Przyszedł czas na drugi lakier z zimowej kolekcji Essie :) Sable collar spotkał się z ciepłym przyjęciem, więc dziś trochę bardziej mroźny klimat pod postacią mind your mittens. Na początku wydawał mi się strasznie nudny, ale po pomalowaniu paznokci po raz drugi już przy tek kolekcji zmieniłam zdanie. Ciemna, bardzo ciekawa zieleń, trochę w stylu teal - dla mnie długo poszukiwany kolor idealny. Pięknie wygląda na paznokciach, będzie się dobrze łączyć ze srebrnymi dodatkami. Do tego świetne krycie, połysk i tafla koloru, która na stałe zagości w moim lakierowym pudełku. Jeśli jesteście miłośniczkami ciemnych zieleni na paznokciach, to pozycja obowiązkowa! Na paznokciach mam dwie warstwy lakieru na bazie, bez topu.


Jak Wam się podoba ten przedstawiciel zimowej kostki? Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczona!

pozdrawiam, A




Słaczowanki zimowej kolekcji Essie zacznę od lakieru, który wydawał mi się najmniej ciekawy z całej czwórki. Widziałam go już na kilku blogach i zupełnie do mnie nie trafił, był jakiś taki przekombinowany i w sumie nijaki... Ani brąz, ani fiolet, ani szary - jednym słowem nie dla mnie :) Ale! Pomalowałam nim paznokcie i moja niechęć do niego mocno osłabła. Same oceńcie, dlaczego:


Kolor kojarzy mi się z roztopioną, deserową czekoladą :) Lekko przykurzony, ale przyjemny brąz z domieszką bardzo drobnego shimmeru w czerwonym, może winnym odcieniu. Całość na paznokciach tworzy przyjemny efekt. Co do malowania nie mam zastrzeżeń - powoli zaczynam wsiąkać w "essiactwo" i kiedy sięgam po inny lakier, czuję rozczarowanie :) Jakościowo idealny pod każdym względem - bezproblemowy pędzelek, po dwóch warstwach uzyskujemy pełne krycie. Pięknie błyszczy i szybko wysycha. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona kolorem, a jakości właśnie takiej się spodziewałam :) To bardzo dobry początek i mam nadzieję, że pozostałe lakiery mnie nie rozczarują. 

Macie już swojego ulubieńca z tej kolekcji? A może zimą używacie lżejszych kolorów?
pozdrawiam, A



No i wpadłam w zimowy sen... Przespałam dobre dwa tygodnie i wraca mi się naprawdę ciężko :) Ale mam nadzieję, że teraz znajdę już czas na regularne zaglądanie i komentowanie Waszych blogów. Sporo się zapewne działo w kosmetycznym świecie przez ten czas, jestem bardzo ciekawa Waszych świątecznych list prezentów. 
U mnie listopadowe zakupy przeszły w miarę spokojnie - nawet promocja w Rossmannie nie zachwiała stanu portfela :) Rzeczy z listy oczywiście w koszyku znalazły swoje miejsce oprócz jednej, która zostanie w najbliższych dniach uzupełniona. Poza listą oczywiście same potrzebne rzeczy! Zapraszam na post.


Kolejna kostka lakierów Essie, tym razem z zimowej edycji Shearling Darling. Pewnie pojawią się w najbliższym czasie na blogu, więc mogę powiedzieć tylko tyle, że to bardzo fajny zestaw dla dziewczyn, które lubię ciemne lakiery (allegro ok. 55zł). W końcu udało mi się dorwać w szafie Essie top Good to go (SuperPharm, 36,99zł). Kabuki z Essence to zakup oglądany od chwili pojawienia się nowości w Naturze (17,99zł). Na razie jestem zadowolona, chociaż zobaczymy jak będzie po kolejnych praniach. 
Puder True Match od L'Oreal to jedyny zakup promocyjny - już jakiś czas temu zwrócił moją uwagę, ale skutecznie blokowała mnie cena. Na razie czeka na swoją kolej :) Nie mam pojęcia ile kosztował, ale 35zł chodzi mi po głowie... Możecie mnie poprawić :) Do koszyka powędrowały również: Maybelline i długo oczekiwana pomadka Baby Lips w różowym kolorze (SuperPharm,9,99zł) oraz zmywacz do paznokci z Biedronki - około 6zł.


Zestaw Pharmaceris kupiłam w jednej z aptek za 35zł - matująca emulsja do twarzy i oczyszczająca pianka to moje pierwsze kosmetyki z tej serii. Jestem bardzo ciekawa działania :) Kolejna rzecz to antyperspirant Rexona w kulce - Adidas chyba zaczął mnie uczulać... (Rossmann, 9zł). W aptece DOZ znalazłam żel do twarzy Himalaya Herbals za niecałe 17zł i kupiłam na spróbowanie - używałam go prawie cały listopad, więc za jakiś czas coś o nim napiszę. Różana kula do kąpieli z Biedronki to czysty przypadek - ładnie pachnie, ale jeszcze nie wiem, czy będzie z tego miłość (ok. 3zł). Zarzekałam się, że nowych żeli pod prysznic Original Source nie kupię, bo moja skóra za nimi nie szaleje. I tak mam wersję z malinami i kakaem oraz kokos, który zniknął z butelki w tempie ekspresowym (Rossmann, 8,99zł za sztukę). Szukałam peelingu do rąk i wróciłam z Natury z zestawem Cztery Pory Roku kremu i peelingu rozgrzewającego z imbirem (9,99zł). Pachnie pięknie, zobaczymy jak będzie z działaniem.

I to by było na tyle :) Zakupów grudniowych żadnych większych nie planuję - jeśli zajdzie taka potrzeba będę musiała pomyśleć nad ochronnym kremem zimowym do twarzy. Macie swoje typy? Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach :) 

pozdrawiam, A


Obsługiwane przez usługę Blogger.