filiżanka melisy przez malowaniem, czy od razu zaparzyć dwie. Jeśli macie podobnie - zostawcie ziółka na inną okazję, bo lakier nie sprawia żadnego problemu. Na paznokciach mam dwie wartwy nałożone na odżywkę (Delia z ceramidami) pokryte topem Sally Hansen Ista Dri. Taki zestaw pozwolił mi cieszyć się mani do momentu, w którym odrost był nie do zniesienia :) Końcówki były po ok. 5 dniach lekko starte, ale przy takim odcieniu jest to prawie niewidoczne. Chociaż nie jestem wielką fanką pędzelków tej serii (przy kolejnym lakierze postaram się Wam je w końcu pokazać), malowanie przy skórkach jest wygodne. Już nie chwalę więcej, wystarczy! 


Jak tak dłużej pójdzie, będę mogła robić przegląd nudziaków w swojej lakierowej kolekcji :) 
Nie wiem czy to pytanie nie skończy się dla mojego portfela źle, ale jakie kolory z tej serii Golden Rose polecacie? :)

pozdrawiam
Adrianna



W końcu, po wielu latach niepokoju, uśpiłam swojego wewnętrznego potwora lakierowego. Teraz mogę już bez większych oporów wchodzić do drogerii, a nawet przeglądać lakierowe blogi bez późniejszego ślęczenia na stronach internetowych, celem ich zakupienia. Nieźle, prawda? :P Mam jednak pewne chciejstwa, które ciągle chodzą mi po głowie i jednym z takich chciejstw jest lakier Essie w kolorze bordeaux. Wydaje mi się, że całkiem przypadkiem znalazłam jego niezły zastępnik - przynajmniej na jakiś czas... Póki nie przypomni mi się, że żyć bez Essie nie mogę - Golden Rose z serii Color Expert o numerze 35 będę nosić na paznokciach z wielką przyjemnością. Zapraszam na post!


Na lakier trafiłam szukając odpowiednika Essie w kolorze fishnet stockings (na zdjęciach to ten jaśniejszy odcień czerwieni). Dałam się nabrać na dwie rzeczy - po pierwsze, wszystkim dobrze znane drogeryjne sztuczne światło, które potrafi niejednokrotnie wprowadzić nas w błąd. Drugą rzeczą był odcień lakieru Essie, który zmienia się w zależności od światła dość mocno. Paznokcie malowałam wieczorem i z efektu byłam bardzo zadowolona, więc dopiero nowy dzień pokazał mi różnice :) Jak widzicie na zdjęciach, Essie to piękna, lekko malinowa czerwień w nieco ciemniejszej odsłonie, zaś lakierowi Golden Rose bliżej jest do bordo. 


Z kwestii technicznych lakier Golden Rose kryje idealnie już przy dwóch warstwach, dość szybko wysycha i ma gęstszą od Essie konsystencję. Jeśli jesteście miłośniczkami łopatkowych, zaokrąglonych pędzelków, to malowanie będzie samą przyjemnością. Ja nie do końca, ale nie narzekam jakoś szczególnie. Jak zwykle użyłam topu Sally Hansen Insta Dri, więc ciężko mi się wypowiedzieć na temat trwałości czy połysku, ale z końcówek lakier ściera się w dość przyzwoitym tempie. Jestem z niego naprawdę zadowolona. A jak Wam się podoba?



Posiadaczki Essie - jest chociaż ciapkę podobny do bordeaux? :)

pozdrawiam, A



Gdybym była uwodzicielskim wampirem, codziennie nosiłabym ten lakier na paznokciach :D Niestety patrząc w lustro widzę raczej niegroźnego pączka, który od czasu do czasu lubi nosić fajny pazur. Dlatego Orly w kolorze Smolder jest dla mnie lakierem, w którym czuję się dość wyjątkowo. A Wy, macie taki lakier?


Smolder to ciemna, burgundowa czerwień z drobinkami zatopionymi w ciemniejszej bazie, które pięknie wzbogacają efekt na paznokciach :) Można malować jedną warstwą, ale to druga dodaje lakierowi prawdziwej mocy i głębi, której nie widziałam w żadnym innym lakierze. Długo szukałam takiego własnie odcienia i w przeciągu dwóch lat przez moje lakierowego pudełko przewinęło się ok. 20 buteleczek. Z czasem została jedna, jedyna i nie żałuję. Orly wygląda cudownie zarówno na co dzień, jak i na większe wyjścia. Nie jest to według mnie kolor letni, raczej jesienno-zimowy, ale do odważnych świat należy! Nakłada się dobrze, nie rozlewa po skórkach, nie odbarwia ich przy zmywaniu. Pięknie błyszczy zarówno z topem, jak i samodzielnie. Świetnie wygląda ze złotymi i srebrnymi dodatkami w świątecznych stylizacjach, na które serdecznie go Wam polecam :)

Lubicie takie winne odcienie czerwieni? Podzielcie się swoim ulubieńcem.

pozdrawiam, A



Tak jak w tytule posta. Szukam następcy tego cudaka...


I nie chodzi tu wcale o to, że mi się znudził. Zwyczajnie, ten lakier jest już baaaardzo stary. Kupiłam go jakieś 3 lata temu, a był to zakup z drugiej ręki. Biorąc pod uwagę, że pochodzi z limitowanej serii Retro Diva z roku 2009, ma prawo odmawiać posłuszeństwa. Ale same przyznajcie - czyż nie jest cudowny? Cudownie ciemny, głęboki fiolet, który daje na paznokciach taflę połysku dzięki wykończeniu typu shimmer (swój udział ma również Sally hansen Insta Dri, ale pod każdym topem zachowuje się podobnie). Uwielbiam nosić ten kolor szczególnie jesienią i zimą, Nakłada się idealnie, jeśli lubicie lakiery China Glaze - nie za rzadkie, nie za gęste, z dość długim, klasycznym pędzelkiem. O trwałości ciężko mi mówić, bo moje paznokcie nie kapryszą, nie odpryskują i wszelkie uszczerbki są mechaniczne. Nawet w tak zaawansowanym wieku lakier nie jest problematyczny - ma jedynie problem z całkowitym wyschnięciem i strasznie intensywnie śmierdzi. Widziałam, że podobny lakier ma w swojej ofercie Zoya (kolor Yasmeen), ale to dla mnie trochę za duży wydatek... Może znacie coś tańszego? Może jakiegoś Essiaka? Czekam na wszelkie podpowiedzi :)

Macie swoje ulubione lakiery, po których wykończeniu będziecie tęsknić? :)

pozdrawiam, A



Nie wiem co się stało, ale chyba mi się coś w głowie pomieszało. Jeszcze 2-3 lata temu mogłam o sobie powiedzieć śmiało - żadnemu lakierowi nie popuszczę, wszystkich potrzebuję! A teraz? Z początkowej liczby ok. 300 buteleczek zeszłam powoli do 30 sztuk... I sama jeszcze w to nie wierzę :) Czy mi z tym dobrze? Zaskakująco. Ale ciekawszym wydaje się być fakt, że w tej, powiedzmy trzydziestce, znajdują się lakiery które lubię, których używam z przyjemnością i które są (w większości) dobrej jakości. IDEALNIE. 

Z tego ociekającego słodyczą wstępu chciałabym płynnie przejść do tematu, który poruszyć miałam już jakiś czas temu, ale zebranie się zajęło mi trochę czasu. Mam jednak nadzieję, że moja jesienno-zimowa kolekcja lakierów jeszcze Wam się spodoba. Zapraszam.

Granat i fiolet.


Na samym początku musicie wiedzieć, że uwielbiam ciemne lakiery. W swoim pudełku zdecydowana większość buteleczek nie ma nic wspólnego z pastelami, podobnie z resztą jak powyższa dwójka. Granat Essie w kolorze school boy blazer to idealnie wyważona granica między czernią, a kolorem właściwym. Świetnie się nakłada, przy dwóch warstwach kryje idealnie, a efekt jaki zostawia na paznokciach możecie zobaczyć tutaj (ps. już zapomniałam jak to jest mieć tak długie paznokcie i oglądany obrazek wcale mi się nie podoba...). Poniżej granatu znajdziecie lakier, który niestety nie pojawił się na blogu i naprawię to w najbliższym czasie. Nie wiem jak to się stało, wybaczcie, kajam się. China Glaze w kolorze let's groove to przepiękny, głęboki, figlujący fiolet w bardzo jesiennym wydaniu. Dlaczego figlujący? Bo w zależności od światła daje się poznać raz z ciemniejszej, raz z jaśniejszej strony. Ta wielowymiarowość pociąga mnie przy każdym malowaniu. Niestety, lakier jest już dość stary i szukam godnego zastępcy. Macie jakieś typy?

Czerwień.


Szeroko rozumiana czerwień. W ciemniejszym wydaniu zdecydowanie wygrywa vampowy burgund Orly w kolorze smolder. Cudwony, głęboki i połyskujący milionem drobinek lakier, który wygląda na paznokciach jak milion dolarów. Milion, który pokażę Wam za jakiś czas, bo z niezrozumiałych zupełnie powodów jeszcze tu nie zagościł :) Dlatego więcej ochów i achów na jego temat przeczytacie za czas jakiś. 
Kolejny lakier już po bożemu pokazałam i jest to najmłodsze dziecko mojej lakierowej gromadki, które znajdziecie tutaj. Essie w kolorze fishnet stockings to jesienna, kremowa czerwień, której nie mogłam się oprzeć. Nie zawiodła mnie i z miejsca zapisała się na listę ulubieńców. 

Szarość, aż po czerń.


Jesienią szarość dopada nas z każdej strony - wygląda z szafy, wita za oknem, spogląda z buteleczek lakierów... Z moich spogląda w cieplejszym wydaniu pod postacią lakieru Ados nr 02 z serii Texture (tutaj w towarzystwie zieleni) oraz zimnego, drobinkowego Essie w kolorze cashmere bathrobe (i znowu długi pazur). Z szarością jest tak, że albo się ją lubi, albo nie, więc jeśli ją lubicie macie wielkie szczęście. Obecnie gama tego koloru jest tak szeroka, że z pewnością każdy w niej znajdzie coś dla siebie :) Wystarczy dobrze poszukać. Ja już znalazłam i taki zestaw w pełni mnie zadowala. 
Lakierem zamykającym stawkę jest oczywiście czerń. Kolor według mnie idealny w każdym wymiarze - cudowny, łączący w sobie wszystko. Orly black out ustąpi już niedługo miejsca Essie w kolorze licorice, ale póki jeszcze jest czym malować - maluję z wielką przyjemnością (m.in. tutaj).

Tymi kolorami maluję paznokcie chętnie, ale nie czuję się w żaden sposób ograniczona. Jeśli w środku zimy pojawi się ochota na pastelowy fiolet - pewnie zastanowię się dwa razy i po niego sięgnę :) Ale póki co królują u mnie ciemne lakiery. A jak jest u Was?

W najbliższych lakierowych postach postaram się pokazać Orly i China Glaze, o których pisałam wyżej. 
Mam nadzieję, że Was nie rozczarują :)

pozdrawiam, A



Szaro, buro, więc przyszedł czas na Essie. I to nie byle jaki kolor, bo dość popularną miss fancy pants :)  Nie wiem czy idę dobrą, kolorystyczną drogą, ale to chyba taupe? Jeśli nie, śmiało mnie poprawcie - zapraszam na krótki post.


Na pierwszy rzut oka to zwykła szarość, ale ciepła nuta skutecznie mnie do tego lakieru przekonała. Tak 'niekonkretny' kolor nieco rozmywa dłonie, ale od czasu do czasu z przyjemnością sobie na to pozwalam. Ciężko mi pisać o trwałości lakierów Essie czy tego konkretnego koloru, bo zależy to od tylu małych-wielkich spraw (stanu paznokci, użytej bazy i topu, odtłuszczenia płytki), że można to uznać za kwestię indywidualną. Aplikacja do najłatwiejszych nie należy, bo lakier jest dość rzadki i robi prześwity - ale taki urok jasnych lakierów najwidoczniej. Przy dwóch warstwach, pierwszej cieńszej i drugiej grubszej, efekt jest może nie do końca idealny, ale zadowalający :) Będę jeszcze ćwiczyć! Lakiery Essie dostępne są przede wszystkim online w cenach od 15zł, aż po 36zł w SuperPharm. Także każdy znajdzie coś dla siebie :)
Zastanawiam się nad postem z lakierami na jesień, chociaż patrząc na moje aktualne zbiory, takie kolory stanowią ponad połowę inwentarza... Więc chyba sensowniej byłoby pokazać ulubioną piątkę :)

A jak u Was jest z szarościami? Lubicie je nosić na co dzień?

pozdrawiam, A


Obsługiwane przez usługę Blogger.