Jeżeli kojarzycie ostatni denkowy top miesiąca, to pewnie pamiętacie też jak po ziemi biegały dinozaury... Wstyd, żeby tak opuścić się w regularnym postowaniu. Z lipcowego denka wybrałam 4 kosmetyki, na wspomnienie których mam całkiem miłe skojarzenia. Nie są to 'wybitniacy', bo ostatnio niewiele takich trafiam, ale... Pewnie gdybym miała okazję, dorzuciłabym ponownie całą czwórkę do koszyka :) Zapraszam na post!


Gdybym miała znaleźć drogeryjną odpowiedź na bakteriostatyczny płyn Pharmaceris, chyba byłby to kosmetyk Farmony. Seria Dermacos Anti Acne nie jest mi znana, ale antybakteryjny tonik z bioaktywnym wyciągiem z borowiny wpisał się w moje potrzeby. Jego zadaniem według producenta jest: skutecznie zwalczanie pryszczy i zapobieganie ich powstawaniu, usuwanie tłuszczu i regulacja pracy gruczołów, oczyszczenie, odświeżenie i tonizowanie oraz przywracanie właściwego pH, łagodzenie podrażnień, zmniejszenie widoczności porów, zmatowienie i wygładzenie cery. Szkoda, że jeszcze nie likwiduje zmarszczek i nie odchudza... Producent widzi w swoim produkcie cudo na kiju i ciężko byłoby się ze wszystkim zgodzić. Ja wiem, że tonik dobrze oczyszczał moją skórę i w kooperacji z resztą kosmetyków wpływał na mniejsze wydzielanie sebum. Nie podrażniał nawet jeśli w zapomnieniu przetarłam nim oczy (no cóż, najlepszym się zdarza). Odświeżał skórę i nie zostawiał na niej żadnego filmu czy lepkiego odczucia. Za 200ml zapłaciłam w Rossmannie 12zł. Biorąc pod uwagę, że Pharmaceris jest dwa razy droższy - warto spróbować ;)

W kwestii kosmetycznych cudo-działających balsamów wyszczuplających, modelujących i upiększających mam jedno, niezmienne zdanie - jedząc chipsy na kanapie i wcierając kosmetyk nic nie zdziałamy... Ale jeśli dodamy do tego dietę i trochę ruchu, nasze ciało będzie nam wdzięczne, a skóra posmarowana ujędrniającym żelem antycellulitowym Nivea z koenzymem Q10 będzie wyglądać dużo lepiej :) Z pewnością nie zlikwiduje karmionego smakołykami cellulitu, ale będzie on mniej widoczny. Od czasu do czasu wracam do tego kosmetyku i chociaż nie zastąpi on dużo droższej Tołpy - naprawdę lubię jego działanie. 

Moje stopy nie potrzebują specjalnej pielęgnacji, jeśli zajmuję się nimi regularnie. Ale od czasu do czasu zwracają na siebie uwagę mocniejszym przesuszeniem i na takie ciężkie czasy wybieram kremy Scholl. Tym razem postawiłam na wersję złuszczającą i wygładzającą szorstką, suchą i popękaną skórę pięt. Krem jest gęsty i bogaty, dość długo się wchłania, więc idealnie sprawdza się na noc. Świetnie nawilża i efekt ten nie jest chwilowy. Przede wszystkim tego oczekuję od kremu do stóp. No może jeszcze byłoby fajnie, gdyby wygładzał szorstką skórę pięt. A ten to robi :) Jego minusem jest niestety cena, dlatego warto polować na promocje - wtedy znajdziecie go za 13-14zł. 

Po stopach przyszedł czas na dłonie :) Nie rozpływam się zazwyczaj nad kremami do rąk... To dla mnie mało wdzięczna część pielęgnacji i rzadko kosmetyk podoba mi się na tyle, żeby z przyjemnością sięgać po niego w ciągu dnia. Ale z otulającym balsamem do rąk Pat&Rub o zapachu karmelu, cytryny i wanilii polubiłam się bardzo. Skóra po użyciu była gładka, nawilżona i delikatna, a do tego pysznie pachniała. Kosmetyk radził sobie świetnie ze skórkami wokół paznokci. Z całego zestawu, w którego skład wchodził koszmarny peeling i niezłe masło do ciała - ten krem był najlepszy. Pewnie nieprędko sięgnę po nowe opakowanie,bo nie czarujmy się, cena jest wysoka. Ale może uda mi się znaleźć jakąś fajną promocję :) 

Znacie moje lipcowe topki? :) Co u Was sprawdziło się najlepiej? 

pozdrawiam, A


Trzy-po-trzy to taki post, w którym mogę powiedzieć co nieco o pominiętych w recenzjach produktach, o których mimo wszystko wyrobiłam sobie jakieś zdanie. Akurat poniższej trójki już nie mam, bo przewinęła się przez moją kosmetyczkę bardzo szybko. Tym razem do trójki średniaków kosmetycznych załapali się: pomadka rumiankowa Alterra, szampony Balea z wiśnią i grejpfrutem oraz balsam pod prysznic AA masło kakaowe. Zapraszam na post. 


Pierwszym kosmetykiem jest pomadka do ust z rumiankiem Alterra. Mimo całkiem przyjemnych właściwości nawilżających, nie jestem w stanie znieść jej zapachu i smaku na ustach. Używanie na dzień odpada, bo zbiera mi się na wymioty... Używanie na noc również, bo nie mogę z nią zasnąć - jak na złość utrzymuje się długo na ustach i wolno wchłania. To taki tłusty, oleisty, lekko kwiatowy zapach. Mimo szczerych chęci kosmetyk zupełnie się u mnie nie sprawdził i poszedł w świat. Wiem, że część dziewczyn używa go jako odżywki do rzęs czy brwi, ale ja wystarczająco zniechęciłam się do tego zapachu. (ok. 5-6zł, drogerie Rossmann)

Szampony Balea są w mojej kosmetyczce już od jakiegoś czasu i całkiem dobrze mi się ich używało. Nie wiem, czy coś w ich składzie się zmieniło, czy zwyczajnie trafiłam na złe warianty, ale szampon zwiększający objętość z wiśnią i jaśminem oraz wersja do włosów farbowanych z grejpfrutem i moringą zupełnie się u mnie nie sprawdziły. Pierwszy zostawiał włosy sztywne, matowe i sianowate, za to drugi źle wpływał na skórę mojej głowy. Rozumiem, szczególnie przy wersji z grejpfrutem, że nie jest ona przeznaczona do mojego typu włosów, ale biorąc pod uwagę fakt, że szampon wybiera się zgodnie z potrzebami skóry głowy... wywoływanie łupieżu jest nie na miejscu. Mimo sentymentu do tych szamponów, już do nich nie wrócę. Zostaję przy naturalnej pielęgnacji :) (ok. 6-7zł w sklepach internetowych)

Moda na balsamy pod prysznic powoli dogasa i chyba nie spotkała się z wielkim uznaniem. Większość recenzji na blogach kończy się tym, że niby super fajnie, ale 'wrażenie nawilżenia' to trochę za mało. Ja też po kilku próbach pokornie wróciłam do tradycyjnych balsamów. Co mogę powiedzieć o balsamie do ciała i pod prysznic AA jedwabiste wygładzenie? Lekka konsystencja, delikatnie kakaowy zapach, wygodna aplikacja i... bardzo krótkie złudzenie nawilżania. Póki skóra nie wchłonęła tej odrobiny kosmetyku, który został po kąpieli, wydawała się gładka i nawilżona. Po chwili jednak wracało uczucie ściągnięcia i miałam ochotę sięgnąć po balsam. Także kolejny produkt, który od czasu do czasu, przy regularnej pielęgnacji nawilżającej ciała mógłby się sprawdzić, ale z pewnością nie da rady w pojedynkę. (w promocji za ok. 13zł, drogerie SuperPharm

Tak wygląda moja trójka kosmetyków na trójkę. A może oceniacie powyższe produkty lepiej? 
Czekam na Wasze zdanie o nich w komentarzach :)

pozdrawiam, A


Formuła denka nieco się zmieniła, co dało się zauważyć wczoraj. Serdecznie dziękuję za komentarze! Bałam się o negatywny odbiór tego posta, ale było nawet bardzo dobrze :) Dziś chciałam Wam przestawić mój top wśród zużytych produktów i tak chyba już zostanie na dłużej. Będzie to kilka (dwa, trzy, może cztery) produkty, które w danym miesiącu zużywało mi się z największą przyjemnością. To tyle tytułem wstępu, zapraszam na wrześniowy kwartet :)


Olejek do włosów Sesa
Od tego kosmetyku zaczęło się moje olejowanie i z przyjemnością do niego wracam. Świetnie działa na skórę głowy - stabilizuje, nie powoduje szybszego przetłuszczania, włosy są odbite od nasady. Najważniejsze jednak jest to, że rosną! Po około miesiącu regularnego używania (co drugie mycie, na całą noc, a włosy myję co 2 dni) mogę liczyć na sporą gromadkę baby hair, a także wzmocnienie już rosnących włosów. Zapach mi nie przeszkadza, chociaż wiem, że to kwestia sporna :) Rzadko używam Sesy na długość, chociaż tu również sprawdza się świetnie. Zwykle jednak we włosy wcieram coś tańszego - olej Amla lub inne olejki. Cena Sesy to ok. 25zł/90ml.

Alverde, regenerująca odżywka do włosów zniszczonych i łamiących się
Miałam kilka odżywek z Alverde (wygładzająco z morelą i cytryną, która była w porządku i totalną pomyłkę, czyli migdał i argan klik) i ta sprawdziła się u mnie najlepiej. Odżywiła włosy, wygładziła je i po użyciu wyglądały naprawdę dobrze - ładnie falowały swoim zwyczajem, były miękkie i delikatne. Biorąc pod uwagę niewielką cenę (2,25euro/250ml) i naturalny skład, mogę się przyczepić jedynie do dostępności. Z przyjemnością kiedyś do niej wrócę, chociaż jestem ciekawa również serii z hibiskusem/ Pozostaje mi tylko znaleźć dobrego dilera :)

Wzmacniająca łopianowa maska do włosów Babuszki Agafii
Moje włosy nie lubią długich randek z maskami, więc stosuję je zazwyczaj tak jak odżywki - myję włosy i nakładam kosmetyk na czas kąpieli, zakładam czepek lub spinam włosy.
Maska łopianowa jest rzadka, przelewa się między palcami i biorąc pod uwagę opakowanie, jest to jej minus. Niemniej świetnie działa na moje włosy, odżywia je i wygładza, a na tym mi najbardziej zależy. Jedyny szampon, z którym nie potrafi współpracować to oczyszczający marokański Planeta Organica, ale to niezły gagatek :) Biorąc pod uwagę cenę ok. 15zł/300ml z pewnością sięgnę jeszcze po nią nie raz.

Tołpa, mleczko-olejek przywracające jędrność ciała
O tym cudaku rozpisałam się tutaj, więc zapraszam :) Świetnie ujędrnia skórę, szybko się wchłania i pięknie pachnie. Kiedy moje zapasy stopnieją, na pewno kupię kolejną butelkę.

Jakie produkty weszły do Waszego topu miesiąca?
pozdrawiam, A



Przyszedł czas na drugi odcinek serii trzy-po-trzy, czyli krótkich recenzji trzech produktów, które oceniam na tróję :) Na pierwszy odcinek zapraszam tutaj, a dziś na tapecie jest peelingujący żel, innowacyjny balsam i peeling do ciała. Zapraszam!

Joanna Naturia, żel peelingujący po prysznic z imbirem


Zazwyczaj sięgam po zwykłe żele, lub zwykłe peelingi - ale tutaj skusił mnie przede wszystkim zapach! Jeśli lubicie imbirową serię The Body Shop, to na pewno się Wam spodoba :) Producent obiecuje nam oczyszczoną, odprężoną i odświeżoną skórę, która będzie miła w dotyku. Nie mówi nic niestety o tym, że dość rzadki żel w kontakcie z wilgotną skórą ucieka między palcami, a drobinek jest niewiele. Na co dzień używam gąbki, więc moja skóra na takie delikatne sugestie ścierające prawie nie reaguje... Od czasu do czasu faktycznie przyjemnie go użyć, żeby wykonać odprężający masaż, ale dla mnie to w łazience zbędny, pięknie pachnący gadżet.


 ***

Nivea, nawilżający balsam do ciała pod prysznic


Innowacja - chyba najczęściej powtarzane słowo przy okazji tego cudaka. Balsam miał ułatwić życie zabieganym, aktywnym lub nie lubiącym balsamowania kobietom. Nakładamy go na mokrą skórę pod prysznicem (zajmuje to mniej czasu, niż nałożenie balsamu po umyciu), potem spłukujemy (rachunek czasowy się wyrównuje, ale plusem jest brak problemu z czasem wchłaniania) i cieszymy się miękką, jedwabistą, a przede wszystkim nawilżoną skórą. Ja mogę powiedzieć tyle - przy normalnej skórze balsam jest w sam raz, szczególnie rano, kiedy nie mam czasu czekać na wchłonięcie się mazidła. Obok tych plusów balsam ma też ogromny minus, bo przy regularnym stosowaniu zapycha mi skórę. Pojawiają się jakieś ropne wypryski na ramionach i dekolcie... Na pewno nie jest to kosmetyk niezbędny, u mnie już więcej nie zagości.

***

Kruidvat, peeling do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego


Peeling kupiłam w holenderskiej drogerii i był to ich produkt własny (tak jak dla Rossmanna, Isana). Po pierwsze - zauważyłam, że nie służy mi gliceryna w składzie... Po użyciu pojawiło się kilka niespodzianek i innych historii twarzowych, więc zaczęłam zmywać go żelem i problem zniknął :) Poza tym kremowa konsystencja bardzo mi odpowiada, kosmetyk świetnie rozprowadza się na skórze i można nim zrobić dłuższy masaż twarzy. Stopień ścierania oceniam jako średni - dla cery bardzo wrażliwej raczej nie polecam, ale moja skóra lubi takie "ostrzejsze" traktowanie :) Po użyciu skóra jest wygładzona, przyjemna w dotyku - ale czuć delikatnie tę warstewkę gliceryny, której pozbywam się żelem. Biorąc pod uwagę niską cenę (ok. 12zł w przeliczeniu) peeling jest całkiem udany.

***

Znacie któryś z tych produktów? A może coś Was zaciekawiło? 

pozdrawiam, A




Dziś chciałam Wam powiedzieć trochę o balsamie do ciała z masłem shea, czyli kolejnym kosmetyku Organique, do którego z przyjemnością będę wracać. Więcej o nim przeczytacie TU!,

Co obiecuje producent?
- naturalne składniki: masło Shea (Karite) z certyfikat ECOCERT, które stanowi aż 50% balsamu, wosk pszczeli, odżywcze olejki - sojowy, awokado, z pestek winogron
- aromaterapeutyczne olejki, pozwalające się nam odprężyć i odstresować
- efekty: długotrwale nawilżona skóra, odnowa warstwy lipidowej nawet bardzo suchej skóry
- balsam polecany dla skóry suchej, dojrzałej, wymagającej regeneracji

Brzmi zachęcająco? Jak zwykle mam małą wersję na wypróbowanie, o ulubionym greckim zapachu :) Nie potrafiłam go zidentyfikować, ale Pani w sklepie Organique uświadomiła mnie, że to zapach winogronowy.


Opakowanie wersji pełnowymiarowej to metalowy słoiczek, mój plastikowy - niczym się nie wyróżnia. Nie mam pojęcia ile zawiera produktu, ale myślę że ok 50ml. Opakowanie ma podstawowe informacje o składzie i świeżości produktu oraz wielgaśną naklejkę na wieczku z miejscem zakupu...


Jeżeli miałyście do czynienia z masłem shea, to konsystencja balsamu nie jest zaskoczeniem. Twarde, zbite, niejednorodne masło, przypominające co niektórym smalec (brawo mamo!) lub wazelinę. Pod wpływem ciepła naszych dłoni bezproblemowo aplikuje się na skórze i zostawia dość tłusty, świecący film. Jest to kosmetyk "większego kalibru" więc jeśli nie lubicie czuć czegokolwiek na skórze, nie polecam. Oczywiście po czasie wszystko się wchłania, ale to zależy od poziomu nawilżenia Waszej skóry. Ja nie smaruję się nim cała, więc ciężko mi określić wydajność, ale oceniam ją na 5.


Oczywiście zapach to kwestia gustu i możemy wybierać spośród kilku wariantów (m.in. trawa cytrynowa, białe piżmo, żurawina, magnolia), ale wersja grecka odpowiada mi bardzo - orzeźwiający, dość słodki zapach winogron. Jeśli macie okazję, to powąchajcie :) Utrzymuje się długo na skórze czy pościeli, więc lepiej nie trafić kulą w płot. Najważniejsze jest jednak działanie i tutaj same plusy. Kupiłam ten balsam z myślą o przesuszonych łokciach, które mocno mi dokuczały po zimie. Dochodziło do tego, że napięta skóra nie pozwalała się na nich oprzeć i drażnił mnie materiał ubrań. Masło pomogło praktycznie od razu - zaraz po aplikacji odczułam przyjemną ulgę, skóra była miękka i dużo gładsza. W kolejnych dniach używania zapomniałam o problemie. Po kilku użyciach mogłam wrócić do zwykłych kosmetyków do ciała, a efekt nawilżonej i gładkiej skóry utrzymywał się jeszcze długo. Balsamu użyłam również na nogi, chociaż nie potrzebują one tak solidnego nawilżenia. Świetnie sprawdził się na mega wysuszonej skórze mojej babci - była wprost zachwycona działaniem. Wcześniej żaden balsam tak nie nawilżył i nie natłuścił jej już 70-letniej skóry :) Jeśli lubicie masaż - polecam! Świetnie sprawdza się również w tej kwestii. 


Kosmetyki Organique dostępne są sklepach firmowych tej marki (TUTAJ lista sklepów). Ja jak widzicie na wieczku kupuję w galerii Alfa w Grudziądzu (parter) lub w bydgoskiej galerii Focus Mall (również parter, dawny TBS). Cena balsamu to ok. 25zł za 100g. Wydaje się to całkiem spora kwota, ale przy używaniu na suche miejsca i długotrwałym efekcie nawilżenia jestem w stanie taki koszt ponieść. Moje ok. 50ml opakowanie kosztowało 12zł i taki zakup jak najbardziej Wam polecam!

Na blogu pojawiła się już recenzja peelingu żurawinowego, do której odsyłam wszystkich zainteresowanych. W najbliższym (lub trochę dalszym) czasie możecie się spodziewać recenzji tych kosmetyków Organique:
- mydła Aleppo
- czarnego mydła Savon Noir
- kuli do kąpieli białe piżmo
- glinki zielonej, białej, ghassoul

pozdrawiam, A

PS. Wczoraj trochę się tu pozmieniało, poleciały już pierwsze "rogate" komplementy - serdecznie dziękuję! Mam nadzieję, że nowy wygląd przypadnie Wam do gustu i będziecie się to dobrze czuć :)




W ostatniej recenzji rozpływałam się nad ujędrniającym mleczkiem-olejkiem Tołpa, o TUTAJ! 
Dziś chciałam Wam powiedzieć o mniej udanym kosmetyku tego producenta, a mianowicie o uderzeniowym kremie ujędrniającym na biust, uda i pośladki Architekt jędrnej sylwetki. Przydługa nazwa, ale producent wypowiada się już dużo zwięźlej o swoim produkcie:


Kremu używałam przede wszystkim na biust i z taką myślą ten kosmetyk został zakupiony. Niestety, sprawdził się średnio - bynajmniej nie ze względu na działanie... Ale o tym przeczytacie niżej :)

Opakowanie: plastikowy, mocny i estetyczny słoiczek przypominający szkło, z tradycyjną zakrętką. Nie jest to na pewno najbardziej higieniczne rozwiązanie, bo krem nie jest tak gęsty, aby nie można go było zapakować do opakowania z pompką lub zwykłą tubę. Dodatkowo słoiczek zapakowany był w kartonowe opakowanie.



Konsystencja i aplikacja: na pierwszy rzut oka jest to gęsty, zbity krem. Ale jeśli nabierzecie kosmetyk na dłoń, konsystencja jest dużo lżejsza i dobrze rozprowadza się na skórze, nie bieli jej. Zostawia wyczuwalny film, ale nie jest on mocno tłusty czy klejący. 


Wydajność: całkiem niezła, chociaż i tak wolę mleczko :)
Zapach: nie potrafię go z niczym porównać... Jest dość specyficzny, kremowy ale trochę podobny do opisywanego przeze mnie wcześniej mleczka. Mniej owocowy, ale na pewno ma coś wspólnego z tamtym zapachem.
Działanie: jak już wcześniej pisałam, kremu używałam przede wszystkim do biustu, później smarowałam nim również resztę problematycznych części ciała. Jeśli chodzi o biust to skóra była nawilżona, wygładzona i ujędrniona na dobrą czwórkę, ale... Mam 23 lata, biust średni i grawitacja mnie jeszcze tak mocno nie dotyka :) Nie wiem, czy krem dałby sobie radę z większym wyzwaniem. Wszystko ładnie pięknie, ale pojawia się jeden, duży minus - przy obecnej pogodzie moja skóra na dekolcie się od niego zapycha i wyskakuje dużo niespodzianek, co jest mocno irytujące... Dlatego mogę powiedzieć, że nie jestem zadowolona. Miałam kilka dużo tańszych kremów, które lepiej działały nie nie sprawiały takich problemów. 
Skoro krem się nie sprawdził, na tę partię ciała, zaczęłam używać go na brzuch, uda i pośladki. Tutaj działanie było znikome... Skóra była wygładzona, ale był to efekt dużo słabszy niż w wypadku mleczka-olejku.
Dostępność i cena: krem kupiłam w Rossmanie za ok. 30zł - pewnie była jakaś promocja :) Wizaż podaje cenę 40zł/200ml.

Znacie ten krem? Używacie czegoś ujędrniającego do biustu? Będę wdzięczna za podpowiedź :)
pozdrawiam, A




Lato to czas, w którym szczególnie przypominamy sobie o niedoskonałościach naszej skóry. Temperatura idzie w górę, a ilość ubrań gwałtownie spada. Jędrność skóry nawet wśród młodych dziewczyn nie jest taka oczywista, więc temat kosmetyków ujędrniających trafi do wielu z nas :) 

Kosmetyk Tołpy z linii eco spa, to idealny towarzysz w drodze do jędrnej i zdrowo wyglądającej skóry. 
O swoim kosmetyku producent mówi:


Brzmi to wyjątkowo zachęcająco :) A co składa się na ten wyjątkowy Rytuał Spa? 


Przede wszystkim naturalne składniki i pobudzające olejki eteryczne, dzięki którym używaniu jest jeszcze przyjemniejsze :)


Jeżeli zachęciłam Was do poznania bliżej tego kosmetyku, zapraszam do pełnej recenzji!

Opakowanie: bardzo wygodna, plastikowa butelka z zamknięciem pozwalającym na spokojny transport. Wystarczy wcisnąć jeden bok, aby z drugiej wyskoczył dozownik. Mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi :D
Konsystencja i aplikacja: konsystencja jest jak dla mnie idealna - jest to rzadkie mleczko z dodatkiem olejku, który nie ma nic wspólnego z tłustą wodą. Dobrze rozprowadza się na skórze, szybko wchłania i nie zostawia tłustego, czy klejącego filmu. Skóra jest po aplikacji gładka, miękka i przyjemna w dotyku :)


Wydajność: Bardzo dobra - kosmetyk posłuży naprawdę długo, bo ta konsystencja pozwala niewielką ilością produktu posmarować spory kawałek ciała. 
Zapach: uwielbiam! Jeśli lubicie orzeźwiającą cytrynę w towarzystwie eterycznych olejków werbeny - na pewno Wam się spodoba :) Jest mocny, orzeźwiający i długo utrzymuje się na skórze, a jeszcze dłużej na ubraniu. Więc jeśli nie jesteście pewne, lepiej sprawdźcie zapach przed zakupem.
Działanie: to, o czym mówi producent potwierdzam w stu procentach. Jeśli macie skórę pozbawioną jędrności, suchą i potrzebującą odżywczego kopa - to kosmetyk dla Was :) Skóra po użyciu jest nawilżona i ujędrniona, wygląda zdrowo i jest przyjemna w dotyku. Zapach pobudza i pozwala odstresować się podczas aplikacji produktu :) Kosmetyk jest idealny przy obecnej aurze, ponieważ jego lekka konsystencja dobrze się wchłania i po kilku chwilach możemy spokojnie założyć piżamę :)
Dostępność i cena: udało mi się kupić ten produkt w Rossmannie za ok. 20zł - był wtedy w jakiejś promocji, już kilka miesięcy temu. Jak podaje Wizaż jego cena regularna to 38zł/270ml.

skład dla ciekawskich:

Czy jest to kosmetyk idealny? Tak, jeśli możemy sobie pozwolić na taki wydatek. Problemem może być też dostępność. Ale biorąc pod uwagę działanie, jestem w stanie przyznać mu tytuł najlepszego ujędrniającego kosmetyku jaki używałam :)

Znacie? A może polecacie coś innego na niedoskonałości naszej skóry?
pozdrawiam, A



Tak, wiem - pewnie część z was irytuje już coraz większa ilość recenzji kosmetyków średnio dostępnych w PL, a jak już dostępnych to w zawyżonych cenach. Przepraszam... wybaczcie... ale może któraś z Was będzie miała okazję zakupić to masło, albo właśnie go nie kupić, bo nie do końca spełnia zapewnienia producenta.



Język niemiecki to dla mnie teren dziki i niezrozumiały, więc wspierać się będę stroną wizaz.pl, która przedstawia kosmetyk następująco:

Masło do suchej i bardzo suchej skóry z ekstraktem z pomarańczy i kwiatu czarnego bzu. Odżywia i chroni suchą skórę dzięki zawartości cennych składników, takich jak masło shea, wyciąg ze skórki pomarańczowej oraz wyciąg z czarnego bzu pochodzących z certyfikowanych gospodarstw ekologicznych.


Skład: Aqua, Glycine Soja Oil*, Glycerin, Alcohol*, Cetyl Alcohol, Ceteary Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii Butter*, Theobroma Cacao Seed Butter*, Sambucus Nigra Flower Extract*, Olea Europaea Fruit Oil*, Sesamum Indicum Seed Oil*, Citrus Aurantium Dulcis Peel Extract*, Xanthan Gum, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Citronellol**, Citral**.
* Ingredients from certified organic agriculture.
** From natural essential oils./i>




Mnie do zakupu nie skusił opis, ani nawet skład na którym zupełnie się nie znam, ale obietnica zapachu i ta soczysta pomarańczka na obrazku :) Jak widać, czasami warto zaryzykować.



Opakowanie: plastikowy, zakręcony słoik zabezpieczony sreberkiem, czyli opakowanie idealne przy takiej konsystencji. Można wybrać kosmetyk do końca i nie trzeba się męczyć z rozcinaniem opakowania.
Konsystencja: jeśli byłoby coś pośredniego między gęstym, aksamitnym masłem, a kremowym żelem - to właśnie byłoby to :) W kontakcie z ciepłym ciałem rozprowadza się bardzo dobrze, chociaż jeśli lubicie nakładać masło grubą warstwą, to musicie chwilę pomasować skórę bo kosmetyk bieli. Po chwili wszystko się wchłania i skóra zostaje gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Nawilżona i pachnąca :)


Wydajność: tutaj wypowiem się dość wymijająco. Po pierwsze nie używam masła regularnie, więc nie mogę określić czasu w jakim go zużyłam. Po drugie mam zdecydowanie większą powierzchnię do wysmarowania niż większość z Was :) A tak na serio zużywa się w podobnym tempie jak masła TBS.
Zapach: jogurtowa pomarańcza, lub bardziej dosadnie - pomarańczowa Mamba! Zapach dość dobrze utrzymuje się na skórze, ale według mnie słabiej niż masła TBS - Alverde jest od początku delikatniejszy. Nie wiem, czy kłóci się z perfumami, bo używam wszelkich nawilżaczy jedynie na noc, a rano po zapachu nie ma śladu.
Działanie: mam skórę NORMALNĄ, która zimą lubi się przesuszyć, ale jest to do opanowania. Masło jak najbardziej mi pasuje. Nawilżenie nie jest długotrwałe, więc nie wiem, jak kosmetyk sprawdziłby się przy mocno przesuszonej skórze... Na pewno wytrzymuje od kąpieli, do kąpieli  ale tak jak mówię - moja skóra nie jest wymagająca. Wydaje mi się, że przy suchej i bardzo suchej skórze, masło nie zdałoby egzaminu...
Cena: ja zapłaciłam za masło poniżej 5 euro, ale dokładnie nie pamiętam... chyba 4,25?

Jak widzicie, nie jest to kosmetyk idealny - dla skóry normalnej jak najbardziej, dla bardzo suchej może być za słaby. Ja oczywiście nie zniechęcam do zakupu, bo wydaje mi się, że masło jest jak najbardziej warte swojej ceny :) Chciałabym sprawdzić inne warianty zapachowe i mam nadzieję, że kiedyś mi się uda...

Miałyście do czynienia z tymi masłami? 
A może macie swoich ulubieńców dostępnych na polskim rynku?
pozdrawiam, A



Uwielbiam wszelkiego rodzaju nawilżacze do ciała. Niestety tego musu aż tak nie lubię...
Dax Cosmetics Perfekta SPA mus do ciała wyszczuplający.


Mus kosztował 11zł w promocji, opakowanie jest standardowe dla tych produktów Perfecty. Bardzo wygodne, można dotrzeć do resztek produktu. Masła i peelingi bardzo lubię, ale ten produkt więcej się u mnie nie znajdzie.


 Konsystencja nie przypomina mi "musu". Dla mnie to bogaty krem, a nie leciutki mus.



 Jeśli chodzi o zapach... Na początku byłam oczarowana. Poczułam cytrusową porzeczkę i mnie wzięło. Po kilku użyciach zapach zaczął mnie drażnić. Okazał się bardzo sztuczny, chemiczny i długotrwały. 
Działanie- mam suchą skórę przez cały rok + miejsca problematyczne, gdzie skóra jest jak sucha szosa suchą porą. Mus nawilża moją skórę, wystarczy aplikacja po prysznicu i jest w porządku. Nikt mnie nie zapyta po 20h "balsamowałaś się przed chwileczką?", ale nawilża ;). Nie pozostawia u mnie żadnej powłoczki, poza uczuciem nawilżonej skóry przez jakiś czas. Ładnie się wchłania.


Jeśli chodzi o działanie wyszczuplające to nie zwracam na to uwagi. Nie wierzę w takie cuda, wybrałam ten mus ze względu na wariant zapachowy. 


Zdecydowanie wolę masła do ciała Perfecty. Myślałam, że mus będzie ogromną przyjemnością, a okazał się średniej klasy nawilżaczem.

Miałyście mus z Perfecty?
Wracam do nauki... sesja dłuży mi się jak papier toaletowy.

Pozdrawiam :)
M 



 Balea x2 czyli prezenty od A. balsam do ciała i żel pod prysznic wiśnia i migdały.

 Nie wiem na ile można się rozpisać na temat żelu pod prysznic. Żel widoczny na zdj. jest dość zwykły. Nie zauważyłam minusów. Nie wysusza, ale też nie nawilża. Jego konsystencję określiłabym jako średnio-gęstą. Pieni się, jest wydajny. 
Balsam jest lekkim, ale skutecznym nawilżaczem. Jestem posiadaczką suchej skóry, z którą Balea daje sobie radę. Szybko się wchłania, ładnie rozprowadza. Jest wydajny, a zapach nie utrzymuje się długo. Właśnie- ZAPACH! Wiśnia i migdały są cudownie wyważone w tych dwóch kosmetykach. Nie za słodkie, nie za duszące... Używanie tej parki jest czysta przyjemnością! Zarówno nuty wiśni jak i migdałów nie wydają się być sztuczne i drażniące. Balsam lepiej sprawowałby się latem, jednak zapach pasuje mi wyłącznie na zimę... z drugiej strony (na dłuższą metę) nic nie zastąpi mojej skórze bogatego masła.

 Opakowania są wygodne i miękkie. Nie ma problemu z wydobywaniem produktów oraz (w przypadku żelu) z otwieraniem ich mokrymi rękoma.


Produkty Balea przypadły mi do gustu. Jeśli natrafię na te kosmetyki to nie wrócę jedynie do tego zapachu, który powoli zaczyna mnie nudzić- to wina wydajności tych kosmetyków i mojego nosa!

Skład dla zainteresowanych:



Myślę, że tego typu produkty są fajne jako prezent (dzięki A. raz jeszcze :) ). Na spróbowanie czegoś nowego, dla naszych zmysłów.

Co próbowałyście z firmy Balea?



Pozdrawiam, M.





Lubię owocowe balsamy z The Body Shopu, a lubię je jeszcze bardziej, kiedy są w promocji :) 
I tak też kupiłam arbuzowy balsam do ciała.




Opakowanie: balsam zamknięty jest w charakterystycznej dla kosmetyków TBS, pękatej buteleczce z twardego plastiku. 
Świetnie sprawdza się ona przy tonikach, niestety gorzej przy balsamach czy żelach pod prysznic. 
Plastik jest tak twardy, że o wyciśnięciu pozostałości kosmetyku nie ma mowy... 
Tutaj z pomocą przychodzi pompka (nie widziałam wersji z pompką w sklepie), którą przełożyłam z poprzedniego balsamu.
 Dzięki niej można wybrać praktycznie całą zawartość butelki bez gimnastyki z wydłubywaniem resztek.





Konsystencja balsamu jest lekka, można powiedzieć, że wodnista.
Dobrze się rozprowadza i wchłania, balsam nie zostawia tłustego filmu na skórze.
Bardzo lubię używać balsamów TBS latem, kiedy nie mam ochoty na ciężkie, lepiące masła czy mleczka.
Jeśli chodzi o wydajność, to przy takiej konsystencji jest bardzo dobra. 




I ważny aspekt - zapach!
Bardzo świeży, nie przesłodzony i pobudzający - grejpfrutowi czy cytrynie nie dorówna, ale jest równie przyjemny.
Na skórze nie zostaje długo, ale podczas smarowania można się nim porządnie "najeść" :) 
Działanie jak najbardziej na plus - nawilża i o to przede wszystkim chodzi.
Z mocno przesuszoną skórą, potrzebującą bogatszej konsystencji sobie nie poradzi, ale ze skórą normalną jak najbardziej. 
Zimą jest dla mnie trochę za słaby, ale przy codziennym używaniu daje wystarczające efekty. 
I aspekt często blokujący, czyli cena.
Ja swoją buteleczkę kupiłam w promocji za 12zł za 250ml, przy okazji jakiejś sezonowej wyprzedaży.
Nie wiem ile ten balsam kosztuje w cenie regularnej, ale ceny balsamów dochodzą do 39zł... Więc to trochę sporo.


 Lubicie balsamy TBS, a może wolicie coś bardziej treściwego?
Jakie są Wasze ulubione zapachy w tym sklepie? Znajdę tu miłośniczki satsumy :P
pozdrawiam, A




Obsługiwane przez usługę Blogger.