O planach książkowych na ten rok pisałam Wam już w styczniu. Wyznaczyłam sobie 15 książek, które chciałabym przeczytać i... skoro mamy już czerwiec, warto zrobić małe podsumowanie. Sześć książek to może nie wynik oszałamiający, ale moim skromnym zdaniem idzie mi całkiem nieźle :)




Pierwszą książką był "Zamek z piasku, który runął" Stiega Larssona. Nie mogłam długo znaleźć motywacji do powrotu, aż się dokonało! Koniec końców wciągnęłam się w ostatnią część sagi Millennium i już tęsknię za niezdyscyplinowaną Lisbeth Salander i dociekliwym Mikaelem Blomkvistem. A jeśli jeszcze nie oglądaliście ekranizacji powieści Larssona, polecam Wam wersję norweską. Ta, do której wtrącają się Amerykanie straciła mocno na charakterze. 

Kolejną książką, której moje zestawienie nie objęło, a podobnie jak trylogii nie mogłam przeczytać, był "Hobbit, czyli tam i z powrotem" J.R.R. Tolkiena. Pewnie kilka osób podniesie alarm, ale ja nie poczułam tej magii niezwykłego, tolkienowskiego świata. Podróż z małym, dzielnym Bilbo była raczej męcząca. Ale przeczytałam i nie mówię, że nie spróbuję "Władcy pierścieni". Szybko to nie nastąpi, ale kto wie.

I w końcu przyszedł czas na "Minimalizm po polsku" Anny Mularczyk Meyer. Doczekaliśmy się naprawdę dobrej książki o minimalizmie w Polsce. Oprócz tego, że jest stanowczo za krótka i zbyt przyjemnie się czyta, znajdziecie w niej wszystko, co chcielibyście wiedzieć o minimalizmie. Nie takim szalonym, z wyrzucaniem wszystkich rzeczy oprócz niezbędnych 50, ani zamknięciem łazienki na klucz i używaniu jedynie oliwy z oliwek. To zdrowe usuwanie ze swojego otoczenia rzeczy/ludzi/spraw, które nas przytłaczają i duszą. Po lekturze udało mi się uprzątnąć kilka miejsc, do których nie zaglądałam już od dawna. 

Przeczytanie też raz jeszcze "Sztukę prostoty" i "Sztukę umiaru" Dominique Loreau. Wiem, że tej Pani zarzucić można małe, minimalistyczne szaleństwo, ale... jeśli podejdziemy do jej tekstu z głową, wyciągniemy z niego to, co dla nas pomocne. Dla całej reszty, która nie chce brodzić między szaleństwem, jest oczywiście "Minimalizm po polsku". 

Nie mogłam też oprzeć się ciekawości i zajrzałam do książek Leo Babauty (o ile dobrze pamiętam był to "Minimalizm" i "Skup się. Prosta droga do sukcesu"). Oprócz tego, że Leo się powtarza, nie odpowiedział na moje liczne pytania. Pozostałych pozycji czytać nie będę.

"Gwiazd naszych wina" i John Green doczekali się ekranizacji, która nie wycisnęła ze mnie łez. Książka była nieco lepsza, ale ilość różnic między tymi dwoma produkcjami jest mocno irytująca! Nie przepadam za taką literaturą młodzieżową i więcej po książki tego autora sięgać nie będę. 

Zygmunt Miłoszewski i jego twórczość interesuje mnie już od dawna. Zaczęłam nieśmiało od "Bezcennego" i gdyby nie kilka zachęcających do dalszego czytania opinii, pewnie na tym bym poprzestała. Książka się ślimaczyła, a zwroty akcji opisane były tak, że tętno nawet mi nie drgnęło. Doczytałam i mogę powiedzieć tylko jedno - autor świetnie łączy ze sobą wątki i chociaż czasami nie są one kluczowe, to każdy ma swój początek i koniec. Drugą książką Miłoszewskiego było "Ziarno prawdy", o filmie pisałam Wam już przy okazji posta filmowego. To kolejna książka, w której Miłoszewski popisuje się swoimi literackimi zdolnościami. I przyznaję mu, że jest w tym naprawdę dobry, a ziarno wciąga od pierwszej strony.

Od czasu do czasu lubię mniej rzeczywiste historie, a w ten nurt idealnie wpisuje się Bram Stoker i "Drakula". Historię tej bestii z kiełkami na pewno znacie, ale tutaj jest ona przedstawiona w sposób na tyle nudny, żeby zniechecić czytelnika do dalszych wampirzych przygód... Tyle czekałam na Stokera i tak mnie rozczarował, że brak mi słów. 

Jeśli nie znacie Jo Nesbo, to jesteście tylko jeden krok za mną. Był taki moment, kiedy ten autor pjawiał się wszędzie i mowiono o nim, że przebił Larssona. "Upiory" to 9 z 10 części historii o policjancie wydziału zabójstw, który jak oni wszyscy ma bójną przeszłość, wielu wrogów i lęki, które paraliżują go każdej nocy. Może nie ma w tej książce nic odkrywczego, ale historia prowadzona jest w taki sposób, że do końca nie byłam pewna kto jest winny. Mam ochotę na kolejne części, ale to nic pilnego. 


Te książki już za mną, a co przede mną? 
Zaczęłam czytać biografię Marka Piekarczyka. Zapowiada się ciekawie :) 
A jak tam Wasze książkowe wyzwania?

pozdrawiam
Adrianna 



Z przyjemnością żegnam się już z zimą za oknem, witając z wielkim uśmiechem na ustach wiosnę :) Słońce, błękitne niebo i cieplejsze powietrze jeszcze nie rozpieszczają nas co dnia, ale warto czekać! Kurtka zimowa schowana na dno szafy, na nogi powędrowały trampki - jestem gotowa na podsumowanie mojej zimy przed ekranem. A Wy? :) Zapraszam na post. 

Pierwsza piątka to być może dla części z Was kino mniej znane, na czele którego bez wątpienia stoi 'Nic osobistego'. Film jest pełen artystycznych ujęć, niedomówień i ciszy. Możemy się tylko domyślać dlaczego młoda kobieta porzuciła swoje życie i z plecakiem wyruszyła szukać czegoś, być może kogoś? Ale jak zamknięta, tajemnicza osoba może znaleźć wspólny język z drugim człowiekiem? Okazuje się, że może. Jeśli szukacie w kinie czegoś więcej, drugiego, a może i trzeciego dnia - zobaczcie tę holendersko-irlandzką produkcję w reżyserii Urszuli Antoniak. Może wyda Wam się naiwna, ale czy czasami takie właśnie nie jest życie? 


Zupełnie inną tematykę, chociaż mającą pewien punkt współny z poprzednim obrazem, porusza film 'Tamten świat samobójców'. Bo co jeśli dusza i ciało samobójcy trafia do równoległego świata? Co jeśli właśnie tam spotykają się wszystkie zbłąkane dusze i żyją trochę żałując, a trochę wspominając to co było i już nie wróci. I co jeśli do tego pustego, szarego życia trafia ktoś przez przypadek? Trzymajcie kriuki za tę historię miłosną, która przytrafia się w bardzo wyjątkowych okolicznościach. 

Musical. Dla mnie osobiście temat ciężki, nie przepadam za gatunkiem. Ale 'Tańcząc w ciemnościach' okraszone muzyką Bjork, która jest według mnie artystką wyjątkową, dało mi do myślenia. Sama historia jest trochę tendencyjna, gra na uczuciach i współczuciu samotnej matce, która traci wzrok i całe swoje życie podporządkowuje synowi. Ale jeśli dotrwacie do zakończenia, to zobaczycie wielką siłę i strach, która towarzyszy nawet najtwardszym. 

'GranatowyPrawieCzarny'. W jednym miejscu, a dokładnie w więzieniu, zbiegają się historie kilku osób, które połączy przedziwna relacja. Chęć dania życia, dania drugiej szansy. Jeśli pozbędziemy się uprzedzeń, znajdziemy w tym filmie prawdę o tym, że nasze spełnione marzenia nie zawsze dają szczęście. Czasami pokazują nam tylko to, że wcale nie było nam tak źle, jak mogłoby się wydawać.

Czy rewolucja islamska w Iranie może być pokazana w sposób przystępny? Bo chyba właśnie taką formę przybrała animacja 'Persepolis'. Nie jestem fanką tematów politycznych w kinie, bo krótko mówiąc wielu wątków nie rozumiem :) Ale historia dzieciństwa Marjane Satrapi (współreżyserki) w Teheranie i oglądanie rewolucji oczami dziecka pozwala zrozumieć o wiele więcej. 

Oddech, świeża herbatka lub ciastko do kawy i jedziemy dalej!

Druga część jest z pewnością bardziej świeża i znana. Otwiera ją film, który oczarował mnie od pierwszych dźwięków. Swoją surowością, perfekcją, siłą. I cieszę się, że został doceniony Oscarem (i wieloma innymi nagrodami) wcielający się w drugoplanową rolę 'pana od muzyki' tyran J.K. Simmons. 'Whiplash' zasłużył na uwagę właśnie dzięki niemu. Nie wiem czy przytaczanie historii młodego perkusisty dążącego do perfekcji ma sens, bo o filmie było bardzo głośno. Powiem Wam tylko, że jeśli jeszcze nie oglądaliście, to serdecznie Wam zazdroszczę. Doświadczeń wizuwalnych i muzycznych, a także patrzenia na to, jak ambicja jednych buduje i rujnuje innych. Na pewno zobaczę drugi, trzeci, czwarty i piąty raz. 


Małym rozczarowaniem, ale nadal filmem wartym obejrzenia, jest oscarowy 'Birdman'. Pewnie część z Was nie zgadza się z ilością statuetek, jaką zdobył (a może życzyłyście mu więcej?), ale ten fenomen tworzą przede wszystkim ludzie pracujący wokół filmu. Rozczarowała mnie trochę gra aktorska, która przy technicznych szczegółach tego obrazu gdzieś się gubi. Nie wiem dokładnie jak to nazwać, ale gdyby nie to, że reżyser, scenarzysta i równie ważny dźwiękowiec 'zrobili robotę' - film byłby słaby. Warto więc oglądać i podziwiać.

W końcu akcent polski! Lubię rodzime kino, naprawdę. Ale jakoś nie znalazłam ostatnio niczego, co mogłoby przebić 'Ziarno prawdy'. Więckiewicz chociaż czasami skacze w jakiś żenujący bok, to pod opieką Borysa Lankosza dał z siebie wszystko. Wiem, że wielu sprawa żydowska wychodzi już bokiem po mniej lub bardziej udanych filmach (Pokłosie, W ukryciu), ale tutaj dzieje się odrobinę więcej. Kryminalna zagadka i wiele tajemnic oraz świetny klimat dość mrocznego Sandomierza (w Ojcu Mateuszu tego nie zobaczycie). O ile do książki Zygmunta Miłoszewskiego zniechęcił mnie mocno obecnie czytany 'Bezcenny', tak na pewno nie mówię jej nie. Ale obraz był dobrym początkiem roku w kinie :)

W końcu coś lekkiego i przyjemnego, bo 'Love, Rosie' to komedia romantyczna. Jeśli jesteście wyjadaczami gatunku, to od pierwszych minut poczujecie o co w tym wszystkim chodzi i jakie będzie zakończenie. Mimo wszystko oglądałam ten film z przyjemnością, raz śmiejąc się, raz robiąc smutne miny do ekranu. Idealny film, żeby odpocząć i się zrelaksować. 

'Wszyscy mają się dobrze'. Chyba każdy tak mówi zapytany co u niego. A jak jest naprawdę? Jaką drogę musi przejść ojciec, żeby poznać prawdę o swoich dzieciach i sobie. Po stracie żony próbuje utrzymać rodzinę w kupie, ale ile tak naprawdę o nich wie, dowie się na samym końcu. Nie jest to film wybitny, który zmieni Wasze życie, ale z pewnością kilka rzeczy pokaże w nieco innym świetle. 

Tak, wiem - wyszedł tasiemiec okrutny. Ostatnio mam do takich talent, ale nie mogłam pominąć zadnego tytułu. Uwierzcie, że w pierwsze wersji było ich jeszcze więcej. O słabych filmach nie będę Wam opowiadać - wystarczy, że ja straciłam swój czas przed ekranem na oglądaniu, więc Wy nie musicie na czytaniu. 

Co do kina zaciągnęło tej zimy Was? No dobra, oprócz Szarego! 

pozdrawiam
Adrianna 



Zanim pokażę Wam, co w tym roku będzie zajmować mój czas wolny, wypadałoby rozliczyć się z roku minionego. Podjęłam wyzwanie Karoliny, które polegało na przeczytaniu tylu centymetrów książek (liczonych szczytem), ile ma się wzrostu. W moim przypadku było to tylko 168cm, niewiele prawda? Niestety poległam na całej linii, czytając jedynie 22 książki, które w sumie dały żałosne 41cm. 

Skoro zwierzyłam się już przed Wami z tej wstydliwej sprawy, mogę przejść do planów na ten rok. Nie, nie podejmę kolejnego wyzwania centymetrowego ani czytania 52 książek, ani innego pojawiającego się w internecie. Znając życie będzie ono równie mocno położone jak poprzednie. Dlatego postawiłam na coś prostego i realnego dla mnie - wyznaczyłam sobie z mojej skromnej biblioteczki książki, które chciałabym przeczytać :) Nie jest ich dużo, bo piętnaście, ale jak skończę poniższą gromadkę, na pewno coś do tego zestawienia dorzucę. Jesteście ciekawe co mam w tym roku na oku? Zapraszam na post.



1. 'Kapuściński Non-Fiction' Artur Domosławski
Ryszarda Kapuścińskiego chyba nie trzeba nikomu przestawiać. Po przeczytaniu zbioru wykładów i rozmów 'To nie jest zawód dla cyników', wpadła mi w ręce dość obfita pozycja Artura Domosławskiego, który - jak głosi jedna z osób na okładce - napisał wielką książkę o wielkim człowieku. Niewiele wiem o Ryszardzie Kapuścińskim, więc mam nadzieję, że po tych 500 stronach będę czuła tylko większy niedosyt :)

2. 'Złodziejka książek' Markus Zusak
Film obejrzałam z niemałą przyjemnością, a do książki jakoś nie mogłam się do tej pory zabrać. Słyszałam już kilka opinii, że jest albo niezwykła, albo beznadziejna. Czas na wyrobienie własnej o złodziejce książek w szczytnym celu.

3. 'Wszystko w porządku' Szymon Hołownia, Marcin Prokop
Lubię obu Panów z telewizji i książka fragmentami jest mi już znana, Ale jak to się mówi, co ukryte między słowami oraz 'deskami' jeszcze przede mną. To będzie miła odmiana, coś lekkiego w chwili roztargnienia czytelniczego.

4. 'Dziennik' Jerzy Pilch
Podobnie jak Andrzeja Żuławskiego, tego Pana albo się lubi, albo się go nie czyta. Ja lubię bardzo, zarówno ironiczny charakter jak i styl pisania, dlatego kiedy uporam się z pierwszą częścią dzienników, na pewno sięgnę po drugą.

5. 'Wilk z Wall Street' Jordan Belfort
Stoi, patrzy, błyszczy po oczach złotym, lustrzanym szczytem. A jakoś tak skutecznie omiija moje ręce. Mimo początkowych zachwytów filmem, do czytania motywacji mi nieco zabrakło. Na szczęście wszystko można naprawić w tym roku.

6. 'Zwierzenia kontestatora' Marek Piekarczyk
Mama dostała pod choinkę, więc jak można oprzeć się lekturze :)

7. 'Zamek z piasku, który runął' Stieg Larson
Nie wiem co takiego jest w tej trzeciej części, ale zwyczajnie nie mogę jej przeczytać. Podchodzę do niej jak do 'Hobbita' - mam motywację, biorę książkę z półki i po 50 stronach zasypiam. Teraz postaram się czytać w godzinach porannych, koniecznie w towarzystwie kubka kawy.

8. 'Egzamin z oddychania' Jan Jakub Kolski
Tak Mikołaju, wiem... Przyniosłeś mi tę książkę dawno, dawno temu, a ja jej jeszcze nie przeczytałam. Ale obiecuję, że do kolejnej gwiazki się wyrobię, więc nie wykreślaj z listy moich prezentowych marzeń wszystkich papierowych pozycji...

9. 'Gwiazd naszych wina' John Green
Film jest dla mnie zagadką, bo nie porwał moich kanalików łzowych, nie oszalałam też na punkcie Hazel Grace. Jeśli książka cokolwiek zmieni, dam Wam znać :) Na pewno będzie jedną z pierwszych, po którą sięgnę.

10. 'Upiory' Jo Nesbo
Nie rozumiem zamieszania wokół tego autora, a może zrozumiem dopiero po lekturze? Jak widzicie nie idę z czytelniczą modą ramię w ramię, pewnie teraz to już jest średnio na czasie. Ale muszę zobaczyć chociaż, czy faktycznie tak dużo straciłam.

11. 'Minimalizm po polsku' Anna Mularczyk Meyer
Widziałyście już tę książkę w poprzednim poście z prezentami i wywołała spore zainteresowanie. Niedługo z pewnością coś Wam o niej powiem, bo jest o czym mówić.

12. 'The stranger' Camilla Läckberg
Samą autorką jestem zainteresowana średnio, ale obiecałam sobie, że w zestawieniu będzie jedna książka w języku angielskim. No i jest. Może tym razem przebrnę...

13. 'Bezcenny' Zygmunt Miłoszewski
Wypadkowa poszukiwań w Biedronce. Po kilku pierwszych stronach przeczytanych na dworcu czuję się mocno zachęcona do dalszej lektury. Całe 9zł przyjemności :)

14. 'Wielki Gatsby' Francis Scott Fitzgerald
Film był tak bajecznie bogaty i upajający, że czekam na otrzeźwienie książkowe z niecierpliwością. A teraz proszę się przyznać - kto pożyczył i nie oddał? No? Czekam na zwrot i zabieram się do czytania!

15. 'Drakula' Bram Stoker
Kiedy już jestem w bibliotece, tej książki nigdy nie ma... Muszę się chyba pokusić o własny egzemlarz, albo częściej bywać w bibliotece.

No i to by było na tyle :) Postaram się Was informować co jakiś czas, jak mi idą postępy w skreślaniu kolejnych pozycji z listy. A Wy, macie już książkowe plany i wyzwania? 

pozdrawiam, A




Dostęp do filmów mniej ogranych w multipleksach jest naprawdę niewielki i czasami jedyną możliwością obejrzenia interesującego nas obrazu jest... nielegalne ściągnięcie. Z pomocą przychodzi nam Kino Praha, które na kanale YT udostępniać będzie filmy w ramach projektu wirtualnej sali kinowej (klik po więcej informacji). Premiery nowych filmów odbywać się będą w czwartki, ale już dziś na kanale Sala Kinowa znajdziecie wiele ciekawych tytułów. O jednym z nich chciałabym Wam powiedzieć w dzisiejszym poście :) Zapraszam!


Czy zrzucenie zbędnych kilogramów pomoże i pozwoli pokochać siebie, i swoje życie? Na takie pytania odpowiedzi szuka kilku miłośników czekolady. Znalezienie sposobu na poskromienie apetytu często ma dużo głębsze podłoże, a szczera rozmowa budzi w tytułowych 'grubasach' siłę do działania. Bardzo zróżnicowanego działania. Terapeuta Abel stara się pomóc jak może, sam nie radząc sobie ze swoim życiem i zbliżającymi się zmianami. Historie 5 bohaterów łączą się w komediowo-dramatyczną całość, którą z przyjemnością oglądałam. Jeśli myślicie, że filmem rządzi użalający się nad właśnie zjedzonym pączkiem smutny człowiek, mocno się mylicie. Miłość, seks, jedzenie, rodzina i wielkie rozczarowania drugim człowiekiem, ale przede wszystkim sobą. Nie jest to z pewnością kino wagi lekkiej, ale naprawdę warto poświęcić swój czas na jego obejrzenie :) Zaznaczam jednak, że w filmie znajdziecie sporo scen miłosnych, które niekoniecznie muszą się każdemu spodobać. 

Edit: Nie napisałam o wrażeniach po filmie, proszę o wybaczenie, a były one bardzo różne. Z jednej strony będąc klopsem utożsamiałam się częściowo z tym, co przeżywali bohaterowie. Z drugiej strony miałam świadomość, że ich problemy nie miały wcale podłoża kilogramowego. Były to sprawy przede wszystkich ludzi - nie grubych, nie męższczyzn, nie kobiet, nie osób homoseksualnych - LUDZI. Bo czy ktoś z nas nie oczekuje akceptacji od najbliższych, albo nie pozostaje w jakiejś relacji, bo tak trzeba? Nie żyje według zasad, które w pewien sposób wymusza na nim świat, rodzina, sytuacja? Jeśli możecie z pełną świadomością powiedzieć 'jestem szczęśliwym człowiekiem, bo tak wybrałem' - serdecznie Wam gratuluję :) Jeśli jednak szukacie czasami wyjścia z sytuacji, która stała się Waszą codziennością i wydaje się, że przylgnęła na stałe, zobacznie ten film. Może nie będzie to obraz, który zmieni Wasze życie, ale z pewnością da Wam trochę śmiechu, trochę zadumy, a może i kilka łez :)

Jak podoba Wam się projekt Kina Praha? 
Jesteście zainteresowani obejrzeniem filmu "Grubasy"? :) 

pozdrawiam, A



Nie jestem bajkowym pożeraczem, już trochę z tego wyrosłam. Ale są takie bajki, których zwyczajnie nie można nie obejrzeć :) I bez wątpienia w tej grupie uplasowała się animacja twórców "Shreka" - "Jak wytresować smoka". Pójście do kina na kontynuację przygód Czkawki i Nocnej Furii było oczywistą oczywistością.


Jeśli nie znacie jeszcze pierwszej części, polecam szybko to nadrobić. Historia nieco odstającego od wizji potężnego wikinga chłopca, chcącego zaimponować ojcu i przywódcy wyspy zarazem, mocno mnie zauroczyła. Przyjaźń między Czkawką, a siejącym postrach smokiem w drugiej części przybiera jeszcze silniejszą postać, którą koleje losu wystawią na potężną próbę. W drugiej części Czkawka powoli mierzy się z myślą o zastąpieniu Stoika Ważkiego i swoim zwyczajem ucieka od tego najdalej jak się da. Wraz ze swoim smokiem Szczerbatkiem zgłębia tajemnice pobliskich wysp, które przyniosą wiele radości i doprowadzą do potężnej walki. Wszystko, by po raz kolejny ratować smoki. Dobrze było ponownie zobaczyć wszystkich kompanów Czkawki - Sączysmark i Śledzić nadal zakochani są do szaleństwa w Szpadce, Astrid jest już oficjalną narzeczoną, a Pyskacz Gbur odkrywa przed nami nieco więcej swoich tajemnic. Nie chcę powiedzieć Wam za dużo, ale jeśli jesteście skłonni do łez - chusteczki mogą Wam się przydać :)

W kinie najciekawszym doświadczeniem był moment, w którym obie pociągałyśmy nosem jak bobry, a dwóch chłopców po ok. 8 lat wcale nie kryło się z płaczem. Bajka naprawdę sporo pokazuje, może czasami nie wszystkie te 'smaczki' będą odczytane przez dzieci i w środku seansu wyrwie się: "babciu, ja nie chcę, żeby on umarł!", ale moim zdaniem naprawdę warto zobaczyć "Jak wytresować smoka 2", trochę się przy tym wzruszając i nieźle bawiąc :)

Widziałyście już tę animację? A może polecicie mi coś na ten i inne wieczory? 
pozdrawiam, A



Nie jestem miłośniczką mody, nie podążam za ubraniowymi trendami i nie znam czołowych projektantów. Tego nazwiska jednak nie da się nie znać i nie kojarzyć :) Zapraszam na kilka słów o świeżutkim filmie, który wszedł do kin zaledwie kilka dni temu. Mowa oczywiście o "Yves Saint Laurent".


Siedzę nad klawiaturą, drętwieją mi palce, a tekstu nie przybywa... Czemu? Film był bardzo dobry i na długo zapamiętam wrażenie jakie na mnie zrobił. Cudowny obraz, dźwięk, atmosfera. Historia człowieka u szczytu sławy, tak mocno zagubionego w codziennym życiu. Człowieka, którego pragnienia są tak wielkie, że sam nad nimi nie panuje. 
Postać wykreowana przez Pierra Niney wprowadziła mnie w świat z jednej strony pełen twórczej pasji, talentu - z drugiej wewnętrznej walki, bałaganu myśli. Lubię filmy, które pokazują nam to, co dzieje się w 'środku' i tutaj ta proporcja była idealna. Nie zaburzała fabuły, nie był to teatr jednego bohatera. Historia życia YSL toczyła się płynnie, a my poznawaliśmy go coraz więcej. Poznawaliśmy to chyba za duże słowo, bo przemknęliśmy jedynie po powierzchni. I tutaj przyczepić się trochę można do tego, że reżyser chciał wcisnąć jak najwięcej kontrowersji kosztem fabuły. Zabrakło mi trochę obrazków z życia projektanta. Jeśli spodziewacie się zobaczyć, jak wyglądała moda tamtego okresu, to możecie się nieco rozczarować - nie ma jej dużo, a szkoda. Nie jest to film idealny czy wybitny, ale czasu spędzonego w kinie na pewno nie żałuję.

Widziałyście już YSL? Lubicie filmy biograficzne?

pozdrawiam, A


Obsługiwane przez usługę Blogger.