Moje "szalone" rzęsy mogłyście już podziwiać przy kilku okazjach, m.in. TU i TU. Jestem z natury typowo polską ciemną blondynką, względnie szatynką i moje brwi jak i rzęsy są praktycznie niewidoczne. Dlatego szukam tuszu, który nadałby im przede wszystkim kolor, rozczesał je dobrze i pogrubił. Swojego ulubieńca znalazłam w szafie MaxFactor i jest to tusz 2000 calorie, dramatic volume. Dramatu nie ma, jest za to w końcu kosmetyk, do którego z przyjemnością wracam. Zapraszam na recenzję :)

Opakowanie: smukła, ciemno granatowa-czarna tubka ze złotymi napisami - nic rzucającego się w oczy, dość tradycyjna. Jak wiecie niedawno marka wprowadziła bardziej nowoczesną, kolorową szatę graficzną, która według mnie miała trafić do szerszej (młodszej) grupy odbiorców. Mnie to nie przekonało. Gdybym chciała kiczowate opakowania, zwróciłabym kroki do innej szafy.


Konsystencja i aplikacja: tusz nie jest ani za mokry, ani za suchy. Na początku wiadomo, może się odbijać jeśli nie damy mu chwili na podeschnięcie, ale to normalne. Aplikuje się bardzo dobrze - ma klasyczną szczoteczkę, która nabiera odpowiednią ilość produktu. Nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Lubię ją dużo bardziej niż silikonowe siostry.


Wydajność: ciężko mi powiedzieć... Nigdy nie udało mi się zużyć tuszu do momentu, aż nie zaczął zmieniać zapachu, czyli przed upływem ok. 3-4 miesięcy. Dla mnie to odpowiedni wynik biorąc pod uwagę cenę.
Zapach: przy tuszach raczej nie można mówić o zapachu :) Chemiczny, ale nie odrzucający. Nie podrażnia moich wrażliwych oczu.

dzikość rzęs uwieczniona na zdjęciu :)

Działanie: dla mnie idealne :) Tusz podkreśla moje rzęsy w sposób, jaki najbardziej mi odpowiada - naturalny. Nakładam jedną warstwę i ewentualnie delikatnie poprawiam po chwili. Rzęsy są rozdzielone, delikatnie pogrubione i przede wszystkim - widoczne! To mi wystarcza. Jeśli chcę uzyskać mocniejszy efekt - co zdarza się rzadko - drugą warstwę nakładam bardziej obficie. Tusz nie kruszy się w ciągu dnia i jest trwały - nie odbija się na powiece (nie maluję dolnych rzęs, więc nie wiem jak poradziłby sobie z łzawieniem). Do plusów można też zaliczyć jego zmywanie - wystarczy woda i odrobina mydła/żelu do twarzy, żeby pozbyć się go z rzęs :) W sytuacjach awaryjnych nie musimy obawiać się rozmazanej pandy po wyjściu z łazienki. Jestem jeszcze bardzo ciekawa wersji z podkręcającą szczoteczką. Jak trafi mi się jakaś promocja, na pewno ją kupię.


Dostępność i cena: szafy MaxFactora są chyba wszędzie, cena tuszu waha się od nawet 21zł w promocji, do 35zł. Warto się dwa razy rozejrzeć, żeby nie przepłacać :)

Lubicie tusze MF? A może macie wśród nich swojego ulubieńca?
Czekam na komentarze i pozdrawiam, A



Obsługiwane przez usługę Blogger.