Czyli o odżywce Gliss Kur Hair Repair Ultimate Volume Schwarzkopf

Na wstępie napiszę, że moje włosy są gęste, grube i jest ich sporo na mojej głowie. Z natury falują lub delikatnie się kręcą w zależności od pogody i kosmetyków. Kiedy ich długość sięga za ramiona stają się ciężkie i przyklapnięte... albo koszmarnie się puszą. Czasem naprawdę źle wyglądały. W okresie grudnia/stycznia postanowiłam je pocieniować i kupiłam odżywkę Gliss Kur. Hasło "regeneracja i objętość" mnie do tego przekonały.
Żeby zrozumieć o czym mówię zerknijcie na zdjęcia. Proszę nie sugerować się kolorem :)

Po lewej stronie mamy przykład szopy, a po prawej włosy wygładzone po stosowaniu odżywki.


Opakowanie jest bardzo wygodne. Produkt ma zbitą konsystencję- niczym maska i pięknie pachnie. Minusów nie zauważyłam. Odżywka nie zawiera silikonów, ale na składach to ja się nie znam. Zobaczcie same:



Odżywka nie dodała moim włosom spektakularnej objętości, ale może to wynikać z tego, że nakładam odżywki zawsze od połowy włosów. Po jej stosowaniu były lżejsze, ale nie puszyły się jak wcześniej. Wielkim plusem była łatwość w rozczesywaniu. Nie kołtuniły się nawet na wietrze.

Gliss Kur mi się kończy i kupiłam z ciekawości nową odżywkę Syoss. W planach mam jednak powrót do produktów Gliss Kur :)

Macie swoje ulubione odżywki do włosów?

~M



Obsługiwane przez usługę Blogger.