Ulubieńcy to u mnie post bardzo nieregularny, ale w ostatnich tygodniach znalazło się kilka kosmetyków, o których chciałabym Wam wspomnieć w zbiorczym poście. Część z nich z pewnością doczeka się kolejnych wzmianek, ale przynajmniej będziecie na bieżąco z tym, co się u mnie kosmetycznego dzieje :) Bo poza kosmetykami dzieje się tak, że jestem drugi raz w przeciągu miasiąca chora. Niech żyje odporność!




1. Pewnie pierwsza w oczy rzuciła się Wam szczoteczka FOREO LUNA MINI, więc od niej zacznę. Po pierwszym użyciu miałam ochotę wybiec z łazienki z okrzykiem na ustach: internety nie kłamią! Na szczęście się powstrzymałam, chociaż zdania nie zmieniam. Szczoteczka świetnie działa na moją skórę, dokładnie ją oczyszcza i zostawia naprawdę gładką. W końcu pozbyłam się suchych skórek, które mimo używania np. szmatki muślinowej, uporczywie wracały. Lunę mam niedługo, więc na recenzje za wcześnie, ale jestem pod dużym wrażeniem. Czy pod wrażeniem 500zł? Tego pewna nie jestem i chyba nie potrafię tego właściwie ocenić. 

2. Szczoteczce towarzyszy od początku miesiąca tymiankowy żel do twarzy Sylveco. Żel ma naszą skórę oczyścić, rozjaśnić i wygładzić oraz załagodzić podrażnienia. Nie wiem czy to wszystko robi, ale moja cera się z nim polubiła. Nie przesusza, a dobrze oczyszcza. Zostawia buzię świeżą i gładką. Jest wydajny i ma naturalny skład. Minusem jak się pewnie domyślacie jest zapach. Przed zakupem polecam zajrzeć do kuchni, zaciągnąć się tymiankiem i zastanowić nad tym, czy wytrwacie kilka minut z takim zapachem pod nosem :) Ja wytrzymuję, ale dalekie jest to od przyjemności.

3 i 4. Zostając w temacie twarzowym. W kwietniowym, specjalnym pudełku JOYbox znalazły się dwa naprawdę ciekawe produkty. Pierwszym z nich jest BB Cream Embryolisse. Chociaż w opakowaniu jest dość pomarańczowy, dobrze rozsmarowany ładnie ujednolica skórę i zostawia na niej gładki, jedwabisty film. Nie ma krycia porównywalnego do chociażby kremu BB z Bell, ale przypudrowany wyglądał dla mnie idealnie na dzień, kiedy matowe wykończenie nie jest konieczne. Jego plusem jest też filtr SPF 20 i to, że mogłam nałożyć go bezpośrednio na oczyszczoną skórę, czasami tylko poprzedzając jego aplikację cienką warstwą kremu nawilżającego. Gdyby nie cena ok. 100zł za pełnowymiarowe opakowanie, pewnie bym się za nim rozglądała. 
Drugim ulubieńcem pudełkowym została miniaturowa rękawica, a raczej 'napalcownik' do demakijażu GLOV. Zmywa makijaż oka idealnie i potrzeba do tego jedynie wody! Później wystarczy przeprać w dłoni z odrobiną mydła i powiesić do wysuszenia. Zero podrażnień, nieprzyjemnego tarcia czy rozmazanych po twarzy kosmetyków. Przykładamy, chwilę czekamy i ściągamy wszystko, co na oku się znalazło. 

5. Moje brwi w porównaniu do koloru włosów są liche, blade i na pewno nie mogę o nich opowiadać w superlatywach. Biorąc pod uwagę moje makijażowe lenistwo, kosmetyki takie jak Maybelline BROWdrama sculping brow mascara są dla mnie wybawieniem. Utrwalenie, nadanie delikatnego koloru, a przede wszystkim ogarnięcie tego obrazu nędzy i rozpaczy - niczego więcej mi nie trzeba. Żel Maybelline świetnie sprawdza się również z cieniem do brwi Golden Rose i cieszę się, że znalazłam go w paczce od Saurii

6. Rzadko znaleźć możecie u mnie na blogu zapachy, ale dziś chciałam wspomnień o próbce zapachu Yodeyma. Pewnie jak większość z Was i ja skusiłam się na darmowy flakonik i trafiłam idealnie z zapachem. Sophisticate inspirowany jest zapachem znanych perfum Dolce&Gabbana The One Woman i nie wiem ile w tym prawdy, ale zapach naprawdę mi odpowiada. Jest trwały. intensywny ale na pewno nie boli od niego głowa, idealny do torebki i bardzo MÓJ. Będę tęsknić jak się skończy. 

7. Ostatni ulubieniec to krem-maska do stóp z 30% mocznikiem Lirene Stop Rogowaceniu. Czytałam o tej serii kremów już kilka pozytywnych recenzji i mogę się pod nimi podpisać. Wersja z mocznikiem świetnie nawilża skórę, wygładza popękane miejsca i naprawdę pomaga. Przed latem i sezonem sandałkowym zakup w 100% udany. Na minus można mu policzyć jedynie to, że zostawia na skórze takie 'talkowe' uczucie. Ale to przecież stopy, a kremu używamy raczej na noc. 


I to by było na tyle :) Szczęśliwa siódemka ostatnich kilku tygodni prezentuje się zgrabnie, a ja już mniej zgrabnie wracam do łóżka z rakietą chusteczek higienicznych i ciepłą herbatką. Jeśli jakaś firma planuje testy chusteczek - jestem chetna! Mój nos wymaga wyjątkowo delikatnego traktowania... 

pozdrawiam
Adrianna 


Obsługiwane przez usługę Blogger.